CHORZÓW 41-500 ULICA OMAŃKOWSKIE 1    TELEFON +48 501487 344

   TERAPIA OFIAR    - www.k-i-p.pl
 
 
Nowości

Archiwum
 
ŚLĄSKIE CENTRUM INFORMACJI O SEKTACH
I GRUPACH PSYCHOMANIPULACYJNYCH
powstało w 1995 roku
 
 
 NA SPOTKANIE PROSZE SIĘ UMAWIAĆ TELEFONICZNIE LUB MAILOWO
 
 

Czy zostać w Kościele Katolickim czy może szukać szczęścia lub Boga gdzie indziej? Przeczytaj!


„Na skale czy na piasku?” – KS. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI

W gorące, czerwcowe południe roku 2000 zatrzymałem się przed księgarnią wdużym polskim mieście. Była to, jak oznajmiał napis widoczny już od rogu ulicy, "Księgarnia chrześcijańska" irzeczywiście sąsiadowała ze sporym budynkiem kościelnym. Kościół należał do jednego zaktywnie działających wtym mieście wyznań niekatolickich, zrodzaju tych, które lubią określać siebie jako wspólnota "biblijnych chrześcijan".

Wszedłem do środka. Oferta była szeroka: od Biblii wróżnych wersjach, poprzez ewangelizacyjne książki dla dzieci, po traktaty rozważające, czywspółczesna nauka wspiera wiarę, czyteż raczej jej przeczy. Obok tej pożytecznej literatury moją uwagę przykuł jeszcze jeden rodzaj publikacji: polemiki zKościołem katolickim. Wyróżniały się one niezwykłą temperaturą uczuć iogromnie radykalnymi sądami. Oto co wyczytałem wniektórych proponowanych w"Księgarni chrześcijańskiej" tekstach:

"Bratanie się przywódców ewangelicznych zrzymskim katolicyzmem sprzyja globalistycznym planom szatana".

"Już od stuleci hierarchia rzymskokatolicka staje pomiędzy Ojcem aJego dziećmi, ustalając niebiblijne dogmaty itradycje. Swoich wiernych utrzymuje wniewiedzy co do wolności wChrystusie".

Katolicyzm "proponuje "ratalną" łaskę ku życiu wiecznemu. Taka droga do nieba czyni zChrystusa kłamcę".

"[Katolickie] Magisterium użyje wszelkich środków, by zwiększyć swe wpływy. Wjego przepastnym wnętrzu znika iBóg, iPismo święte, iJezus Chrystus. Skutki tej potwornej herezji dla całego rodzaju ludzkiego nie dadzą się oszacować".

W roku 2000, uprogu trzeciego tysiąclecia są wPolsce, podobnie jak wwielu innych krajach świata, itakie grupy chrześcijan wierzących wBiblię jako natchniony dar od Boga, którzy wten właśnie sposób formują postawy swoich wiernych wobec katolików. Nie stronią od wpajania takich skojarzeń zKościołem katolickim, jak "czynienie zChrystusa kłamcy", "potworna herezja", "sprzyjanie planom szatana". Zwykle myślenie tego typu kojarzyło nam się znauczaniem Świadków Jehowy. Okazuje się jednak, żemoże występować także poza tym ugrupowaniem, itowśrodowiskach, po których byśmy się tego nie spodziewali.

Z pewnością nie chodzi tu ogrupy zbyt liczne ina pewno owiele lepiej jest zwracać większą uwagę na liczne okazje do ekumenicznej współpracy ido pojednania między chrześcijanami różnych wyznań. Aleczęsto zdarza się, żewswoim zapale misyjnym przedstawiciele owych mniejszościowych grup dążą do "nawracania" katolickich wiernych. Aponieważ wnaszych czasach żyjemy hasłem ekumenizmu, stąd może się zdarzyć niewiedza co do intencji tak nastawionych chrześcijan. Dobrze więc jest zapoznać się zich stylem myślenia oBiblii, ze sposobami jej interpretowania orazzich zamiarami wobec katolików.

Po pierwsze więc, rozumienie tekstu biblijnego podporządkowane bywa tam radykalnej chęci przeciwstawienia się Kościołowi katolickiemu, którego wierni są uważani za ludzi kompletnie nieświadomych prawdziwego nauczania Pisma św. Czasem powoduje tozdumiewające efekty zpogranicza groteski. Krytycy owi potrafią zapędzić się tak daleko, żewidząc nacisk kładziony przez katolików na chrzest, twierdzić będą na temat "Ewangelii, która zbawia", że"Ewangelia nie mówi ochrzcie" (to nie żarty; naprawdę wpublikacji oferowanej wksięgarni poważnego wyznania chrześcijańskiego wroku 2000 spotkałem taką tezę). Dlaczego tak napisano? Oczywiście, aby zaraz potem uzupełnić: "jeżeli dodajemy cokolwiek do Ewangelii, przekręcamy ją ijesteśmy pod przekleństwem". Wniosek ztego ma być prosty: katolicy dodali chrzest do "Ewangelii, która zbawia", idlatego są "pod przekleństwem". Katolik pamiętający słowa Jezusa Chrystusa "kto uwierzy iprzyjmie chrzest, będzie zbawiony" (Mk 16, 16) mógłby wprawdzie zauważyć, żechyba sam Jezus "dodał" chrzest do wymogów zbawienia, aleantykatolicki zapał tego typu misjonarzy nie zraża się tym.

Po drugie, nadgorliwi krytycy katolicyzmu uwięzieni wschematach szesnastowiecznych sporów związanych zReformacją, nie potrafią dostrzec, jak myśl katolicka przez dwadzieścia wieków, począwszy od starożytności iśredniowiecza, była uformowana przez gorące pragnienie wierności wobec tekstu biblijnego. Uprogu dwudziestego pierwszego wieku wyczytałem na przykład wksiążce nastawionej "misyjnie" wobec katolików, że"wbrew nauce Rzymu, odróżniającej grzechy powszednie od śmiertelnych, za które grozi śmierć, Biblia głosi, żeśmierć jest karą za każdy grzech". Na poparcie tej dziwnej tezy owi antykatoliccy polemiści cytują jakieś teksty Pisma św. niespecjalnie związane zrozróżnianiem rodzajów grzechu (np. Rz 6, 23), natomiast nie przyjdzie im do głowy, aby sięgnąć do tekstu Biblii, który mówi wprost otym zagadnieniu. Tak towzapale obrony biblijnej prawdy przed "katolicką herezją" niektórzy będą zprzekonaniem twierdzić, że"Biblia głosi, żeśmierć jest karą za każdy grzech", chociaż Biblia omawia ten temat wprost igłosi wyraźnie: "są jednak grzechy, które nie sprowadzają śmierci" (1 J 5, 17).

Po trzecie wreszcie, tego typu ludźmi kieruje radykalna niechęć wobec ekumenizmu prowadzącego do bycia wraz zkatolikami wjednej rodzinie Kościoła. Głoszą: "Różnice doktrynalne tobariery nie do przebycia dla chrześcijańskiej jedności istawiają one Kościół rzymskokatolicki iprawosławny poza Bożą rodziną". Bywa też, żekatolickie chrześcijaństwo jest stawiane na równi znajbardziej okrutnymi dyktaturami itotalitarnymi reżimami. Oprotestantach porozumiewających się zkatolikami napisano na przykład: "Jak Roosevelt iChurchill oddający pół Europy na pastwę Stalina, ludzie ci oddali los jednej piątej ludzkości do dyspozycji papiestwa".

Ponieważ wczasach otwartości iekumenizmu my, katolicy, miewamy więcej okazji do kontaktów również ztak nastawionymi wierzącymi, trzeba być na toprzygotowanym. Najważniejszym elementem takiego przygotowania jest świadectwo ukształtowania naszej katolickiej wiary przez Biblię. Kościół czyta przecież zwiarą Pismo św. od dwudziestu wieków iwten właśnie sposób uformował swoje zwyczaje modlitewne iwyznania wiary.

Skoro postawy jawnie wrogie wobec katolików można spotkać dziś wśród ludzi uważających się za "biblijnych chrześcijan", będziemy pewnie iwprzyszłości spotykać na naszej drodze radykalnie antykatolicko nastawionych wyznawców Jezusa. Wobec nich zachować się mamy tak, jak nauczali tego Apostołowie: "Pana zaś Chrystusa miejsce wsercach za Świętego ibądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która wwas jest" (1 P 3, 15).

Niech kolejne stronice tego tekstu umocnią wnas nadzieję zbawienia właściwą każdemu wyznawcy Jezusa Chrystusa, niech ugruntują też naszą wiarę dotyczącą Kościoła, sakramentów imodlitwy, słowem tego wszystkiego, co składa się na drogę do Boga. Aponieważ zarówno autorowi tych słów, jak iinnym katolikom zdarzały się błędy, zbyt ostre słowa iuprzedzenia wobec chrześcijan wyznających Jezusa Chrystusa na innej ścieżce wiary, niech wzrośnie także nasza miłość do wszystkich, którzy "umiłowali pojawienie się Jego" (2 Tm 4, 8).


Kilka przydatnych pojęć: "fundamentalista", "zbawienie", "chrześcijanin", "biblijne chrześcijaństwo"

W dalszej części niniejszego tekstu pojawią się takie sformułowania, jak "fundamentalizm biblijny" lub"biblijne chrześcijaństwo", spotkać się też będzie można ze specyficznym użyciem słów "chrześcijanin" i"zbawienie" wkontekście fundamentalistycznym. Dlatego teraz kilka zdań przybliżających te pojęcia, dla większej łatwości zrozumienia tego, co nastąpi.

Często spotykany typ gorliwego przeciwnika Kościoła katolickiego zpowodu rzekomej niebiblijności katolików tochrześcijanin nazywany wUSA fundamentalistą. Aby zrozumieć motywy ataków fundamentalistów na Kościół katolicki konieczne jest poznanie ich wyobrażenia onauce Biblii na temat drogi człowieka do Boga. Trzeba także mieć wpamięci fragmenty Pisma św., na których się opierają wgłoszeniu swoich nauk.

O ile droga człowieka do Boga przedstawiana przez typowego katolickiego nauczyciela wymaga rozpatrywania wielu niuansów iudzielania skomplikowanych wyjaśnień, tota sama droga przedstawiana przez fundamentalistę jest niezwykle prosta. Tak prosta, żemożna ją streścić wtrzech zdaniach.

1. Od czasu występku Adama iEwy wszyscy ludzie bez wyjątku rodzą się "pozbawieni chwały Bożej" (Rz 3, 23); dlatego, jeśli nie zdarzy się im okazja do spotkania zJezusem Chrystusem, po śmierci idą do piekła na wieczne potępienie.

2. Od wieczności wpiekle uratowani są tylko ci, którzy wjakimś momencie ziemskiego życia "dostąpili zbawienia" (Dz 2, 47).

3. Zbawienie polega na spełnieniu trzech prostych warunków. Trzeba mianowicie:

- uznać siebie samego za grzesznika (Dz 2, 38);

- uznać Jezusa zNazaretu za Syna Bożego, który umarł izmartwychwstał dla naszego zbawienia (Rz 10, 9);

- wkonsekwencji przyjęcia powyższych dwóch prawd - wypowiedzieć zmocną wiarą słowa: "Panie Jezu, przyjmuję Cię za mojego Pana iZbawiciela" (por. Rz 10, 10).

Wielu chrześcijan nazywanych wAmeryce "ewangelicznymi fundamentalistami" wierzy, żeod momentu spełnienia tych trzech warunków człowiek jest już zbawiony. Dlatego można spotkać się wtym środowisku zwypowiedzią wstylu: "zostałem zbawiony dwa lata temu, wśrodę 12 lipca po południu"; albo: "kiedy człowiek zostanie zbawiony, todobrze jest, jeśli przyjmie chrzest". Spotkamy wliteraturze tego typu sformułowania wopisie nabożeństwa nawróceniowego: "po kazaniu trzystu ludzi zostało zbawionych". Autorzy chcą wten sposób przekazać myśl, żewspomnianych trzysta osób toci, co po kazaniu wyszli na środek sali izwiarą powiedzieli, żeprzyjmują Jezusa jako swego Pana. Wten sposób zostali zbawieni.

Jak widać, rozumienie słowa zbawienie znacznie odbiega od jego znaczenia, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni wKościele katolickim. Opodobnej trudności trzeba pamiętać, jeśli wfundamentalistyczno-ewangelicznej literaturze spotkamy się zokreśleniem chrześcijanin. Słowo tonajczęściej oznacza tosamo, co "człowiek zbawiony", awięc używa się go na określenie kogoś, kto kilka lubkilkanaście lat temu "przyjął Jezusa jako Pana iZbawiciela" wopisany wyżej sposób. Kto natomiast nigdy wżyciu nie został zaproszony do wypowiedzenia takiej lubpodobnej formuły, ten woczach ewangelicznego fundamentalisty wogóle nie jest chrześcijaninem. Dlatego dla typowego przedstawiciela tego nurtu większość katolików iprawosławnych tonie są "chrześcijanie". Chrześcijan trzeba znich dopiero uczynić.

Według wyobrażeń ewangelicznych fundamantalistów onauce Pisma św. człowieka, który "przyjął Jezusa jako Pana iZbawiciela", nic nie jest już wstanie pozbawić tak nabytego zbawienia. Wszczególności, wbrew wierze katolików iprawosławnych, nie ma takiej mocy żaden grzech aniżadne odstępstwo. Jeśli "zbawiony człowiek" grzeszy zbyt zuchwale lubwyzywająco, Bóg może go ukarać jakąś przemijającą karą, może nawet chorobą lubprzedwczesną śmiercią, alezbawienie wieczne jest już "zaklepane". Zdobyte raz wciągu kilkuminutowej decyzji, jest już absolutnie nieodwołalne, raz na całą wieczność.

Tacy fundamentalistyczni chrześcijanie myślą, żewzasadzie nic więcej nie należy do zbawczego przekazu Biblii. Dlatego tak bardzo denerwuje ich nauka Kościoła katolickiego, która jest owiele obszerniejsza iowiele bardziej skomplikowana. Wszystko towydaje się typowemu ewangeliczno-fundamentalistycznemu wierzącemu zupełnie zbędnym balastem, niepotrzebnym dodatkiem pochodzącym zludzkiej tradycji, wymysłem papieży iOjców Kościoła. Dlatego katolicyzm przeciwstawiany jest tak zwanemu biblijnemu chrześcijaństwu. Ta ostatnia nazwa obejmuje oczywiście tylko wyznawców opisanej powyżej drogi zbawienia.

Misja ewangelizacyjna fundamentalisty skierowana do katolika będzie się starała więc, co oczywiste, uwolnić zwszelkiego "zbędnego balastu" wyznawcę Ewangelii uformowanego wtradycji katolickiej. Często trudno tosobie wyobrazić inaczej niż jednoczesne "uwolnienie" zprzynależności do Kościoła katolickiego. Jak mawiają tak usposobieni ewangelizatorzy wAmeryce: Jesus saves, Rome enslaves ("Jezus zbawia, Rzym zniewala"). Popularny wtych kręgach autor sformułował tojeszcze inaczej: jeśli "blisko do Boga", to"daleko od Rzymu".

Co ciekawe, trzypunktowa droga do zbawienia jest bardzo rzadko wsposób jasny formułowana, chociaż leży upodstaw ogromnej ilości literatury iobfitej tradycji kaznodziejskiej. Dopiero bowiem gdy się ją przedstawi wklarownym schemacie, wychodzą na jaw jej niedoskonałości. Każdy bowiem, kto choć trochę zna Biblię, stanie od razu przed problemem: jeśli każdy człowiek idzie do piekła, zwyjątkiem tych, którzy uwierzyli iwyznali, żeprzyjmują Jezusa jako Pana iZbawiciela - tojak ocaleli przed piekłem Abraham ( Łk 16, 22), Izaak iJakub (Mt 8, 11), Mojżesz iEliasz (Łk 9, 30)? Czyewangeliczni fundamentaliści wierzą, żerównież Jeremiasz iEzechiel, atakże mnóstwo proroków ipobożnych Izraelitów zczasów Starego Testamentu, żewszyscy oni, którzy zawierzyli Bogu Izraela, poszli do piekła na wieczne potępienie? Trudno przecież nie zauważyć, żenigdy nie mieli okazji przyjąć Jezusa jako Pana iZbawiciela (podobnie zresztą, jak miliony ludzi żyjących poza zasięgiem oddziaływania wspólnot chrześcijańskich)!

Jeszcze wXIX wieku, uzupełniano ewangeliczny protestantyzm oteorie mówiące, żePan Bóg zmienia co pewien czas warunki zbawienia (określano toza pomocą trudnego słowa "dyspensacjonalizm"). Od tego czasu minęło jednak sto lat iwpopularnej wersji fundamentalizmu ewangelicznego przestano się martwić otakie szczegóły. Obecnie im prościej, tym lepiej. Ajeśli Kościół katolicki udziela zbyt skomplikowanych odpowiedzi, bo dostrzegł zbyt dużo pytań czekających na odpowiedź - tolepiej uciąć dyskusję używając zamiast argumentu radykalnego wezwania: "To my jesteśmy biblijnymi chrześcijanami, właściwie totylko my jesteśmy wogóle chrześcijanami, bo tylko my jesteśmy zbawieni!"


Pismo św. aTradycja:

Jak nie czytać Pisma św. na własną zgubę?

"W tekście objawionym sam Ojciec niebieski wychodzi nam na spotkanie irozmawia znami" - tosą słowa Jana Pawła II.Czytanie Pisma św. jest najprawdziwszą rozmową zBogiem. Owszem, jeśli jest toczytanie właściwe. Czyprzyszło ci jednak kiedyś na myśl, żejeśli odpowiednie czytanie Pisma św. prowadzi do serdecznej zażyłości zPanem, toniewłaściwe czytanie Biblii może przynieść duchową zgubę? Jeśli nie, toBóg pomyślał otym przed tobą iprzestrzegł cię przed tym wswoim własnym Słowie. Powiedział nam, żeniektórzy "opacznie tłumaczą Pisma na własną swoją zgubę" (2 P 3, 16).

Są tacy, którzy uczą, aby każdy sam sobie tłumaczył Biblię, aBóg zachowa go od błędu. Inni twierdzą, żeprawidłowo będą tłumaczyli Słowo Boże charyzmatycy, bo tooni mają dar rozeznania, idlatego ich trzeba słuchać. Jeszcze inni mówią, żetrzeba słuchać Kościoła irozumieć Pismo św. tak, jak zawsze przez dwadzieścia wieków - rozumiała je kościelna Tradycja. Kto ma rację?

a. Każdy sam sobie tłumaczy Pismo?

Wielu jest zwolenników tej pierwszej metody. Mówią: "Jeśli ja mam Ducha Świętego, todlaczego nie miałbym sam najlepiej rozumieć tekstu, który ten Duch napisał? Cóż mogą mi pomóc ludzkie tradycje izwyczaje, skoro czytając Biblię rozmawiam zsamym Bogiem?" Odpowiedź na te pytania znajdziemy wsamym Piśmie świętym. Jest tam napisane wyraźnie: "to przede wszystkim miejcie na uwadze, żeżadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia" (2 P 1, 20). Aponieważ jednocześnie doskonale wszyscy wiemy, żesamodzielne czytanie Biblii jest nadzwyczaj pożyteczne dla duchowego rozwoju iod wieków polecane było wKościele, zwłaszcza wzakonach jako tak zwane "czytanie duchowne", pojawia się przed nami bardzo ważny problem: jak właściwie zrozumieć przestrogę Apostoła Piotra, aby nie osłabić jednocześnie orzeźwiającego, codziennego kontaktu zżywym Słowem Bożym spisanym wBiblii.

Jeśli ktoś nie chce się stosować do wyraźnej wskazówki zawartej wPiotrowym liście, wtedy lektura Biblii może przestać być dla niego duchowym pokarmem iźródłem życia, astać się trucizną prowadzącą do zguby. Apostoł Piotr widząc takie smutne sytuacje już wIwieku ostrzegał: "nasz brat Paweł napisał do was we wszystkich listach [...] są wnich trudne do zrozumienia pewne sprawy, które ludzie niedouczeni imało utwierdzeni opacznie tłumaczą, tak samo jak iinne Pisma, na własną swoją zgubę" (2 P 3, 15-16). Kierowane pychą izarozumiałością indywidualistyczne interpretowanie Biblii może więc być czytaniem "na własną zgubę".

b. Charyzmatycy są ostatecznym autorytetem, bo mają dar rozeznania?

Wielu chrześcijan myśli, żewwątpliwych sprawach przy lekturze Biblii zawsze można odwołać się do daru rozeznania. Jeśli ktoś czyni cuda, prorokuje, wyrzuca złe duchy - toprzecież najlepszy dowód, żedziała wnim Duch Boży. Ajeśli tak jest, toczyten sam Duch nie podpowie mu przez duchowy dar, jak rozumieć trudniejsze miejsca Pisma? Wystarczy przecież tylko pomodlić się onatchnienie inamaszczenie - iodpowiedź będzie gotowa!

Tymczasem jednak Jezus wBiblii wyraźnie mówi, żejest tometoda niewystarczająca. Przepowiedział, żebędą tacy, którzy spełniając nawet wielkie charyzmatyczne dzieła, będą wbłędzie iwkonsekwencji daleko od Niego: "Wielu powie mi wowym dniu: "Panie, Panie, czynie prorokowaliśmy mocą Twego imienia inie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, inie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?""(Mt 7, 22).

Jezus wcale nie zaprzecza, żeludzie, októrych mówi, spełniali takie cudowne dzieła; wcale nie mówi, żeproroctwa ich były nieprawdziwe, aich cuda fałszywe. Mówi po prostu, żepomimo towszystko nie byli to"Jego ludzie": "Wtedy oświadczę im: "Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości"" (Mt 7, 23).

Kierowanie się "wielką charyzmatycznością" wprzyjmowaniu różnych nowych idei inauk podpieranych cytatami zBiblii może być zwodnicze. Może być przyjmowaniem pouczeń od ludzi, októrych Jezus mówi: "nigdy was nie znałem". Należy dokładać starań, by przez lekkomyślną naiwność nie stanąć wgronie takich, októrych prorokował Paweł: "Przyjdzie chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, alewedług własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli" (2 Tm 4, 3).

c. Czytanie Biblii według Tradycji Kościoła

Drugi List Piotra poświęcony jest wbardzo dużej części problemowi, kto autorytatywnie ma określać sens Pisma św. Problem ten stał się niezmiernie ważny już wpierwotnym Kościele, skoro "znaleźli się fałszywi prorocy wśród ludu" (2 P 2, 1). Piotr poleca, aby wśród licznych sprzecznych nauk ibałamutnych twierdzeń opartych na pokrętnym tłumaczeniu Pisma przypomnieć sobie, jakie było nauczanie podawane przez posłanych przez Jezusa pasterzy Kościoła: "pobudzam wasz zdrowy rozsądek, abyście przypomnieli sobie [...] przykazania Pana iZbawiciela, podane przez waszych apostołów" (2 P 3, 1-2).

Interesujące jest, żezanim jeszcze Piotr odwołał się do darów rozeznawania irozpoznawania przypomniał oinnym wielkim darze Bożym: ozdrowym rozsądku. Apostołowie wiele na ten temat mówili wobliczu fanatyzmu, rozgorączkowania inadużywania pseudoduchowych sposobów rozumienia Słowa. "Zdrowy rozsądek" (2 P 3, 1), "duch trzeźwego myślenia" (2 Tm 1, 7), "zdolność rozumu", którą obdarzył nas Syn Boży (1 J 5, 20) czynie są toelementy biblijnego nauczania nieco dziś zapomniane?

O ile prywatne czytanie Pisma służy pokrzepieniu serca ipomaga wduchowym karmieniu się, tona pewno nie służy do wyciągania doktrynalnych wniosków na własną rękę ipóźniejszego podpierania ich wyrwanymi zkontekstu cytatami. Apostoł Piotr zcałym naciskiem podkreśla:

"to przede wszystkim miejcie na uwadze, żeżadne proroctwo Pisma nie jest do prywatnego wyjaśnienia" (2 P 1, 20).

Posługę wyjaśniania sensu trudniejszych miejsc wBiblii sprawuje Kościół poprzez tych, którzy pełnią urząd nazwany wPiśmie episkopoi ipresbyteroi. Episkopoi znaczy po grecku "nadzorujący". Stąd pochodzi polskie słowo "biskup", oznaczające pasterza, który nadzoruje prawidłowość głoszonej nauki iporządku kościelnego. Presbyteroi oznacza "starsi" wznaczeniu przewodniczenia wspólnotom kościelnym. Stąd "prezbiterzy", czyli"księża" (kapłani Kościoła).

Urząd nadzorowania nauczania Ewangelii był sprawowany przez całą historię Kościoła. Najbardziej warto uczyć się rozumienia Biblii od tych, których ze względu na szczególne światło Ducha Świętego nazwano Doktorami iOjcami Kościoła. Spośród wielkich biskupów iprezbiterów starożytności wyróżniono grono takich, którzy pokazują nam, jak właściwie rozumieć Biblię. Tacy ludzie, jak św. Augustyn, św. Hieronim, św. Bazyli czyśw. Jan Chryzostom tworzą najbardziej czcigodną część Tradycji Kościoła. Tradycja zaś tosposób rozumienia Pisma św. wKościele. Przeciwstawianie Tradycji Pismu św. jest nieporozumieniem.

"Posłuszny nakazom Chrystusa: "Badajcie Pisma" oraz"Szukajcie, aznajdziecie" wypełniam swoją powinność, bym przypadkiem nie usłyszał: "Jesteście wbłędzie nie znając Pisma animocy Bożej". Jeśli bowiem, jak mówi Apostoł Paweł, Chrystus jest mocą Bożą imądrością Bożą, toten, kto nie zna Pisma, nie zna mocy Boga aniJego miłości: nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa".

To są słowa św. Hieronima, jednego znajwiększych Ojców Kościoła zIVw., zjego komentarza do Księgi Izajasza. Na takich intuicjach wzrastał Kościół, ludzi tak właśnie myślących uznawano za wielkich Doktorów iOjców. Aoto inna sławna wypowiedź Hieronima:

"Czytaj często święte Pisma. Powiem więcej: niech twe dłonie nigdy nie odkładają świętego tekstu. Ucz się tego, czego masz nauczać".

Ten wielki myśliciel był znany zniezmiernie trafnych iogromnie zwięzłych aforyzmów, jak na przykład taki: "Kochaj Pismo św., akochać cię będzie mądrość".

To nastawienie nigdy nie znikło zwiary ipobożności katolickiej. Zwołany wlatach sześćdziesiątych dwudziestego wieku Sobór Watykański IIautorytatywnie stwierdza, nie pozostawiając cienia wątpliwości:

"Kościół [...] zawsze uważał iuważa Pisma Boże zgodnie zTradycją świętą, za najwyższe prawidło swej wiary" ( Dei Verbum, 21).

Uważna lektura powyższej wypowiedzi nasunie zapewne ważne pytanie: dlaczego Sobór dodał, żeBiblia staje się najwyższym prawidłem wiary "wraz zTradycją świętą"? Czynie następuje tu pomieszanie objawionej nauki Bożej znajróżniejszymi zwyczajami pobożnymi, amoże nawet zreligijnym folklorem? Czynie będzie tooznaczać na przykład, żetradycja jesiennego pielgrzymowania do diecezjalnego sanktuarium stanie się równie ważna jak tradycja nauczania oczterech Ewangeliach?

Otóż trzeba zwrócić uwagę na to, żenie okażdą "tradycję" tu chodzi, aleo"Tradycję świętą". Mowa tu więc nie oludowych zwyczajach, folklorze świątecznym, objawieniach prywatnych, pielgrzymkach, sanktuariach inauczaniach pojedynczych, choćby najświętszych autorów. Wszystko tosą różne "tradycje". Kiedy natomiast mówimy otym, że"Pisma Boże zgodnie zTradycją świętą są najwyższym prawidłem naszej wiary", tomamy na myśli tylko iwyłącznie Tradycję, która jest sposobem rozumienia biblijnego objawienia, Tradycję, która pozwala nam zrozumieć poszczególne fragmenty Pisma, szczególnie te trudniejsze.

Dlatego katolik pyta się: Jak rozumiano dany tekst biblijny whistorii Kościoła począwszy od pierwszych wieków? Jak tłumaczyli go Ojcowie Kościoła wIIIiIVwieku? Jak interpretuje go nauczanie biskupów ipapieży ostatnich stuleci? Dlatego właśnie, zdaniem katolików, autorytet Biblii natchnionej przez Ducha Świętego wymaga połączenia zautorytetem wierzącego Kościoła wszystkich czasów, bo przecież wKościele działa ten sam Duch Pański. Towłaśnie nazywamy czytaniem "Pisma Bożego zgodnie zTradycją świętą". Nie należy tego mylić zwieloma "tradycjami" (piszemy tomałą literą, wodróżnieniu od Tradycji rozumienia Biblii). Owe tradycje tozwyczaje pobożnościowe, często ludowe, które powstają izanikają, jednych inspirują, ainnym się nie podobają, alewkażdym razie nie stanowią centrum naszej wiary.

Teraz przykład dla nieprzekonanych, którzy wciąż mniemają, żePismo św. samo się wystarczająco jasno wytłumaczy do tego stopnia, żeżadne odwoływanie się do tradycji nie jest potrzebne. Znany chrześcijański publicysta amerykański, ewangeliczny protestant doktor James C. Dobson wwydanej w1996 roku książce Miłość musi być twarda (Love Must Be Tough) pisze:

"Jestem pewien, żenie ma żadnego sposobu, aby jakakolwiek grupa chrześcijan wybrana losowo kiedykolwiek doszła do jednomyślności wsprawie rozwodu iponownego małżeństwa. Więcej nawet. Nie wierzę, aby cały autobus amerykańskich teologów ewangelicznych mógł być jednomyślny wsprawie rozwodu iponownego małżeństwa, nawet gdyby podróżowali po Stanach Zjednoczonych przez całe lato!"

Czy Dobson pisze ojakimś nieistotnym, marginalnym aspekcie wiary, który może być rozumiany tak, alboinaczej, bo nie ma towiększego wpływu na nasze życie zJezusem? Otóż czytamy wBiblii, żesprawa ta nie jest błaha: "Kto oddala żonę swoją, abierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej" (Mk 10, 11). Askoro jednocześnie "cudzołożnicy nie odziedziczą królestwa Bożego" (1 Kor 6, 9-10), oznacza to, żezdaniem wybitnego ewangelicznego publicysty "nie ma żadnego sposobu", aby pewnego typu chrześcijanie, itonazywający siebie "ewangelicznymi" poinformowali człowieka mającego taki problem małżeński, żejego droga życiowa nie prowadzi do królestwa Bożego! Nie pomoże mu też nawet cały autobus teologów, opierających się na "Biblii, samej Biblii itylko Biblii".

Sola Scriptura:

Biblia, sama Biblia itylko Biblia

"Chrześcijanin powinien kierować się tylko Biblią! Pismo św. itylko Pismo św. ma być naszym drogowskazem. Modlę się do Ducha Świętego, sam czytam wdomu Biblię, awięc wiem wszystko inie potrzebuję niczyjego wyjaśnienia wżadnej sprawie".

Zwolennicy takiego stanowiska powołują się czasem na zasadę zwaną złacińska sola Scriptura, która polega na twierdzeniu, żejedynym autorytetem wsprawach wiary ma być "sama Biblia".

Tymczasem, jako katolicy przyzwyczailiśmy się do wspierania naszej wiary pomocniczymi argumentami wrodzaju: "Jan Paweł IIwczasie swojej katechezy na placu św. Piotra powiedział, że..." albo"już od piątego wieku rozpowszechnił się zwyczaj używania obrazów wmodlitwie". Powoływanie się na nauczanie papieży ibiskupów, przykłady zhistorii Kościoła są todla nas ważne pomoce wchrześcijańskim życiu według Objawienia Bożego. Uczą nas, jak rozumieć wiele prawd wiary, podpowiadają prawidłową interpretację tego, oczym czytamy wPiśmie św. Czasem spotykamy się jednak zwręcz przeciwną opinią, mówiącą, żewszystko, czego potrzebuję, by posiąść zasady chrześcijańskiej wiary, toprywatny egzemplarz Biblii, chwila modlitwy ooświecenie izapas dobrych chęci. Wten sposób, podobno, zbłądzić nie mogę. Czyna pewno?

a. CzyBiblia naucza otym, żeuczyć się mamy tylko iwyłącznie zsamej Biblii?

Dla zwolenników tezy oabsolutnej wystarczalności Biblii, czytanej bez potrzeby wyjaśnień iinterpretacji ze strony pasterzy Kościoła ihistorii wiary wierzącego ludu (czyli Tradycji) największym problemem jest sama Biblia. Otóż Pismo św. nigdzie nie zawiera twierdzenia, żesamo wsobie wystarczy, albożesamo wsobie jest wprosty sposób zrozumiałe dla wszystkich. Jakby tego było jeszcze mało, towprost mówi nawet coś dokładnie przeciwnego. Tekst biblijny miejscami bywa na tyle trudny, że"ludzie niedouczeni imało utwierdzeni opacznie tłumaczą" Pismo św. "na własną zgubę" (2 P 3, 16).

Najmocniejszy fragment zNowego Testamentu wkwestii autorytetu Biblii topiękne zdania zListu św. Pawła do Tymoteusza. Często powołują się na nie zwolennicy wyłącznego autorytetu Biblii we wszystkich sprawach związanych zwiarą chrześcijańską. "Od lat niemowlęcych znasz Pisma święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę wChrystusie Jezusie. Wszelkie Pismo, od Boga natchnione [jest] ipożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia wsprawiedliwości aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu" (2 Tm 3, 14-17). Jeśli uważnie przyjrzeć się tym zdaniom, tooczywiście nic specjalnie przeciwnego Tradycji Kościoła znich nie wynika. Mówią one po prostu, żepodstawą nauczania, przekonywania ikształcenia chrześcijańskiego ma być Pismo św. (dlatego wKościele wczasie Eucharystii wliturgii Słowa czyta się tylko iwyłącznie Biblię), orazżenależy je wykorzystać do prowadzenia chrześcijanina ku doskonałości (dlatego podstawową formą nauczania wKościele katolickim powinna być homilia - wyjaśnianie czytań biblijnych).

Z cytowanego fragmentu 2 Tm wynika, żeto, co się robi wliturgii Słowa wczasie Mszy św., jest dobre iżetego należy się trzymać. Jeśli chcemy prowadzić chrześcijan ku doskonałości, to"wszelkie Pismo od Boga natchnione" jest do tego celu "pożyteczne", podczas gdy oinnych pismach, nienatchnionych, czegoś podobnego nie czytamy. Natomiast pozostaje tajemnicą, jak wyprowadzić ztego wnioski otym, żewystarczy absolutnie "sama Biblia itylko Biblia", orazże"ani papież, aniżadna Tradycja nie są nam potrzebni do zrozumienia Pisma św."

b. Prawdziwie katolicka wiara w"samą Biblię"

Istnieje więc jakaś niepoprawna forma wiary wwystarczalność "samej Biblii" (sola Scriptura), która towiara nie jest oparta na żadnym biblijnym tekście, awięc jest sprzeczna sama wsobie. Polega tona głoszeniu, żePismo św. jest samo wsobie tak jasne, żekażdy człowiek dobrej woli złatwością ibez niebezpieczeństwa błędów sam ibez pomocy je zrozumie. Dlatego też nie miałoby być potrzebne światło wpostaci Tradycji Kościoła iMagisterium papieży ibiskupów.

Jako lekarstwo na taki bezpodstawny optymizm polecam osobiście krótkie rozmowy (koniecznie wkrótkich odstępach czasu!) ze: 1) świadkiem Jehowy, 2) mormonem; 3) adwentystą; 4) członkiem Kościoła nowoapostolskiego. Wszyscy czterej będą zabsolutną pewnością wywodzić ztekstu Biblii rzeczy absolutnie sprzeczne ze sobą, ina każdą ze swoich tez będą mieli poparcie sporej ilości wersetów biblijnych. Jeśli takie rozmowy przeprowadzi się wodstępach nie większych niż kilka dni - efekt jest zapewniony, ajest nim uleczenie zwiary wtak rozumianą wyłączną wystarczalność Biblii.

Istnieje jednak prawidłowa, katolicka wiara wwystarczalność Pisma św., awięc katolicka postać wiary sola Scriptura. Każdy katolik powinien wierzyć przecież, żeistnieje tylko jedna księga święta na świecie, tylko jedna księga natchniona Duchem Świętym idlatego nieomylna wsprawach wiary imoralności. Księgą tą jest Biblia: "wierzę wcoś objawił, Boże, Twe Słowo mylić nie może" - tak uczono dzieci na lekcjach religii. Spisane, natchnione źródło objawienia Bożego jest tylko jedno, ajest nim "tylko Pismo św.", awięc sola Scriptura. Taki pogląd nazywamy uczenie "wystarczalnością materialną", atodlatego, że"materia" naszej wiary pochodzi zPisma św. Natomiast jak ją bez błędów zrozumieć - wtym pomaga Tradycja ibieżące Magisterium Kościoła. Zresztą sama Biblia wystarczająco jasno otym poucza: "Żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia, nie zwoli bowiem ludzkiej zostało kiedyś przyniesione, alekierowani Duchem Świętym mówili święci ludzie" (2 P 1, 20-21). Stanie się tojaśniejsze, jeśli będziemy pamiętać, żena samym początku chrześcijaństwa nie było jeszcze Nowego Testamentu, aopierano się tylko na ustnym przekazie Apostołów.

W przeciwnym razie, jak wskazuje doświadczenie, można przy odrobinie fantazji idawce "wewnętrznego namaszczenia" udowodnić za pomocą Pisma św. praktycznie wszystko. Whistorii zdarzało się już wykazywanie na podstawie biblijnych cytatów, żeJezus Chrystus nie był Żydem, żekoniecznie należy podtrzymywać segregację rasową, żegrzechem jest walczyć zniewolnictwem, żenależy przywrócić zwyczaj posiadania wielu żon naraz, żeniemożliwe jest zbawienie bez modlitwy wjęzykach, że... tu whistorii chrześcijaństwa nastąpiły praktycznie wszystkie najbardziej fantastyczne inajbardziej nawet dowolne pomysły.

II. Kościół: Boży czyludzki?
„:Na skale czy na piasku?” – KS. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI

 

Ciało Chrystusa

Głosimy Jezusa, anie żaden Kościół!

Zdarzyło się raz czydrugi, żetaki właśnie okrzyk: "Głosimy Jezusa, anie żaden Kościół!" dał się słyszeć zust gorliwych ewangelizatorów. Pozornie brzmiało tozachęcająco. Myślano przy tym: nie chodzi przecież oprzynależność do organizacji aniostruktury stworzone przez człowieka, aleożywą relację zBogiem. Pozornie wszystko się zgadza. Aco na tomówi Słowo Boże? Czypozwala rozdzielić Jezusa od Kościoła? Czym według Biblii jest Kościół dla samego Jezusa? Czym dla Apostoła Pawła? Czym wobec tego ma być Kościół dla nas? Czymożemy mieć żywą relację zJezusem nie przyjmując do wiadomości, żeistnieje założony przez Niego Kościół?

a. "Małżonka Baranka"

Czym jest Kościół dla Jezusa Chrystusa, dowiadujemy się ze zdumiewających słów księgi Apokalipsy. Czytamy tam, żegdy zziemi do nieba wznosi się głos modlitwy chrześcijan, tojest on wspólnym wołaniem "Ducha iOblubienicy" (por. Ap 22, 17). Greckie słowo nymphe (Oblubienica) znaczy tyle co "panna młoda", albo"małżonka wdniu ślubu". Oto czym - araczej kim! - jest Kościół dla Jezusa. Jest Jego sercu tak drogi, jak żona dla męża wdniu ich zaślubin. Porozmawiaj ze swoim znajomym ojego narzeczonej wprzeddzień ich ślubu: może dowiesz się trochę otym, co odczuwa serce Jezusa na dźwięk słowa "Kościół". Na innym miejscu Biblia nazywa Kościół "Małżonką Baranka" (dosłownie więc: "żoną Jezusa"!) Co może sobie myśleć Pan Jezus, gdy słyszy: "głosimy, Panie Jezu, Ciebie, aleowybrance Twego Serca, Oblubienicy iMałżonce nie chcemy słyszeć"? Słowa te przecież wświetle Słowa Bożego są absurdalne!

Co więcej, nawet sam Krzyż Chrystusa jest owocem Jego miłości do Kościoła; dar sakramentów jest darem dla Kościoła; zesłanie Ducha Świętego - jest dla Kościoła. Otym wszystkim czytamy wBiblii:

"Chrystus umiłował Kościół iwydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czyzmarszczki, czyczegoś podobnego, lecz aby był święty inieskalany" (Ef 5, 25-27).

Jeśli więc Jezus umiłował Kościół isiebie samego za Kościół wydał - tojaka ma być nasza postawa wobec Kościoła? Tak jak Apostołowie mamy oddawać Bogu chwałę "w Kościele iwChrystusie Jezusie" (Ef 3, 21). Nie wChrystusie Jezusie bez "jakiegoś tam Kościoła" - bo tobyłoby zgruntu niebiblijne, ale- tak jak uczy Pismo św. - "w Kościele iwChrystusie Jezusie".

b. "Ciało Chrystusa"

Czym jest Kościół dla Apostoła Pawła? Jest przedmiotem jego codziennej, nieustannej miłości. Ajeśli dostrzega jakieś braki czypotrzeby wKościele, tojego miłość nie tylko nie słabnie, alewręcz przeciwnie: tym skuteczniej zaczyna działać. Jego "codzienna udręka płynie ztroski owszystkie Kościoły" (por. 2 Kor 11, 28). Jeśli trzeba, Apostoł samego siebie za Kościół ofiarowuje iwoła: "dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół" (Kol 1, 24).

Wiara chrześcijańska oparta na Biblii nie zna rozdzielenia Chrystusa od Kościoła. Czymożna oddzielić Jezusa od jego Ciała? Czymożna, po tym jak Jezus wprowadził nas do Kościoła, żyć inaczej, jak tylko korzystając ztych posług, które Bóg wKościele ustanowił, poczynając od posługi Apostołów iich następców? "Jesteście ciałem Chrystusa iposzczególnymi członkami; itak ustanowił Bóg wKościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, tych, co mają dar czynienia cudów..." (1 Kor 12, 27-28).

c. Kościół - wspólnotą świętych?

Czasem mówi ktoś: dobrze, wplanie Bożym tak było. Alepotem Kościół okazał się Kościołem grzeszników, anie świętych, wobec tego trzeba sobie poszukać lepszej wspólnoty. Amoże - kto wie? - trzeba sobie samemu taki Kościół, czysty inieskalany, utworzyć? Coś wstylu: "skoro nie wyszedł Panu Bogu wJego zamysłach wobec Kościoła "plan A", dlatego czas najwyższy sięgnąć po drugą opcję: "plan B"!"

Czy rzeczywiście jest możliwe, aby wskutek grzechu iniewierności chrześcijan Kościół kiedyś przestał się Panu Bogu podobać? Według Biblii nie jest możliwe nawet to, żeby lud Starego Przymierza, Izrael przestał się podobać Panu Bogu. Nawet po tym, jak większość Żydów wIwieku nie uznała Mesjasza wJezusie inie przyjęła Ewangelii, Pismo św. na pytanie "czy Bóg odrzucił lud swój?" ma tylko jedną odpowiedź: "żadną miarą! [...] bo dary łaski iwezwania Boże są nieodwołalne" (Rz 11, 1 i29). Nawet lud Boży Starego Przymierza nie mógł niczego takiego uczynić, aby zostać odrzuconym.

To samo, oczywiście, dotyczy ludu Nowego Przymierza, Kościoła. On też cieszy się przywilejem nieutracalnej miłości Boga. Nawet wtedy, gdy chrześcijanie okazują się niewierni? Tak, nawet wtedy: "jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć samego siebie" (2 Tm 2, 13). Podobnie jak Izraelici, tak samo ludzie wKościele niczego takiego nie mogą uczynić, aby Kościół przestał być Oblubienicą Baranka. Nie może tego spowodować żaden grzech aniżadna niewierność. Dlaczego? Bo Bóg "nie może się zaprzeć siebie samego".

Nie znaczy to, żeBóg nie widzi grzechów wKościele. Widzi je, aleJego reakcją nigdy nie jest odwrócenie się od swojego ludu. Bóg reaguje zawsze wezwaniem do nawrócenia. Ile razy Bóg zauważa sprzeniewierzenie się ludu swojemu powołaniu (a zauważa to, niestety, nad wyraz często), tyle razy woła: "znam twoje czyny, żeś anizimny, anigorący [...] nawróć się [...] oto stoję udrzwi ikołaczę, jeśli ktoś posłyszy mój głos idrzwi otworzy, wejdę do niego" (Ap 3, 15 i20). Te słowa Jezusa zApokalipsy nie są skierowane do niewierzących! Tosą słowa wypowiedziane do Kościoła!

Wynika znich, żemoże zdarzyć się taka sytuacja, kiedy Pan Jezus stoi przed jakąś wspólnotą czygrupą kościelną iokazuje się, żepozostawiono go na zewnątrz, za drzwiami. Mogły zdarzać się takie sytuacje przez całe okresy historyczne, kiedy Pan Jezus musiał (z zewnątrz!) stukać do serc chrześcijan. Mimo tonie powiedział: "utworzę sobie inny, nowy lud, obok starego". Zawsze wołał: "kołaczę; ajeśli usłyszy wejdę do niego".

d. Inkwizycja, stosy, wojny religijne, niewolnictwo...
czyliwpisarskiej szkole "Strażnicy"

Istnieje pewien gatunek literacki, który można by nazwać "literaturą "Wielkiego Boju"", atood tytułu sędziwej już dziś książki (tekst powstał w1888 roku) napisanej przez współzałożycielkę nowoczesnego adwentyzmu, panią Ellen G. White. Książka nosi polski tytuł właśnie Wielki Bój, ajej tytuł angielski jest jeszcze bardziej obiecujący iznaczy wtłumaczeniu: Wielkie zmagania między Chrystusem aSzatanem. Nietrudno domyślić się, żeKościół katolicki konsekwentnie został tam opisany jako siła działająca po stronie szatana, asprawę Chrystusa też łatwo zgadnąć po wiekach zmagań itrudów, dziś zpowodzeniem realizują Adwentyści Dnia Siódmego. Gatunek literacki Wielkiego Boju kontynuowali potem zzapałem Świadkowie Jehowy.

Schemat, powielany od zeszłego wieku, jest prosty. Przypomina się, żewdawnych czasach istniała wśród katolików Inkwizycja skazująca ludzi na śmierć za przekonania religijne. Dobrych chrześcijan skazywano na stosy. Rozniecano antysemityzm itolerowano niewolnictwo, anawet ciągnięto ztego dochody finansowe. Wspierano różnych niesprawiedliwych iokrutnych władców. Dołącza się do tego porozumiewawczy szept: "Przecież Hitler był formalnie rzecz biorąc katolikiem!" Wniosek? "Kilka słów zPisma świętego wystarczy, aby oskarżyć Kościół rzymskokatolicki. Jego długa historia świadczy, żejest toKościół odstępczy".

Zakres obraźliwych wyzwisk pod adresem Kościoła katolickiego powtarza się wliteraturze tego gatunku dość monotonnie: "gigantyczny system fałszywej religii", "mistrzowskie arcydzieło szatana", "smok dał władzę bestii", "wielki Babilon pijany krwią świętych". Wszystko toznalazło się dawno temu wbojowych dziełach adwentystów, potem odżyło zpowodzeniem na łamach walczącej "Strażnicy" niestrudzonych Świadków Jehowy, adziś pałeczkę przejęli... Nie, nie będę reklamował tak chodliwych dzieł: trzeba, czytelniku, przekonać się samemu. Kto wie, może nawet wjakiejś "Księgarni chrześcijańskiej"?

Jak nazwać takich przedziwnych interpretatorów historii Kościoła? Trudno powstrzymać się przed określeniem: "rozkosznie nieświadomi".

Dlaczego "nieświadomi"? Otóż zapisują setki stron mrożącymi krew wżyłach opisami niegodziwości katolików: atostos, atomorderstwo, atozniewolenie całych krajów. Nie zdają sobie sprawy, żejeśli nie powstają takie same dzieła ohistorii "biblijnych chrześcijan", tonie dlatego, żenie ma stosownego materiału historycznego, tylko dlatego, żenikt nie będzie się zniżał do takiego poziomu polemik. Zostawia się tonawiedzonym wizjonerom. Totylko dlatego nikt nie będzie rozpisywał się na stu stronach, co stało się wMünster wXVI wieku, kiedy rządzili tam anabaptyści. Nikt nie będzie upajał się obliczaniem, ile milionów Indian północnoamerykańskich pożegnało się zżyciem wkolejnym wieku po zdominowaniu tego kontynentu przez chrześcijan, bynajmniej nie katolickich. Nikt nie będzie zapisywał dziesiątek stron informacjami, jakiego wyznania byli mieszkańcy niemieckich landów, które wybrały Hitlera wwolnych wyborach. Aniczłonkowie jakich Kościołów ewangelicznych do lat sześćdziesiątych XX wieku podtrzymali segregację rasową wUSA ido lat osiemdziesiątych wRepublice Południowej Afryki. Nikt nie będzie tego robić, nie dlatego, żenie znalazłaby się odpowiednia ilość historycznych "haków", tylko dlatego, żemetoda polemiczna Wielkiego Boju jest żenująca dla człowieka na poziomie, który ma choć elementarne wiadomości zhistorii chrześcijaństwa.

I tu pojawia się problem drugi. Autorzy sądów wrodzaju "historia świadczy, żeKościół katolicki jest odstępczy" są rozkoszni wswej nieświadomości, żewtym sensie historia żadnego wyznania iżadnego nurtu chrześcijaństwa nie jest specjalnie chwalebna ijeśli przyjrzeć się dokładnie, tokażda chrześcijańska wspólnota wyznaniowa jest odstępcza: odstąpiła od przykazania miłości! Im dłużej jakieś wyznanie trwa whistorii, tym oczywiście więcej grzechów uzbierało na koncie. Jeśli natomiast ma historię trwająca tylko kilku wieków lubzaledwie lat kilkadziesiąt, tooczywiście negatywne konto wBożej Księdze będzie krótsze, alenaprawdę średnia statystyczna jest ta sama. Średnia liczba grzechów przypadająca na statystyczny tysiąc wyznawców dowolnego wyznania chrześcijan wdanym stuleciu jest, niestety, stała. Aby otym wiedzieć, trzeba tylko przeczytać coś poza "Strażnicą" (może jakiś podręcznik historii?) Nie wystarczą tylko propagandowe broszury bojowe tego czyinnego walczącego wyznania.

Smętnego rezultatu Bożego eksperymentu zludźmi należało się zresztą spodziewać iBóg spodziewał się tego od początku: ludzie są grzeszni, chrześcijanie też są grzeszni, itozarówno katolicy, jak iniekatolicy pospołu. Otóż, gdyby ci niechętni Kościołowi katolickiemu autorzy mieli rację (podkreślam gdyby! ponieważ oczywiście jest towszystko wielki nonsens), toim bardziej udowadnialiby, żeKościół katolicki stracił prawo do nazywania się "chrześcijańskim" zpowodu listy popełnionych whistorii grzechów, tym bardziej podcinaliby gałąź, na której sami siedzą. Ich własne wyznanie, zapewne we własnych oczach bardzo biblijne, gdyby zostało ocenione mało wyrozumiałym okiem zzewnątrz, wyglądałoby, niestety, tak samo jak Kościół katolicki: odstępcze, gdyż popełniło mnóstwo błędów, grzechów, wypaczeń, okrucieństw iprzyniosło mnóstwo krzywd wielkiej liczbie ludzi.

Gdyby ci zajadli krytycy mieli rację co do katolików, racja ta jak miecz obosieczny spadłaby wyrokiem skazującym także na nich samych ina całe chrześcijaństwo! Iokazałoby się, że"historia świadczy, żechrześcijaństwo jest odstępcze". Nieświadomy realiów taki prostoduszny człowiek przygotowuje jeden paszkwil za drugim udowadniający, żeKościół katolicki wyraźnie się Bogu nie udał. Podobne jest todo zabawy dziecka odkręcającego nakrętki na torze, apotem dziwiącego się, żepociąg się wykoleił. Krytycy chrześcijaństwa, którzy patrzą na tozboku, dobrze wiedzą, żeokropności popełnione przez katolików tylko dlatego są większe niż niegodziwości popełnione przez prezbiterianów, baptystów, zielonoświątkowców lub"wolnych chrześcijan", żekatolicy mieli na todwadzieścia wieków, ainni odpowiednio mniej. Postronni obserwatorzy dochodzą więc do wniosku: jeśli katolicyzm niegodny jest imienia Kościoła Jezusa Chrystusa zpowodu swoich grzechów ibłędów, towszyscy inni chrześcijanie oczywiście też.

Na szczęście, wszystko totylko zdania warunkowe: "gdyby", "jeżeli". Na szczęście, wszystko tononsensowny wytwór zaślepionych umysłów. Na szczęście Biblia uczy nas, że"dary łaski iwezwania Boże są nieodwołalne" (Rz 11, 29).

"A jeśli synowie jego porzucą moje prawo [...],
jeżeli naruszą moje ustawy
inie będą pełnili moich rozkazów,
ukarzę rózgą ich przewinienia,
awinę ich biczami;
lecz nie odejmę mu łaski mojej
inie zawiodę wmojej wierności.

Nie zbeszczeszczę mojego przymierza
ani nie zmienię słowa ust moich.
Raz przysiągłem na moją świętość:

na pewno nie skłamię Dawidowi"
(Ps 89, 31-36).

Dobrze, żeBóg jest miłosierny dla wszystkich. On jest dobry idla katolików, idla tych, którzy katolików nie lubią. Dla Boga, który patrzy na tozgóry, cała sprawa musi wyglądać na kłótnię dwóch umorusanych swoimi grzechami biedaków, zktórych jeden patrzy pogardliwie na drugiego iwoła: "ty nędzny, umorusany wgrzechach biedaku!"

Pasterze wKościele:

Ustanowił Bóg apostołów

Ogłoszono Słowo Boże. Ludzie uwierzyli. Pan zaczyna ich gromadzić na wspólnej modlitwie. Duch Święty prowadzi ich do ewangelizacji, do kolejnych dzieł rozszerzania Dobrej Nowiny. Kto ma przewodzić takiej wspólnocie? Komu ma ona być posłuszna? Jakie polecenia wtej kwestii zostawia nam Pismo św.? CzyBiblia każe, aby lud sam sobie ustanowił pasterzy isam nadał im władzę? Czytowspólnota wybiera sobie tych, którzy potem już tylko przed Bogiem są odpowiedzialni?

a. Ustanawianie pasterzy

Pierwszym, Najwyższym i- ściśle mówiąc - jedynym Pasterzem Kościoła jest oczywiście tylko Jezus Chrystus. ToOn jest nazwany "Wielkim Pasterzem owiec" (Hbr 13, 20). Pismo św. uczy jednak, żesą tacy ludzie, którzy zpolecenia Jezusa będą pełnić rolę pasterzy wKościele. Toonich Chrystus powiedział: "jak Ojciec Mnie posłał, tak iJa was posyłam" (J 20, 21). Wielki Pasterz owiec, posłany przez Ojca, sam posyła pasterzy dla dobra Kościoła.

Pierwszych pasterzy ustanowił Jezus - byli toApostołowie. Aleskąd brali się pasterze później? Biblia pokazuje nam, żewKościele pasterze ustanawiani byli przez Apostołów. Na przykład wDziejach Apostolskich czytamy, żePaweł iBarnaba odwiedzając wspólnoty "w każdym Kościele wśród modlitw ipostów ustanowili im starszych" (Dz 14, 23). Warto zauważyć, że"starsi" (prezbiterzy) nie byli wybrani przez wspólnotę, alezostali jej dani "odgórnie". Dlatego czytamy wDziejach Apostolskich: "ustanowili im starszych".

Jest itakie miejsce wNowym Testamencie, gdzie czytamy owyborach związanych zustanowieniem posługujących wKościele. Jest toopis wyboru kandydatów na diakonów wDziejach Apostolskich (Dz 6, 3-6). Po pierwsze jednak, diakoni nie byli pasterzami ludu, gdyż jedynie "obsługiwali stoły", apo drugie - sam wybór nie sprawiał, żektoś stawał się diakonem. Na mocy woli wspólnoty stał się on tylko kandydatem na ten urząd: "Wybrali Szczepana, męża pełnego wiary iDucha Świętego, Filipa, Prochora, Nikanora, Tymona, Parmenasa iMikołaja". Faktyczne ustanowienie nowych diakonów miało miejsce dopiero przez posługę Apostołów: "Przedstawili ich Apostołom, którzy modląc się włożyli na nich ręce" (Dz 6, 6).

b. Porządek autorytetu kościelnego

Tak ustanowieni starsi podlegali kontroli ipoleceniom tych, którzy ich ustanowili. Na przykład Paweł "z Miletu posłał do Efezu iwezwał starszych Kościoła" (Dz 20, 17) po to, by ich pouczyć, przekazać im polecenia iskorygować ich postawę. Po Apostołach rolę nadzoru ikierowania prezbiterami przejęli biskupi. OTymoteuszu czytamy, żewskrajnych przypadkach mógł osądzać irozliczać prezbiterów, jeśli ci zasłużyliby na naganę: "Przeciwko prezbiterowi nie przyjmuj oskarżenia, chyba żena podstawie dwu albotrzech świadków. Trwających wgrzechu upominaj wobecności wszystkich, żeby także ipozostali przejmowali się lękiem" (1 Tm 5, 19-20).

Zresztą także biskupi - anawet Apostołowie! - podlegali posłuszeństwu wobec kościelnego autorytetu. Nawet Apostoł Paweł, który przecież wdanym mu widzeniu od samego Jezusa otrzymał polecenie głoszenia Ewangelii, nie opierał się na swoim własnym doświadczeniu jako na ostatecznej podstawie. Wiedział, żeon sam też powinien poddać się autorytetowi tych, których Jezus ustanowił wtym celu wKościele. Po wielu latach ewangelizacyjnej działalności Paweł pisze: "przedstawiłem Ewangelię, którą głoszę wśród pogan [...] osobno tym, którzy się cieszą powagą, by stwierdzili, czynie biegnę lubnie biegłem na próżno" (Ga 2, 2). Ludźmi, którzy na mocy autorytetu Jezusa mieli dokonać tej oceny, byli "Jakub, Kefas iJan, uważani za filary" (Ga 2, 9). Paweł poddał się ich ocenie ibył gotów przyjąć ich krytykę. Tood nich chciał się dowiedzieć, czy"nie biegł na próżno".

Dlaczego tak postępował Paweł, anie uważał się za najwyższy ijedyny autorytet wsprawach wiary? Dlaczego nie mówił: "mam dar rozeznania duchowego, miałem widzenie iobjawienie, więc chyba sam sobie wystarczę jako kryterium prawdy"? Paweł pewnie znał Ewangelię, zktórej można się dowiedzieć, żeChrystus rzekł Piotrowi:

"Ty jesteś Piotr [czyli Skała], ina tej Skale zbuduję Kościół mój, abramy piekielne go nie przemogą. Itobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane wniebie, aco rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane wniebie" (Mt 16, 18-19).

Piotr wnaszych czasach:

Papież - zamiast Chrystusa?

Pośród krytykowanych często elementów wiary katolickiej nie może oczywiście zabraknąć roli papieża wKościele. Temat jest otyle wdzięczny dla krytyków, żehistoria zachowała pamięć opewnej liczbie papieży, którzy niechlubnie pod względem moralnym zapisali się wdziejach Kościoła. Niektóre zpseudobiblijnych zarzutów przeciw obecności papieży wKościele Jezusa Chrystusa bywają na pograniczu groteski. Spotykamy na przykład takie argumenty: "Piotr nie mógł być pierwszym papieżem, ponieważ: 1) był żonaty; 2) nie pozwalał, aby mu się kłaniano; 3) nie nosił korony". Albo: "Paweł napisał 100 rozdziałów o2 325 wersetach, aPiotr tylko 8 rozdziałów o166 wersetach" - zczego ma wynikać wyższość Pawła nad Piotrem (nawiasem mówiąc, Jezus Chrystus wogóle żadnego rozdziału nie napisał: czywynika ztego cokolwiek wkwestii Jego znaczenia?) Argumenty tego rodzaju najstosowniej jest pokryć wyrozumiałym milczeniem. Inne zarzuty natomiast domagają się poważniejszej odpowiedzi na podstawie Słowa Bożego. Trudno ukryć, żekatolikom też jest potrzebna dokładniejsza znajomość biblijnych fundamentów ich własnej wiary odnośnie roli papieży wKościele.

a. Olśniewająca wspaniałość Watykanu?

Wielu ludzi przybywających do Rzymu zachwyca wspaniałość watykańskich budowli, aszczególnie Bazyliki św. Piotra na Watykanie. Najbardziej olśniewającym elementem Watykanu nie są jednak wspaniałe mozaiki tej imponującej konstrukcji aniteż wyniosła kopuła. Najważniejsza jest podstawa, na której się wspiera wszystko to, co przyciąga turystów. Dla oczu ludzi tego świata podstawa ta może wydawać się nadzwyczaj skromna. Chodzi mianowicie o... kilka biblijnych wersetów. Ich treść - wypisana wielkimi, złocistymi literami - opasuje wokół wnętrze całej watykańskiej bazyliki. Są towersety, wktórych Jezus Chrystus mówi oPiotrze. Przez całe wieki katolickiej wiary uważano, żejeśli chcemy zrozumieć, kim jest papież, biskup Rzymu, tomusimy czytać zwiarą Biblię. Musimy wierzyć wto, co powiedział Jezus: "Niebo iziemia przeminą, aleMoje słowa nie przeminą" (Mt 24, 35). My wierzymy, żebiblijne wersety wypisane na mozaikach wokół bazyliki papieskiej na Watykanie są jej najważniejszą częścią. Co więcej: są jedynym elementem tej budowli, który nie przeminie. Jedynym, który ostoi się na wieki, także wtedy, gdy niebo iziemia (wraz zbazylikami imozaikami!) przeminą.

Wspaniałe jest watykańskie wzgórze, alenajwspanialszą jego częścią są wersety Słowa Bożego we wnętrzu słynnej bazyliki. Przypatrzmy się tym wersetom: co mówią one oPiotrze iopapieżach?

b. Nadanie imienia "Piotr"

Aby zrozumieć biblijne teksty opisujące nadanie nowego imienia temu, który uprzednio nazywał się Szymonem, synem Jony, musimy nabrać nieco biblijnego ducha. Musimy wczuć się wduchową atmosferę Izraelitów iwich głębokie przekonanie, żezmiana imienia pociąga za sobą obdarzenie człowieka nową misją, zaplanowaną specjalnie dla niego przez Boga. Aoto przykład pochodzący ze Starego Testamentu, który zilustruje nam toprzekonanie. Kiedy Bóg przekazywał Abramowi powołanie na ojca wiary, zmienił mu imię. Powiedział mu: "Imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów" (Rdz 17, 5).

W takim samym sensie trzeba też rozumieć inne słowa, wypowiedziane przez Jezusa Chrystusa kilkanaście wieków później, izawarte wtej samej księdze Biblii: "Błogosławiony jesteś Szymonie, synu Jony. Albowiem ciało ikrew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest wniebie. Otóż iJa tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], ina tej skale zbuduję Kościół mój, abramy piekielne go nie przemogą" (Mt 16, 17-18). Nowe imię oznacza przekazanie wten sposób nowej funkcji inowego powołania. Jak dla Abrahama miało tobyć powołanie na ojca wiary, tak dla Szymona - powołanie do bycia oparciem dla Kościoła. Wsposób zrozumiały dla Apostołów - nie tylko znających Pismo, alepo prostu myślących biblijnie - Jezus jakby mówił: "Twoje imię będzie Piotr (Petros, po grecku: "Skała"), bo uczynię cię skałą dla wiary chrześcijańskiej". Nadanie nowego imienia oznacza więc nowe posłannictwo - bycia wsparciem dla Kościoła.

Jak brzmiało dokładnie tonowe imię? Jakkolwiek może nas tozdziwić, toodpowiedź "Piotr" nie jest właściwa! Imię nadane przez Jezusa Szymonowi brzmiało oryginalnie "Kefas". Wiemy toznajstarszych przekazów Nowego Testamentu. Kefa jest tosłowo aramejskie ioznacza "skałę". Przerobione na imię przez Greków brzmiało "Kefas". Apostoł Paweł używał często tego oryginalnego brzmienia wswoich relacjach oPiotrze: pisał na przykład "Jakub, Kefas iJan, uważani [są] za filary" (Ga 2, 9); albo- "Kefas przybył do Antiochii..." (Ga 2, 11); lub- "każdy zwas mówi: "Ja jestem Pawła, aja Apollosa; ja jestem Kefasa, aja Chrystusa"" (1 Kor 1, 12).

Aramejskie pochodzenie imienia Kefas jest szczególnie ważne wobec zdarzających się czasem zarzutów ludzi niechętnych katolikom, którzy twierdzą, żePan Jezus rozróżniał "skałę" (petra) od "kamienia" (petros). Wywodzą oni, żesens słów Ewangelii jest taki: "Ty, Piotrze, jesteś tylko niewielkim kamieniem (Petros), wporównaniu zwielką Skałą (Petra), jaką jest Chrystus". Dyskusje te jednak stają się bezprzedmiotowe, jeśli pamiętamy, żeEwangelia według św. Mateusza podając po grecku słowa Jezusa, przytacza nam ich tłumaczenie. Pan Jezus przecież nie mówił do Apostołów po grecku, alepo aramejsku. Apo aramejsku nowe imię Szymona nie brzmi aniPetros, aniPetra, tylko Kefas, co pochodzi od słowa Kefa. Kefa zaś znaczy po prostu "skała".

Skąd więc wzięło się imię Piotr? Wyjaśnia tobardzo wyraźnie Ewangelia św. Jana: "Jezus, wejrzawszy na [Szymona] rzekł do niego: "Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas" - toznaczy: Piotr" (J 1, 42). Sformułowanie "to znaczy Piotr" jest dodatkiem Ewangelisty Jana, wyjaśniającym dla greckiego czytelnika Ewangelii, co oznacza aramejskie słowo Kefas. Wyjaśnienie jest potrzebne - jak widać - czytelnikom Biblii, aby każdy wiedział, żeimię Apostoła brzmi: "Skała". Sam Jezus wyjaśnił, choć nieco później, po co dokonał tej zmiany imienia: "Na tej skale zbuduję Kościół mój, abramy piekielne go nie przemogą" (Mt 16, 17-18).

Jeśli niektórym ludziom dzisiaj ta zmiana imienia wydaje się dziwna, tomożemy być pewni, żeowiele bardziej dziwna musiała wydawać się samym uczniom Jezusa! WStarym Testamencie "Skałą" nazywany jest przecież często sam Bóg, "Skała naszego zbawienia" (Ps 95, 1). AleNowy Testament częściej używa takich zaskakujących zestawień, szokujących czytelnika. Oto na przykład raz "fundamentem" naszej wiary jest nazwany Jezus: "fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, aktórym jest Jezus Chrystus" (1 Kor 3, 11) - ana innym miejscu "fundamentem" są nazwani powołani przez Boga ludzie: zbudowani jesteśmy "na fundamencie apostołów iproroków" (Ef 2, 20). Podobnie, chociaż fundamentem Kościoła jest Jezus Chrystus, tojednak "mur Miasta ma dwanaście warstw fundamentu, ana nich dwanaście imion dwunastu Apostołów Baranka" (Ap 21, 14).

Jeżeli wBiblii "fundamentem" jest nazywany raz sam Jezus Chrystus, araz - Apostołowie, totak samo nie może nas dziwić, że"Skałą" niekiedy jest nazywany Bóg Jahwe, aniekiedy - Piotr. Gdyż oczywiście słowa te są używane wzupełnie różnym znaczeniu. Bóg jest fundamentem lubskałą sam zsiebie. Może natomiast udzielić ludziom mocy, jeśli zechce, iuczynić ich fundamentem alboskałą dla zaplanowanych przez Bożą Mądrość planów zbawienia. Bóg może wszystko.

c. Nadanie kluczy Królestwa

Biblia przekazuje nam słowa Jezusa Chrystusa skierowane do Piotra wchwili nadania mu nowego imienia: "Tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane wniebie, aco rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane wniebie" (Mt 16, 19). Obietnica dana Piotrowi wzaskakujący sposób zostaje zresztą rozszerzona nieco później na innych Apostołów: "Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane wniebie, aco rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane wniebie" (Mt 18, 18). Jak tozrozumieć? Komu została dana ta obietnica? Jednemu Piotrowi czygrupie wszystkich uczniów?

Tajemnica wyjaśni się nieco, jeśli Biblię będziemy czytać wraz zwierzącym Kościołem. Słowa zEwangelii św. Mateusza rozumiano tradycyjnie wtaki sposób: oto władzę wiązania irozwiązywania mają Apostołowie, gdy są wjedności zprzewodniczącym ich zespołu, zPiotrem. Podobnie jest zbiskupami (następcami Apostołów), jeśli są zjednoczeni zpapieżem (następcą Piotra). Wstarożytności rozumiano tę władzę zwykle jako dar odpuszczania grzechów wsakramencie pokuty. Chrześcijanin związany swoimi winami mógł usłyszeć od Apostoła, apóźniej od biskupa: "jesteś rozwiązany, jesteś wolny od swoich win" (nazywamy todziś rozgrzeszeniem).

d. Nadanie misji pasterza trzody

Kolejny tekst skierowany wBiblii do Piotra brzmi następująco: "Rzekł Jezus do Szymona Piotra: "Szymonie, synu Jana, czymiłujesz Mnie więcej aniżeli ci?". Odpowiedział Mu: "Tak, Panie, Ty wiesz, żeCię kocham". Rzekł do niego: "Paś baranki moje!"" (J 21, 15). Jezus powtarza jeszcze raz te swoje słowa, apotem znowu, tak żewsumie brzmią one trzykrotnie. Dlaczego? Najprawdopodobniej Chrystus chciał przypomnieć niedawne trzykrotne zaparcie się Piotra. Czemu więc wtakich dramatycznych okolicznościach został udzielony dar pasterzowania całą trzodą, przy wspomnieniu grzechu iupadku Apostoła? Aby papieże nigdy nie zapomnieli, żesą tylko grzesznymi ludźmi iżezludu wezwani, dla ludu zostali ustanowieni.

e. Nadanie misji wspierania wiary Kościoła

Ważne są jeszcze ite słowa, zawarte wkolejnych biblijnych słowach skierowanym do Piotra przez Jezusa: "Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę, aleJa prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci" (Łk 22, 31). Jezus obiecuje więc Piotrowi stałość wiary. Obietnica ta nie opiera się na nadzwyczajnych zaletach intelektu tego Apostoła aninie na mocy jego osobistej wiary. Oparta została na prośbie Jezusa skierowanej do Ojca. Jezus prosi Ojca, aby wiara Piotra nie ustała. Nasza wiara wrolę papieży wKościele ma więc - oczywiście - takie oparcie: jest nim prośba samego Jezusa skierowana bezpośrednio do Boga Ojca.

Wiara Kościoła wowocność posługi Piotrowej, posługi papieskiej wKościele nie wiąże się znadzwyczajnymi cechami ludzi, którzy tę posługę sprawują, aleznadzwyczajnymi cechami Ducha Świętego, którego moc nam towszystko zapewnia. Moc Ducha sprawia, żeKościół może wierzyć Bogu znieomylną pewnością.

Sobór Watykański Iz1870 roku tak ujął wiarę Kościoła wprzysługujący mu dar nieomylności. Najpierw, jako cały Kościół, my wszyscy, cały wierzący lud jesteśmy adresatami obietnic Bożych uroczyście złożonych wBiblii: "Duch mój, który jest nad tobą, isłowa moje, które włożyłem ci wusta, nie zejdą ztwych własnych ust odtąd ina zawsze" (Iz 59, 21). Sobór jest pewny, żeKościół jest nieomylny wsprawach wiary, gdyż ma nieomylne Słowo Boże inieomylnego Ducha Świętego, który przecież mieszka wKościele.

Dalej, mówi Sobór, "Bóg założył Kościół przez swojego Syna, aby Kościół mógł być poznany jako stróż inauczyciel objawionego Słowa". Ajeśli pojawiają się jakieś trudności wsprawie zrozumienia pewnych niejasnych miejsc wPiśmie, to"w sprawach wiary imoralności [...] należy uważać za prawdziwe toznaczenie Pisma świętego, które [...] Kościół uważał iobecnie uważa za prawdziwe".

Dopiero wtym kontekście pojawia się wiara Kościoła, że"papież rzymski określający doktryny dotyczące wiary imoralności ex cathedra [...] posiada tę nieomylność, której Boży Zbawiciel pragnął dla swojego Kościoła". Następca Piotra realizuje więc biblijną zapowiedź: "Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci" (Łk 22, 31).

f. Znak Piotra jest dla Kościoła znakiem mocy Bożej, aleteż iludzkiej słabości

Ustanowienie roli Piotra ipapieskiej posługi Piotrowej nie oznacza, żewprowadzono do Kościoła nowy rodzaj człowieka, niepodobnego do wszystkich innych chrześcijan, na kształt starożytnego herosa. Widać tobardzo wyraźnie wdwóch momentach biblijnych przekazów oustanowieniu Piotra jako przewodniczącego wspólnoty Apostołów.

- Po zmianie swojego imienia ipo otrzymaniu zapowiedzi władzy kluczy Piotr najwyraźniej wpada wzarozumiałość. Zaczyna myśleć, żeskoro stał się obiektem tak zawrotnej obietnicy ("na tej skale zbuduję mój Kościół"), tomoże pokierować historią zbawienia na swój własny sposób. Zaczyna mniemać, żeBóg dostosuje swój plan do przemyślnego, choć tylko ludzkiego planu Piotra. Todlatego słysząc orychłej "klęsce Jezusa" gdy "Jezus zaczął wskazywać, żemusi wiele cierpieć" (Mt 16, 21) Piotr postanowił wziąć sprawy zbawienia świata wswoje własne ręce. "Wziął Go na bok ipoczął robić Mu wyrzuty: "Panie, niech Bóg broni! Nie przyjdzie tonigdy na Ciebie!"" (Mt 16, 22). Reakcja Jezusa była natychmiastowa: "Zejdź mi zoczu, szatanie! Jesteś mi zawadą, bo nie myślisz na sposób Boży, lecz na ludzki" (Mt 16, 23). Wniosek ztego prosty: im mniej Piotr działa według swoich ludzkich planów, tym lepiej. Jest powołany do odczytywania iwcielania wżycie doskonałego planu, jaki Bóg ma dla każdego człowieka idla całego świata.

Jak pięknie ujął towspomniany już Sobór Watykański IwXIX wieku: "Papieże rzymscy ogłaszali jako naukę obowiązującą to, co zBożą pomocą rozpoznali jako zgodne zPismem świętym izapostolską Tradycją. Następcom Piotra został obiecany Duch Święty nie po to, aby zJego natchnienia nowe nauki ogłaszali, aleich zadaniem jest raczej zpomocą Ducha Świętego sumiennie strzec iwiernie wyjaśniać Objawienie przekazane przez Apostołów, czylizawierzone im prawdy wiary". Zadaniem papieża jest strzeżenie poprawnego rozumienia słów Biblii, tak jak je Kościół rozumiał przez dwadzieścia wieków.

- Drugi moment przypominający ludzką słabość Piotra jest podobny. Po obietnicy Jezusa skierowanej do Piotra: "Ja prosiłem za tobą, aby nie ustała twoja wiara" (Łk 22, 32), Apostoł popada znowu wzarozumiałość. Myśli, żeskoro obiecano mu tak wiele, tomoże sam proponować siebie Bogu jako niezawodne oparcie: "Panie, zTobą jestem gotów iść nawet do więzienia ina śmierć" (Łk 22, 33). Jest togłos człowieka polegającego na sobie samym imyślącego, żeBóg też może na nim polegać. Tymczasem jednak niezawodność Piotra jest mu udzielona jako darmowy dar łaski, itrzeba mu tociągle przypominać! Dlatego Jezus uświadamia Piotrowi, jakie są realia jego posługi wKościele: "Powiadam ci, Piotrze, nie zapieje dziś kogut, aty trzy razy wyprzesz się tego, żeMnie znasz" (Łk 22 34).

Po przypomnieniu ludzkiej słabości Piotra, tak dokładnie opisanej wEwangeliach, może się pojawić pewna wątpliwość. Jak ma się towszystko do używanego niekiedy tytułu papieży Vicarius Christi - "Zastępca Chrystusa"? Aprzede wszystkim: czyChrystus wogóle potrzebuje zastępców? Przecież powiedział wyraźnie: "Oto jestem zwami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata" (Mt 28, 20). Jest tonawet Jego "testament", ostatnie słowa na ziemi, jakie zanotowała Ewangelia według św. Mateusza. Jeśli jest znami osobiście Chrystus, topo co nam Jego zastępcy?

Nie można na pewno zastąpić Jezusa wJego obecności - ikażdy wierzący ma prawo do spotkania zJego żywą obecnością całkiem bezpośrednio, tak jak osoba spotyka osobę, twarzą wtwarz: "wszyscy zodsłoniętą twarzą wpatrujemy się wjasność Pańską" (2 Kor 3, 18). AleZbawiciel potrzebuje zastępstwa wnajróżniejszych przejawach swojej działalności idlatego wierzący człowiek może Go "zastąpić", toznaczy może działać wJego imieniu.

Na przykład, kiedyś sam Jezus osobiście wypowiadał słowa wzywające do nawrócenia: "Nawracajcie się" (Mk 1, 15). Alepotem zlecił toswoim "zastępcom", przez których działa: "W imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. Wimię Chrystusa prosimy: pojednajcie się zBogiem" (2 Kor 5, 20).

Kiedyś sam Zbawiciel osobiście uzdrawiał. Ateraz może toczynić przez swojego "zastępcę", który będzie uzdrawiał wJego imię: "Nie mam srebra anizłota, aleco mam, toci daję: Wimię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!" (Dz 3, 6).

Podobnie, kiedyś sam Jezus pasterzował swoim uczniom, prowadząc ich do Jerozolimy, udzielając napomnień iwskazówek. Wsensie duchowym jest tak dalej: nazwany jest przecież "Wielkim Pasterzem owiec" (Hbr 13, 20) i"Najwyższym Pasterzem" (1 P 5, 4). Istnieją jednak oprócz Niego także iinni pasterze, którzy "zastępują Go", pasąc owczarnię Jezusa: "paście stado Boże, które jest przy was" (1 P 5, 2). Jezus podzielił się swoim pasterzowaniem, wyznaczając wten sposób swoich "zastępców". Mówi przecież: "Paś baranki moje" (J 21, 15).

Dlatego można mówić otym, żeKościół "zastępuje" Jezusa na ziemi, awKościele wsposób szczególny zastępuje Chrystusa Piotr. Po Piotrze zaś - ci, którzy obejmują "posługę Piotrową", czylizostają wybrani na biskupów Rzymu, na następców św. Piotra. Do wielu ludzi Jezus mówi: "paście stado Boże", aletylko do jednego wliczbie pojedynczej: "paś baranki moje". Podobnie do wielu powiedział: "cokolwiek rozwiążecie, będzie rozwiązane", alete same słowa wsensie szczególnym wypowiedział do jednego, do Piotra. Władza posługiwania wimieniu Chrystusa należy do Kościoła, apełne trwanie wKościele katolickim oznacza też jedność zwiarą Piotra izposługiwaniem Piotra.

Warto tu jeszcze wspomnieć ospotykanym często tytule papieskim "Ojciec Święty". Niektórzy bardzo gwałtownie atakują ten zwyczaj, przypominając, żeprzecież Jezus powiedział: "Nikogo na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten wniebie" (Mt 23, 9). Pamiętając, żepapieski tytuł "Ojciec Święty" jest tylko zwyczajowy iżadną miarą nie wchodzi wskład wiary Kościoła, żejeśli komuś nie odpowiada, tooczywiście nie musi go używać, warto jednak uświadomić sobie, żesama Biblia wspomniany zakaz Jezusa traktuje dość swobodnie iwcale nie rygorystycznie. Oto wLiście do Rzymian czytamy: "Abraham: on tojest ojcem nas wszystkich" (Rz 4, 16).

Wróćmy jednak do sedna sprawy. Pismo św. jasno przedstawia nam konsekwencje roli Piotra wKościele apostolskim. Apostołowie woczywisty sposób traktowali Piotra jako swojego przedstawiciela: Piotr najczęściej odpowiada na pytania Chrystusa, kierowane do wszystkich (np. Mt 16, 15); on wimieniu Apostołów zwraca się do Chrystusa, gdy mają jakieś wątpliwości (np. Mt 15, 15); on przez św. Jana Ewangelistę jest wymieniany zimienia, choć inni uczniowie występują anonimowo (J 18, 15); spisy Apostołów wymieniają go na pierwszym miejscu (Mt 10, 2-4; Mk 3, 16-19; Łk 6, 13-16); autorzy Nowego Testamentu po imieniu Jezusa najczęściej wymieniają imię Piotra (około 150 razy).

Nie może więc dziwić nikogo fakt, żepo Wniebowstąpieniu Chrystusa, św. Piotr przewodził młodemu Kościołowi, co ukazują Dzieje Apostolskie: jego pierwszego wymienia spis Apostołów (1, 13); on decyduje owyborze dwunastego Apostoła (1, 15-22); wimieniu Kościoła Piotr przemawia wdzień Pięćdziesiątnicy (2, 14; 3, 12); on nadzoruje zwyczaje pierwotnego Kościoła (5, 3-9); broni wspólnoty przed Sanhedrynem (4, 8); on kieruje pierwszym Soborem Jerozolimskim (15, 7); do niego kieruje swe kroki św. Paweł po nawróceniu (Ga 1, 18).

Podsumowując: można precyzyjnie określić, co da się oPiotrze wyczytać zBiblii. Pominąwszy oczywiste różnice kulturowe icywilizacyjne, jasne jest, żepapież pełni dziś wKościele podobną rolę, jaką pełnił Piotr wpierwszej wspólnocie.

Życie zakonne:

Najbardziej biblijny sposób na życie!

- Porzuciłem Kościół katolicki iwstąpiłem do nowej wspólnoty. Jest tam naprawdę wspaniale. Ci ludzie starają się żyć jak pierwsi chrześcijanie, ikierują się wswoim życiu iwswojej wierze tylko Biblią. Chcą być święci idoskonali dokładnie tak, jak uczy tego Pismo św. Oni naprawdę radykalnie poszli za Jezusem - tocytat zpewnej entuzjastycznej wypowiedzi, którą kiedyś miałem okazję usłyszeć.

- Doprawdy? - zapytałem - zapewne więc sprzedają swoje majątki idobra irozdzielają je każdemu według potrzeby (Dz 2, 45)? Zapewne żaden znich nie nazywa swoim tego, co posiada, alewszystko mają wspólne (Dz 4, 44)? Zapewne sporo unich bezżennych mężczyzn, którzy troszczą się osprawy Pana (1 Kor 7, 32), którzy nie szukają żony (1 Kor 7, 27), isporo też podobnie żyjących kobiet, które ztego samego powodu nigdy nie wyszły za mąż (1 Kor 7, 34)? Ajeśli chcą być doskonali lubzauważą, żejeszcze nie dość radykalnie poszli za Jezusem, toidą sprzedać wszystko, co mają, irozdają ubogim, adopiero potem idą za Chrystusem (Mt 19, 21)?

- Ach, nie - usłyszałem wodpowiedzi - te fragmenty Biblii tonie... one są chyba zresztą już nieaktualne. Ci ludzie żyją duchem Nowego Testamentu tak... ogólnie.

- Ach, tak - pomyślałem sobie - toznaczy, żegłównie tooni mówią, żeżyją jak pierwsi chrześcijanie.

a. Oni naprawdę żyją Pismem!

Oczywiście, tak robi większość chrześcijan dowolnego wyznania ikażdego Kościoła. Najczęściej wszyscy po prostu mówimy, żeżyjemy jak pierwsi chrześcijanie, albożejesteśmy wierni Słowu Bożemu, awykonanie bywa różne, często mizerne. Toakurat jest wspólne katolikom iniekatolikom, ito- niestety! - bardzo ekumenicznie łączy większość chrześcijan, zkatolikami na czele.

Problemem jest jednak, jeśli ktoś krytykuje rzekomo niebiblijny styl życia katolickiego iuważa, żewprzeciwieństwie do niego tworzy wspólnotę kierującą się tylko iwyłącznie Biblią. Zwykle, jak widać, nie całkiem jest toprawdą.

Dlatego chciałbym, abyśmy zdumą, właśnie jako katolicy odkryli, żewobrębie naszego Kościoła istnieje bardzo radykalna iodważna próba życia według Biblii, ukształtowania każdego dnia swojego życia dokładnie tak, jak zostało tonapisane wSłowie Bożym. Duma ta nie ma oznaczać, żeosobiście powinniśmy się wywyższać, bo zwykle nasze życie jest od tego bardzo odległe; oznacza tylko, żenależymy do Kościoła, wktórym Duch Święty taką odważną próbę nieustannie wzbudza. Nazywa się tożyciem zakonnym, które obejmuje bezżeństwo, nieposiadanie osobistego majątku, życie we wspólnocie na co dzień imodlitwę liturgiczną.

b. Najbardziej biblijny na świecie styl życia

bezżeństwo

"Człowiek bezżenny troszczy się osprawy Pana, oto, jak by się przypodobać Panu, ten zaś, kto wstąpił wzwiązek małżeński zabiega osprawy świata, oto, jak by się przypodobać żonie [...], podobnie ikobieta [...] tak więc dobrze czyni, kto poślubia swoją dziewicę, ajeszcze lepiej ten, kto jej nie poślubia" (1 Kor 7, 32-34. 38).

Jeśli dla kogoś troska osprawy Pana jest pierwszą inaczelną kwestią wżyciu, towskazówkę ma nadzwyczaj jasną.

Tak czytamy okobietach rezygnujących zmałżeństwa wogóle ("kobieta niezamężna idziewica troszczy się osprawy Pana, oto, by była święta ciałem iduchem" - 1 Kor 7, 34), tak czytamy owdowach rezygnujących zpowtórnego małżeństwa ("ta, która rzeczywiście jest wdową, jako osamotniona złożyła nadzieję wBogu itrwa wzanoszeniu próśb imodlitw we dnie iwnocy" - 1 Tm 5, 5).

Można się spierać oto, czywżyciu osobistym wychodzi tona pożytek ludziom, którzy na tosię odważą, czyjest topraktyczne, czyjest tomodne, czyodpowiada toduchowi współczesnego świata... Natomiast nie można spierać się ojedno: żetak właśnie brzmi recepta biblijna.

ubóstwo

"Żaden znich nie nazywał swoim tego, co posiadał, alewszystko mieli wspólne" (Dz 4, 32). Nieposiadanie majątku osobistego todruga cecha tej radykalnej postaci chrześcijaństwa. Itonie tylko "duchowe ubóstwo", które polega na tym, żedalej mam tyle, ile przedtem, aBogu oddaję wszystko "duchowo". Wiemy, żebardzo pożyteczne jest "duchowe" oddawanie majątku Bogu, ajeszcze bardziej godny podziwu jest zwyczaj oddawania wdziesięcinie 10% dochodu na różne potrzeby (gdyby stać nas było tylko na to, tojuż byłoby bardzo dobrze!) Jednak według recepty biblijnej tojeszcze nie jest to, oco chodzi: "Idź, sprzedaj wszystko, co masz, irozdaj ubogim, apotem przyjdź ichodź za Mną" (Mt 19, 21).

W wersji naprawdę radykalnej chodzi odosłowne pozbycie się własności ("sprzedanie irozdanie"). Tak tozrozumieli Apostołowie iich pierwsi uczniowie: "Sprzedawali swoje majątki idobra irozdzielali je każdemu według potrzeby" (Dz 2, 45). Tak robili właściciele pól albodomów: "sprzedawali je iprzynosili pieniądze ze sprzedaży, iskładali je ustóp apostołów" (Dz 4, 35). Tak samo postąpił Barnaba: "Sprzedał ziemię, którą posiadał, apieniądze przyniósł izłożył ustóp Apostołów" (Dz 4, 37).

Można się spierać oto, czyjest topraktyczne, czysię touda, czyludzie będą ztego powodu szczęśliwsi, czyjest tozgodne zpostępem ekonomicznym ipostulatem wyzwalania znędzy... Ojedno spierać się nie można: tak zostało wPiśmie Bożym spisane.

wspólnota

"Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem" (Dz 2, 44); "codziennie trwali jednomyślnie wświątyni" (Dz 2, 46). Chodzi oludzi, którzy tworzyli wspólnotę nie tylko na cotygodniowym spotkaniu albonawet na dodatkowych dwóch jeszcze spotkaniach diakonii ianimatorów, aleocodzienne inieustanne przebywanie razem.

Zapewne nie da się tego pogodzić znormalnym życiem rodzinnym, zwieloma rodzajami pracy zawodowej izrytmem życia współczesnego społeczeństwa, ajednak - tak właśnie czytamy wtekście biblijnym.

wieczerza Pańska imodlitwa psalmami

"Gdy się zbieracie, nie ma uwas spożywania Wieczerzy Pańskiej" (1 Kor 11, 20). Któż wierniej dostosowuje się do tej intencji Pisma św., jeśli nie członkowie zgromadzeń zakonnych? Zwykle nie zdarzy im się nawet jeden dzień bez Eucharystii - ile razy się zbiorą, tyle razy jest unich spożywanie Wieczerzy Pańskiej.

Codziennie też stosują się do apostolskich rad dotyczących modlitwy: "Napełniajcie się Duchem, przemawiając do siebie wzajemnie wpsalmach ihymnach, ipieśniach pełnych ducha" (Ef 5, 18-19), atakże "Słowo Chrystusa niech wwas przebywa zcałym swym bogactwem: zwszelką mądrością nauczajcie inapominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha" (Kol 3, 16).

Od pierwszych wieków istnienia chrześcijaństwa wśród mnichów iwzakonach spełnia się ten biblijny model modlitwy: "przemawiają do siebie wzajemnie" (modlący się wzgromadzeniach zakonnych są podzieleni na dwa chóry przeplatające swoje głosy), "w psalmach" (zakonny brewiarz składa się wznakomitej większości zbiblijnej Księgi Psalmów), "w hymnach" (każda modlitwa brewiarzowa zaczyna się takim hymnem) i"w pieśniach pełnych ducha" (pieśni zaczerpnięte są wbrewiarzu zpism proroków Starego Testamentu lubzpism Nowego Testamentu).

Można krytykować tę modlitwę - jeśli się komuś ona nie podoba - za jej małe urozmaicenie alboza to, żeod dwudziestu wieków jest taka sama. Nie można jej natomiast odmówić jednego: jest wiernym wypełnieniem zaleceń Biblii.

c. Recepta dla wszystkich?

Biblijne drogowskazy życia dla radykalnego ucznia Jezusa Chrystusa mówią obezżeństwie, ubóstwie, przebywaniu wcodziennej wspólnocie, omodlitwie Eucharystią icodziennej modlitwie psalmami. Znajdowanie się tych drogowskazów życia chrześcijańskiego wBiblii nie znaczy, żewszyscy chrześcijanie mają dokładnie tak żyć. Jest toniemożliwe, gdyż ten styl życia jest nie do pogodzenia na przykład zżyciem rodzinnym. Grupa żyjąca według tych wskazówek, jak wynika zNowego Testamentu, jest zawsze mniejszością, może nawet nieliczną, iżyje wobrębie większej wspólnoty tworzonej przez rodziny, na przykład wparafii. Jest natomiast znakiem, żemamy do czynienia z"jednym, świętym, apostolskim ipowszechnym Kościołem", gdyż udowadnia, żesą tacy, którzy chcą nieodwołalnie, całe życie, aż do końca, przeżyć wwierności Biblii, według nauczań spisanego inieomylnego Słowa Boga Żywego. Wychodząc ztego punktu widzenia można wpewnym sensie powiedzieć, żenajbardziej biblijnym stylem życia jest życie zakonne.

Należeć do Kościoła:

W denominacyjnej niewoli?

Jeden zbyłych katolików, rozczarowany poznanym przez siebie obliczem Kościoła katolickiego (nazwał go zamerykańska "denominacją"), wyznał niedawno na łamach pewnego chrześcijańskiego, choć niekatolickiego czasopisma: "Wyszliśmy zkościoła denominacyjnego iwiemy, jak bardzo niewola denominacyjna niszczy izabiera wolność, rozwój, hamuje przepływ Ducha; widzimy dzisiaj jeszcze ludzi, którzy żyją wdenominacji, jak bardzo moce ciemności wiążą ich iwstrzymują".

Owocem tej drogi stał się tak zwany "wolny Kościół", awięc stowarzyszenie ludzi wierzących wBiblię, którzy nie czują się związani ztradycyjnymi formami chrześcijaństwa, zwłaszcza wpostaci ludowej wiary. Podobnych wydarzeń było ostatnio więcej isą one dobrą okazją, aby postawić dwa pytania: cóż może znaczyć pojęcie "wolności chrześcijańskiej"? iczykatolik może uważać się za wolnego chrześcijanina?

a. Chrześcijanin - wolny uczeń Jezusa

Chrześcijanin ma być człowiekiem wolnym. Obdarzeni jesteśmy Duchem Świętym, a"gdzie Duch Pański - tam wolność" (2 Kor 3, 17). Istnieje jednak niebezpieczeństwo popadnięcia na nowo wniewolę. "Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. Azatem trwajcie wniej inie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli" (Ga 5, 1). Zawsze zdarzyć się mogą "fałszywi bracia", którzy chcą "na nowo nas pogrążyć wniewolę" (Ga 2, 4), amamy przecież być dziećmi Kościoła wolności: "Górne Jeruzalem cieszy się wolnością iono jest naszą matką" (Ga 4, 26). Jak praktycznie ma wyglądać życie wolnego chrześcijanina, który chce kształtować swoją odzyskaną na nowo wolność według nauk Pisma św.?

Czy ma tobyć radosna twórczość wstylu: "założyć Kościół każdy umie"? Przy płytkim iniebiblijnym myśleniu można by tak zrozumieć hasło wolności. Tak przecież postępują ludzie tego świata: jeśli nie mogą porozumieć się wpartii lubstronnictwie - zakładają sobie nowe organizacje. Jeśli można założyć pięćdziesiąt sześć partii politycznych, todlaczegóżby nie miało być pięćdziesięciu sześciu - alboiwięcej - Kościołów? Przecież mamy demokrację! Czymogę się swobodnie rozwijać duchowo, jeśli muszę liczyć się zkimś, kto mi nie odpowiada? Zgronem starszych pań odmawiających wparafialnym kościele różaniec?! Amoże nawet, ozgrozo, zproboszczem!?

Pierwszy wniosek, jaki wyciąga Pismo św. zodzyskanej wolności, tojednak nie - jak można by powierzchownie przypuszczać - anarchia. Pierwszym wnioskiem jest służba. "Powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie" (Ga 5, 13). Być wolnym po chrześcijańsku, toprzede wszystkim być wolnym od egoizmu. Być na tyle wolnym, by umieć pozwolić ożywiać się miłością. Także wobec starszych osób, które modlą się inaczej, niż podoba się tonawet tak bardzo ważnej osobie, jak JA. Nawet, jeśli przez to"nie mogę swobodnie rozwijać się duchowo". Gdyż celem chrześcijańskiej wolności nie jest przyglądanie się, jak wzrasta moje duchowe JA. Cel jest - biblijnie rzecz ujmując - całkiem, aletocałkiem inny. Anawet dokładnie przeciwny: "Jeśli jest jakieś napomnienie wChrystusie - dopełnijcie mojej radości przez to, żebędziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość iwspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, aniczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa anidla próżnej chwały, lecz wpokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, aleteż idrugich. Todążenie niech was ożywia; ono też było wChrystusie Jezusie" (Flp 2, 1-5). Kto wie, może rzeczywiście MÓJ nieskrępowany wżadnym aspekcie rozwój duchowy nie jest tak okropnie ważny? Może najważniejsza wolność, touwolnienie od egoizmu własnego JA? Także od duchowego egoizmu? Tojest pierwszy aspekt wolności.

Trudno ukryć, żejest on po większej części zapomniany. Do tego stopnia, żedziś niektórzy nie są już wstanie zrozumieć, dlaczego ktoś na przykład potrafi wstąpić do zakonu czyposługiwać całe życie chorym iubogim. Wniektórych rodzi tood razu podejrzenie, żektoś taki nie wierzy wbezinteresowną dobroć Bożą ichce sobie zaskarbić względy uBoga, próbując zasłużyć sobie na łaskę zbawienia. Nie byłaby tospecjalnie szczytna motywacja, ponieważ - jak wiadomo - Pismo św. uczy, żezbawieni jesteśmy zwiary, anie zuczynków (por. Ef 2, 8-9). Nie można więc "zarobić sobie dobrymi uczynkami na zbawienie". Ależeby ztego powodu zaraz podejrzewać każdą siostrę zakonną czywszystkich chrześcijan posługujących wdziełach miłosierdzia oduchowe wyrachowanie? Pewien przywódca chrześcijan krytycznie nastawionych wobec Kościoła katolickiego wołał kiedyś: "Niech Matka Teresa zKalkuty nie myśli sobie, żeswoją pracą zdobędzie zasługę zbawienia!" Stan umysłu, który takie podejrzenia rodzi, jest rzeczywistością bardzo smutną. Wydaje się, żenie dopuszcza nawet możliwości, żechrześcijanin może towszystko robić wogóle nie myśląc wdanej chwili oswoim własnym zbawieniu. Anawet wogóle nie myśląc osobie! Niektórym jakby nie przychodzi do głowy, żemożna coś trudnego zrobić nie dla siebie, nawet nie dla własnego zbawienia, ale- zmiłości. Na przykład zmiłości do Jezusa Chrystusa. Itojest właśnie pierwszy stopień wolności, kiedy "miłość nie szuka swego" (1 Kor 13, 5).

Po drugie, wolność oznacza, żenie jesteśmy już podlegli przepisom Prawa Starego Testamentu. "Prawo nie opiera się na wierze, lecz mówi: Kto wypełnia przepisy, dzięki nim żyć będzie. Ztego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił" (Ga 3, 12-13). Jesteś uwolniony od religijnego życia polegającego na drobiazgowych przepisach, wktórych miałbyś pokładać ufność! Jaki pełen zachwytu dla wolności był kiedyś chrześcijański apologeta należący do Kościoła anglikańskiego, C. S. Lewis po wizycie na nabożeństwie prawosławnym. Napisał: "Jeden tam klęczał, drugi stał, apewna staruszka modliła się leżąc nawet na podłodze! Inikt się tam niczemu nie dziwił, anawet - co jeszcze ważniejsze - nikt niczego wogóle nie zauważył!"

b. Prawo wolności

Nie oznacza tojednak, żenie podlegamy wogóle żadnemu prawu. Żyjemy tak samo jak Apostołowie, "nie będąc wolnymi od prawa Bożego, lecz podlegając prawu Chrystusowemu" (1 Kor 9, 21).

To nowe prawo nazywa się wBiblii "prawem wolności" ipolega na życiu wmiłości isłużbie innym. "Mówcie iczyńcie tak, jak ludzie, którzy będą sądzeni na podstawie Prawa wolności. Będzie tosąd nieubłagany dla tego, który nie czynił miłosierdzia: miłosierdzie odnosi triumf nad sądem. Jaki ztego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, żewierzy, anie będzie spełniał uczynków? Czysama wiara zdoła go zbawić?" (Jk 2, 12-14). Jest tu mowa osądzie, przed którym wszyscy chrześcijanie staną po śmierci. "Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane wciele, złe lubdobre" (2 Kor 5, 10). Biblia uczy, żemoże się zdarzyć, żesąd ten okaże się "nieubłagany". Tosurowe słowa, nieprawdaż? Takie właśnie są - aletylko dla ludzi surowego ioschłego serca, bo "miłosierdzie odnosi triumf nad sądem".

Nowe prawo wolności polega też na posłuszeństwie! Jak pogodzić jedno zdrugim? Czyposłuszeństwo nie jest przeciwieństwem wolności? Wwięzieniu pewnie tak. Aczęsto też wwojsku lubwprzedsiębiorstwie. AleKościół nie przypomina aniwojska, anifirmy, azwłaszcza więzienia! Kościół przypomina rodzinę. Awrodzinie posłuszeństwo wraz zwolnością składają się na owocną miłość: "Bądźcie posłuszni waszym przełożonym ibądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają nad duszami waszymi imuszą zdać sprawę ztego. Niech toczynią zradością!" (Hbr 13, 17).

Nowe prawo wolności totakże trudna walka zgrzechem. "Jak ludzie wolni postępujcie, nie jak ci, dla których wolność jest usprawiedliwieniem zła" (1 P 2, 16). Wprzeciwnym razie popada się wprawdziwą niewolę: "Wolność im głoszą, asami są niewolnikami zepsucia. Komu bowiem kto uległ, temu też służy jako niewolnik" (2 P 2, 19). Kto uważa, żewolność chrześcijanina polega na samowoli izachciankach, niech dowie się zPisma św.: "Kiedy byliście niewolnikami grzechu, byliście wolni od służby sprawiedliwości. Jaki jednak pożytek mieliście wówczas ztych czynów, których teraz się wstydzicie? [...] Teraz zaś, po wyzwoleniu zgrzechu ioddaniu się na służbę Bogu, jako owoc zbieracie uświęcenie" (Rz 6, 20-22). Wolność chrześcijańska tosłużba Boża.

Wolny chrześcijanin toten, co idzie za Jezusem. Ufa Jego Słowu ichce według niego żyć. Ztego powodu żyje wposłuszeństwie swoim kościelnym przełożonym, żyje wsłużbie imiłości wobec braci isióstr, prowadzi zwycięską walkę zgrzechem. Katolik jest wolnym od egoizmu uczniem Jezusa. Jego Pan wyzwolił go od niewoli troszczenia się nieustannie oswoje własne JA, osłużbę temu egoistycznemu bożkowi, który każdy sam nosi we własnym wnętrzu. Wolny uczeń Jezusa swoim życiem świadczy, co toznaczy, że"miłość nie szuka swego".

c. Chrześcijaństwo ponaddenominacyjne?

Ze słowem "denominacja" (tak określa się zgodnie zamerykańskim zwyczajem rozmaite wyznania chrześcijańskie) wiąże się jeszcze jedno ważne zjawisko: "chrześcijaństwo ponaddenominacyjne", czyliponadwyznaniowe. Zjawisko towystępuje wdwóch formach.

Po pierwsze więc, część "biblijnych chrześcijan" głosi tezę, żeuczeń Jezusa nie powinien być wogóle członkiem denominacji (katolickiej, prawosławnej, luterańskiej, baptystycznej, zielonoświątkowej czyjakiejkolwiek innej), gdyż wszystkie one, według nich, opierają się tylko na ludzkich ideach iinterpretacjach wiary. Prawdziwe chrześcijaństwo, głoszą, ma być "ponaddenominacyjne", czyliniezwiązane zżadnym dotychczasowym wyznaniem. Ludzie tacy nazywają się "chrześcijanami" wbardzo specjalnym znaczeniu. Mówią: "nie jestem anikatolikiem, anibaptystą, aniluteraninem: jestem za tochrześcijaninem".

Idea ponadwyznaniowego chrześcijaństwa pojawia się regularnie od wieków, zwłaszcza wamerykańskiej wersji protestantyzmu, inieodmiennie, również od wieków, skutkuje powstawaniem dziesiątek isetek coraz tonowych wyznań. Tozresztą zrozumiałe: fakt, żektoś nazwie swoje wyznanie "organizacją ponadwyznaniową" nie sprawi, żenie będzie towyznanie; nazwanie kolejnego Kościoła "wspólnotą ponadkościelną" nie spowoduje, żenie będzie to

Następny Kościół. Nowe nazwy nie zmienią starej rzeczywistości. Stosowana wlatach osiemdziesiątych nazwa "masło roślinne" na określenie pewnej odmiany margaryny nie sprawiła, żenagle margaryna stała się masłem.

Często tacy chrześcijanie głoszą, żejest rzeczą niewłaściwą, aby na danym terenie lubwdanej miejscowości były różne wyznania chrześcijańskie. Uczą, żezgodnie zBiblią lokalna wspólnota chrześcijan ma być tylko jedna ipowinna nazywać się "Kościołem lokalnym". Nie trzeba jednak zbyt wielkiej wyobraźni, aby zgadnąć, co ma tooznaczać: wszystkie wyznania powinny zniknąć, poza jednym tylko - ich właśnie.

Druga forma omawianego zjawiska tocały szereg organizacji "ponaddenominacyjnych" winnym jeszcze sensie. Oto wtakich grupach, jak "Młodzież zMisją", "Nawigatorzy", "Ruch Nowego Życia" proponuje się wspólny cel - ewangelizację - chrześcijanom różnych wyznań. Wpraktyce chrześcijanie wyznania katolickiego zapraszani bywają do ekumenicznej współpracy zwiernymi pochodzącymi ze środowisk zielonoświątkowych lubbaptystycznych we wspólnym dziele głoszenia Ewangelii ludziom oddalonym od Chrystusa.

Jeśli uczestnicy takich form działania są solidnie zakorzenieni wswoich wyznaniowych wspólnotach, toczęsto przynosi tobardzo dobre owoce. Dary wnoszone przez chrześcijan różnych wyznań sumują się wnową jakość, pełną mocy zwyciężania świata dla Chrystusa. Zdarza się jednak, żezakorzenienie tojest czysto zewnętrzne, aformacja proponowana wtakiej organizacji wpraktyce zastępuje uczestnikom poprzednie sposoby modlitwy iżycia wKościele. Łatwo domyślić się, co wtedy następuje: mamy klasyczną sytuacją chrześcijaństwa deklarującego się jako bezwyznaniowe, co oczywiście zkonieczności prowadzi do utworzenia wspólnoty "wyznaniopodobnej" na bazie rzekomo ponaddenominacyjnej organizacji.

Słowa nie mają magicznej mocy. Powtórzmy raz jeszcze: użycie określenia "organizacja ponadwyznaniowa" dla nazwania wspólnoty chrześcijan, która wszystkie formy modlitwy ma wspólne, która podejmuje wspólne dzieła iwpraktyce nie dba oregularne, cotygodniowe kontakty zmacierzystymi Kościołami, nie zmieni faktu, żejest tonowe wyznanie, choćby nazywało się, na przykład "ponaddenominacyjną wspólnotą "Gwiazda Syjonu"". Ludzkie słowa tylko nazywają rzeczywistość, alenie mogą jej tworzyć.

Dynamika trudnych nieraz kolei losu takich wspólnot stanie się jeszcze bardziej zrozumiała, gdy uświadomimy sobie pojęcie Kościoła, jakie wnoszą wyznawcy chrześcijaństwa uformowani wśrodowisku baptystycznym, metodystycznym czyzielonoświątkowym. Dla nich przejście do innego wyznania zpowodu zmiany miejsca zamieszkania, osobistych upodobań czydla towarzyszenia przyjaciołom nie jest często niczym szczególnym aniniczym specjalnie dramatycznym. Odczuwają totrochę tak, jak katolik zmianę jednej parafii katolickiej na inną zpowodu przeprowadzki do sąsiedniego miasta. Postawa ta jest trudno zrozumiała dla katolików, którzy mają odmienne pojęcie wspólnoty kościelnej: Kościół katolicki widzą mianowicie na kształt rodziny Bożej. Opuszczenie rodziny odbierane jest jako bolesna zdrada powodująca zranienie na całe lata. Katolik nie wyraża wten sposób swoich uprzedzeń aniwrogości wobec chrześcijan innych wyznań, ajedynie nazywa głośno to, wjaki sposób rozumie swój Kościół.

Różnica wrażliwości jest znaczna itrzeba zdawać sobie zniej sprawę. Wśrodowisku zdominowanym przez myślenie "wolnokościelne" katolik będzie się spotykał zradą: "Jeśli masz trudności wswoim Kościele, tozmień Kościół na taki, który ci bardziej odpowiada". Rada ta nie będzie wypływała ze złej woli brata zielonoświątkowca lubbaptysty, nawet bardzo ekumenicznie usposobionego. Po prostu wielu znich ubiera tylko wsłowa swoje pojęcie Kościoła. Otym, jakie jest topojęcie, trzeba po prostu wiedzieć. Jest bardzo odmienne ipociąga toza sobą przy planowaniu wspólnych przedsięwzięć (pożytecznych przecież iczęsto owocnych) potrzebę przewidywania także kłopotów itrudności. Chrześcijanie tego typu dzieląc się swoim przeżywaniem Chrystusa iJego zbawczej łaski będą także równocześnie dzielić się takim właśnie przeżywaniem Kościoła: jako federacji stowarzyszeń chrześcijańskich, formowanych wznacznej mierze na bazie osobistych upodobań iindywidualnych przeżyć uczestników. Federacja wspólnot, między którymi trwa nieustanny przepływ ludzi, gdzie można wędrować wposzukiwaniu odpowiadającego mi osobiście miejsca... Wizja ta pasuje do katolickiego rozumienia różnych ruchów igrup odnowy, alenie do katolickiego pojęcia Kościoła. Ruchy igrupy według katolika należą do jednego widzialnego Ciała, jakim jest Kościół katolicki. Ich jedność jest, owszem, przede wszystkim duchowa, alenie tylko; jest także organizacyjna. Jeśli nie zdajemy sobie ztego sprawy, ekumenizm budujemy na iluzji. Chrześcijanin zaś powinien żyć realiami, anie złudzeniami.

Różnicę tę należy wziąć pod uwagę przede wszystkim tam, gdzie po bolesnych doświadczeniach podziałów irozłamów próbuje się obecnie mozolnej drogi pojednania. Czywystarczy powiedzieć wtedy: "Stary, nie przejmuj się tak, minęło już tyle lat, oco ci właściwie chodzi? Było, minęło, teraz podajmy sobie ręce - inaprzód!" Może jednak trzeba wstępnie zapytać: "Ale jakie pojęcie Kościoła nosisz teraz wswoim wnętrzu?" Pamiętajmy okatolickim pojęciu wspólnoty ludzi wierzących iozwiązanej ztym wrażliwości serca! Czyojciec rodziny może mieć pewność, żekolejna jego ukochana córka nie zostanie uwiedziona?

Rozłam:

Gdyby byli naszego ducha, pozostaliby znami

"Tradycyjny Kościół, do którego należysz, nazywa się duchowo Sodoma iEgipt! Wyjdźcie zBabilonu inie miejcie udziału wjego uczynkach!" Spotykamy niekiedy specyficzny typ gorliwych głosicieli nowych idei religijnych, którzy nawołując do odkrycia na nowo Jezusa, zachęcają równocześnie do występowania zKościoła katolickiego ido wstępowania do nowych, przez siebie samych utworzonych wspólnot religijnych. Niekiedy lubią oni myśleć imówić osobie: "biblijni chrześcijanie", lubią przeciwstawiać się "tradycyjnym chrześcijanom" ijak twierdzą "odkładają na bok ludzkie opinie, lata tradycji", aby "jasno zobaczyć, co Bóg mówi przez swoje Słowo". Działalność takich głosicieli skończyła się wciągu ostatnich lat serią rozłamów iodejść zKościoła katolickiego członków różnych wspólnot ruchów odnowy. Według pasterzy Kościoła katolickiego jest tozjawisko wysoce nieewangeliczne. Dlaczego?

a. "Gdyby byli naszego ducha, pozostaliby znami" (1 J 2, 19)

Po pierwsze, harmonijnie żyjące wcześniej wspólnoty przeżyły bolesne podziały, niezgodę ispory.

Po drugie, dziesiątki, anawet setki młodych ludzi, dawniej zaangażowanych wewangelizację, odeszło od jakiejkolwiek formy udziału wchrześcijaństwie: zniechęceni fanatyzmem isprzecznymi opiniami zajęli się po prostu tak zwanym "normalnym życiem" irobieniem interesów.

Po trzecie, realizacja owocnego iskutecznego planu ratowania ludzi żyjących "bez nadziei aniBoga na tym świecie" (Ef 2, 12) wwielu środowiskach wyraźnie zwolniła tempo.

Po czwarte, nowe, rozłamowe grupy wprzeważającej części wcale nie są zasilane przez nawróconych bezbożników, "nierządnice icelników", którzy wcześniej żyli bez Chrystusa. Typowy ich przedstawiciel tobyły aktywny członek katolickich grup, który będąc katolikiem ożywił swoją wiarę przez "przyjęcie Jezusa jako Pana iZbawiciela", będąc wKościele katolickim przyjął modlitwę o"chrzest wDuchu Świętym", jako katolik poznał moc Słowa Bożego aodszedł dopiero potem, zpowodu natrętnego przedstawiania mu doktryny katolickiej jako niezgodnej zBiblią.

Wreszcie, gdyby nie podziały, bylibyśmy dziś owiele dalej wdziele duchowego ratowania poszczególnych ludzi, naszych miast icałego kraju.

Stąd właśnie bierze się opinia pasterzy Kościoła katolickiego, żeinicjatorem podziałów irozłamów wniektórych grupach odnowy Kościoła jest Przeciwnik Bożego planu zbawienia, orazżeniekiedy udaje mu się zpowodzeniem ten Boży plan na pewien czas powstrzymać.

Łatwo zgadnąć, żeludzcy inicjatorzy owych rozłamów mają otym opinię dokładnie odwrotną. Podziały, nawet polegające na odchodzeniu wiernych od Kościoła katolickiego, są - według nich - dobre, gdyż nastąpiły wtedy, gdy ludzie "poszli do przodu zBogiem" idlatego nie mogli już wytrzymać atmosfery panującej wKościele swojego dzieciństwa iswojej młodości. Co więcej jak pisze jeden ztakich głosicieli - okazuje się czasem, żenawet "Bóg jest czasem inicjatorem podziału. Jezus powiedział: "Czy myślicie, żeprzyszedłem, by dać ziemi pokój? Bynajmniej, powiadam wam, lecz rozłam" (Łk 12, 51)". Stąd, podobno, podnoszenie alarmu zpowodu podziałów wKościele jest głosem fałszywej troski, anawet "znajduje swoje źródło wmocy diabła"; dlatego fałszywie mieliby mówić ludzie ostrzegający przed rozłamami, "że ci, którzy idą zBogiem do przodu, dzielą Kościół".

Skoro stanowiska są tak przeciwne, toobie strony nie mogą mieć racji równocześnie. Jedna ztych dwóch postaw musi być uleganiem pokusom, adruga - głosem uległości Duchowi Świętemu. Alektóra?

b. Rozłam jest grzechem

Zwolennicy rozłamu porównywali czasem problem rozbicia wKościele do rozwodu.

"Bóg nienawidzi rozwodów. Jest toostateczny środek, kiedy wszystkie próby pojednania zawiodły. Czasami dla dobra własnego duchowego życia lepiej jest odejść..."

Jednym słowem, czasem byłoby lepiej dla swojego dobra uczynić coś, czego Bóg nienawidzi. Jak na chrześcijan wniosek taki jest zadziwiający. Wydawałoby się przecież, żeczłowiek Jezusa Chrystusa nigdy nie musi czynić niczego, czego Bóg by nienawidził. Zdaje się też, żetakie czyny dawniej nazywały się grzechami itwierdzono onich, żeczłowiek jeśli je popełnia todlatego, żedokonał złego wyboru. Teraz zaś okazuje się, żepo pierwsze musi, apo drugie jest tomoże nawet dobre ipożyteczne.

Dla chrześcijanina różnica między grzechem aczynem dobrym wcale nie jest tym samym, co różnica między tym, co jest dla mnie niewygodne, atym, co jest dla mnie akurat dziś przyjemne ipożyteczne. Chrześcijanin od Boga dowiaduje się, co jest grzechem. Akonkretnie ze Słowa Bożego. WBiblii znajdujemy, jakby dla naszej wygody, nawet całe gotowe spisy grzechów, aby nie trzeba było za bardzo się męczyć wyszukiwaniem ich po różnych miejscach. Oto jedna ztakich list:

"Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się zciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgody, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki" (Ga 5, 19-21).

Rozłam jest więc grzechem. Podobnie jak rozwodów, tak samo rozłamów "Bóg nienawidzi". Bóg kocha grzesznika, alenienawidzi grzechu. Rozłamy umieszczone są wBiblii w"doborowym towarzystwie" takich uczynków, jak pijaństwo, czary lubnierząd. Dlatego polecanie ich "czasami", "dla dobra własnego duchowego życia" wydaje się cokolwiek dziwne...

Rozłam jest grzechem zaraźliwym, podobnie jak nierząd lubwyuzdanie seksualne. Porównajmy, jak podobne są wbrzmieniu dwa apostolskie ostrzeżenia: jedno przeciw sekciarzom (tak, tonie pomyłka: słowo "sekciarz" naprawdę znajduje się wBiblii!), drugie - przeciw rozpustnikom. "Sekciarza po jednym lubdrugim upomnieniu się wystrzegaj, wiedząc, żeczłowiek taki jest przewrotny igrzeszny, przy czym sam na siebie wydaje wyrok" (Tt 3, 10-11). "Napisałem wam wliście, żebyście nie obcowali zrozpustnikami" (1 Kor 5, 9).

Rozłam jest grzechem prowadzącym do zguby, toznaczy oddala od zbawienia, anie przybliża. "Będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzą wśród was zgubne herezje [dosł. "rozłamy"]" (2 P 2, 1).

Rozłam okazuje też jawnie, kto grzechowi ulega. Pismo św. mówi nam: "Zresztą muszą być wśród was rozdarcia, żeby się okazało, którzy są wypróbowani" (1 Kor 11, 19). Wypróbowani toci, którzy nie ulegli rozłamowi, aniewypróbowani - toulegający mu. Uleganie podziałom jest bowiem grzechem cielesności: "Jeśli bowiem jest między wami zawiść iniezgoda, toczyż nie jesteście cieleśni?" (1 Kor 3, 3).

Rozłam jest też grzechem pokazującym, kto ma Ducha, akto jest cielesny. "Oni topowodują podziały, są cieleśni, Ducha nie mają" (Jud 19). Cielesność objawia się nie tylko wpijaństwie lubrozwiązłości, aletakże wnieumiejętności zachowania jedności kościelnej wspólnoty. Przypomnijmy raz jeszcze Apostoła Pawła: wśród "uczynków rodzących się zciała" są także "rozłamy" (Ga 5, 19n).

Rozłam jest grzechem pychy izarozumiałości, wynikającym ztego, żektoś wierzy tylko sobie iswojemu sposobowi rozumienia Pisma św. Zobaczmy, jak Biblia opisuje proces powstawania rozłamu: 1) "żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśniania"; 2) "znaleźli się jednak fałszywi prorocy wśród ludu"; 3) "tak samo wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzą wśród was zgubne herezje [dosł. "rozłamy"]" (2 P 1, 20 - 2, 1). Proces ten kończy się wsposób opisany przez św. Piotra: "ludzie niedouczeni imało utwierdzeni opacznie tłumaczą listy Pawła, tak samo jak iinne pisma, na własną swą zgubę" (por. 2 P 3, 16).

Rozłam jest grzechem egoizmu. Toprzecież podobno dla "własnego duchowego dobra" należy odejść zKościoła, aby nikt nie krępował mojego "wzrastania wDuchu" i"pójścia bezkompromisowo za Bogiem". Oprócz mojego dobra jest jednak dobro większe: dobro Ciała Chrystusa, którego jestem członkiem. Do jedności jesteśmy wzywani nie zpowodów czysto ludzkich, aleBożych: "upominam was bracia, wimię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, iby nie było wśród was rozłamów" (1 Kor 1, 10).

Ta długa litania biblijnych tekstów wskazuje na jedno. Spotykana czasem wśród ludzi niechętnych Kościołowi katolickiemu rada, by odejść zkościelnej wspólnoty izałożyć sobie własną, oznacza wświetle dokładnie przestudiowanego Słowa Bożego nimniej, niwięcej, tylko tyle: "Gdy wierność Biblii staje się trudna, lepiej jest dla własnego duchowego egoizmu dać sobie znią spokój". Tymczasem Pismo św. uczy wyraźnie: "Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, aleteż idrugich" (Flp 2, 4).

c. "Jezus miał umrzeć, aby rozproszone dzieci Boże zgromadzić wjedno" (J 11, 51-52)

Niekiedy beztroska głosicieli rozbicia wKościele staje się zdumiewająca. Czytamy ujednego znich: "Czasami tego typu podziały dotyczą większych grup wciele Chrystusa. Bóg chce pokazać, czyje postępowanie aprobuje". Jak pogodzić tozChrystusową modlitwą: "Proszę za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie, aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty Ojcze we Mnie, aJa wTobie, aby ioni stanowili jedno wNas, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał" (J 17, 20-21)? Potrzeba więc sporego wysiłku, aby pomimo towciąż niefrasobliwie zachęcać do rozłamów ipodziałów wKościele. Trzeba jakoś to"biblijnie" wyjaśnić, aby zatrzeć niemiłe wrażenie, że"aby świat uwierzył" Jezus dał nam całkiem inne rady.

Cóż tak naprawdę radzi nam Jezus Chrystus wBiblii, gdy okazuje się, żeKościół, do którego należymy, zawiera sporą dawkę grzechu, oziębłości iniewierności? Pod koniec pierwszego wieku wKościele niemało było odstępstw od prawa Ewangelii, niemało też zniechęcenia igrzechów. CzyPismo św. uczyło wtedy, aby "odchodzić dla wzbogacenia własnego rozwoju duchowego"? Nic podobnego! Apostolski Kościół miewał czasem za członków ludzi, których wiara wystygła ("odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości" - Ap 2, 4), ludzi, którzy byli chrześcijanami tylko nominalnymi ("masz imię, które mówi, żeżyjesz, ajesteś umarły" - Ap 3, 1), anawet takich, których postawa budziła obrzydzenie uBoga ("Obyś był zimny albogorący! Atak, skoro jesteś letni ianigorący, anizimny, chcę cię wyrzucić zmych ust" - Ap 3, 15-16). Alewszystkich ich nazywa jednak Bóg swoim "Kościołem" (Ap 3, 22) ikieruje do nich wezwanie: "nawróć się" (Ap 3, 19).

Pierwsi chrześcijanie dobrze tozrozumieli. Jako dowód przeczytajmy kilka zdań zlistu św. Klemensa do Koryntian. Tekst ten powstał około 100 r., może jeszcze za życia św. Jana Apostoła.

"Któż zwas jest szlachetny, miłosierny ipełen miłości? Niech powie: "Jeśli tozmojego powodu wynikł spór, niezgoda irozłam, ustąpię. Odejdę dokądkolwiek zechcecie; uczynię cokolwiek nakaże zgromadzenie. Niech tylko owczarnia Chrystusa żyje wpokoju zustanowionymi prezbiterami". Kto tak uczyni, dostąpi wielkiej chwały iwszędzie znajdzie przyjęcie".

Co tojest ekumenizm?

Aby tak jak My stanowili jedno

"Oby się tak zespolili wjedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał iżeś Ty ich umiłował, jak Mnie umiłowałeś" (J 17, 23).

Nie można mówić obiblijnej wizji Kościoła nie zdając sobie jednocześnie sprawy ztego, żeobecny kształt światowej wspólnoty chrześcijan nie do końca odzwierciedla zamysł Jezusa Chrystusa. Chrześcijaństwo podzielone na odrębne wyznania, czasem niechętne sobie, aniekiedy nawet rywalizujące ze sobą (a skrajnym przypadku nawet wrogie!) tojeszcze nie to, oco chodzi Panu Bogu.

a. Jesteście naszymi braćmi

Świat nie będzie mógł odkryć Jezusa jako Syna Bożego posłanego przez Ojca dopóki chrześcijanie nie będą zespoleni wjedno. Przejmująco wyraził toJan Paweł II: "Jeśli wierzący wChrystusa chcą się skutecznie przeciwstawić dążeniu świata do zniweczenia Tajemnicy Odkupienia, muszą razem wyznawać tę samą prawdę okrzyżu!" Ekumenizm, jak widzimy, tonie kwestia mody lubpolitycznej poprawności, aletosprawa wierności nakazowi Jezusa Chrystusa isprawa skuteczności chrześcijaństwa. Jakkolwiek podziały między poszczególnymi wyznaniami mogą wydawać się nam dziś nie do pokonania, tojednak Bóg czynił już whistorii cuda burzenia murów: "On jest naszym pokojem. On, który obie części uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur - wrogość [...] aby jednych idrugich znów pojednać zBogiem wjednym ciele przez krzyż" (Ef 2, 14).

Z tego powodu jest potrzebny nam, katolikom, ekumenizm zchrześcijanami prawosławnymi iztymi, którzy uwielbiają Chrystusa wKościele ewangelicko-augsburskim. Potrzebny jest nam ekumenizm zwyznawcami Zbawiciela ze wspólnot metodystycznych, zielonoświątkowych, baptystycznych iztymi, którzy pochodzą zrozmaitych tak zwanych "wolnych Kościołów".

Gdyż, bardzo praktycznie patrząc ibardzo biblijnie oceniając, całkiem po prostu potrzebujemy się nawzajem. Potrzebujemy zielonoświątkowego zapału modlitewnego, ich wiary, że"Bóg jest wciąż taki sam", żaru radości wChrystusie Jezusie inieustępliwości wgłoszeniu Ewangelii także wwięzieniach lubwśrodowiskach patologicznych. Dalej, potrzebujemy powagi baptystów wposłuszeństwie biblijnemu tekstowi iich odwagi wprzeciwstawianiu się duchowi tego świata. Potrzebujemy jeszcze wielu innych darów szczególnie rozwiniętych icenionych wposzczególnych wspólnotach chrześcijańskich. Alesądzimy, żekoniecznie potrzebne są także dary katolickiego, ewangelicznego spojrzenia na świat: sięgająca wnieprzerwanej świadomości historycznej łączność ze świadkami wiary zpierwszych wieków, szacunek dla takiego rozumienia Biblii, jakie dane było kolejnym pokoleniom uczniów Jezusa, rodzinne poczucie jedności rozciągające się wnajgłębszej "katolickości" na wszystkie wieki istnienia Kościoła ina wszystkie geograficzne regiony.

Wzajemne potrzebowanie się chrześcijan na różne sposoby przeżywających wiarę wEwangelię stanie się jeszcze wyraźniejsze, gdy dostrzeżemy, żezwykle ztakim samym zapałem troszczą się oni onieco odmienne rzeczy. Na przykład Kościół katolicki bardzo przywiązany jest do pełni wyrazu wiary, zatroskany jest oto, by niczego nie uronić ze skarbca zostawionego nam przez Jezusa. Natomiast tak zwane "nowe Kościoły" bardziej zainteresowane są czystością wiary, by nie dodać absolutnie niczego do niezbędnego minimum. Katolicy zwykle bardziej podkreślają ciągłość działania łaski Bożej wciągu kolejnych pokoleń, będą też bardziej wyczuleni na niewidzialną jej moc, dostrzegalną tylko dla Boga. Często kontrastuje tozodczuciami chrześcijan zielonoświątkowych czytak zwanych "ponaddenominacyjnych", którzy widzą łaskę głównie tam, gdzie objawia się ona wniespodziewanych Bożych interwencjach możliwych do zaobserwowania wcodziennym życiu.

Ile dobra mogłoby wyniknąć, gdyby te uzupełniające się sposoby widzenia zaczęły wpływać na siebie ubogacając się wzajemnie. Iodwrotnie, ile strat, jeśli spotkanie polega tylko iwyłącznie na budzeniu niechęci iuprzedzeń. Największą stratą jest zapewne utrata możliwości spojrzenia na swoją własną społeczność chrześcijańską krytycznie, oczami życzliwego, choć należącego do odmiennego Kościoła współchrześcijanina. Kochający krytycyzm wzywający do powrotu do normy Bożej jest zawsze po myśli naszego Pana. Ta właśnie postawa otwiera ku modlitwie oBoże światło wświecie, wktórym - jak być może nigdy przedtem - potrzebne jest świadectwo igłos nieskłóconych iniepodzielonych chrześcijan.

Potrzebujemy się nawzajem. Co więcej, wygląda na to, żedla spełnienia swego planu objawienia się światu sam Jezus Chrystus potrzebuje nas wszystkich! "Jeśliby noga powiedziała: "Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała" - czywskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała? Lubjeśliby ucho powiedziało: "Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała" - czywskutek tego rzeczywiście nie należałoby do ciała? [...] Nie może więc oko powiedzieć ręce: "Nie jesteś mi potrzebna"" (1 Kor 12, 15-16. 21). Potrzebujemy się, nawet jeśli czasem nie chcemy tego przyjąć do wiadomości. Jak powiedział św. Augustyn osytuacji ekumenicznej wVwieku: "Oni więc nie uznając naszego chrztu nie uważają nas za braci, my natomiast nie powtarzając [chrztu] udzielonego przez nich, aleuznając ich chrzest za swój własny, mówimy "Jesteście naszymi braćmi"". Dlatego jest rzeczą niezmiernie istotną wiedzieć, co oznacza słowo "ekumenizm", czego nie znaczy zcałą pewnością, ijaki jest upragniony rezultat wszelkich ekumenicznych dążeń.

b. "Abyśmy nie byli dziećmi, którymi miotają fale iporusza każdy powiew nauki"

Istnieje bowiem pewne błędne pojęcie ekumenizmu. Wtym rozumieniu "ekumeniczne" byłoby każde pojawienie się wśród nas przedstawiciela jakiegokolwiek wyznania chrześcijańskiego ijakakolwiek forma spotkania znim, niezależnie od późniejszych rezultatów. Dla zilustrowania skutków takiego pojęcia ekumenizmu podajmy przykład. Oto wiadomość zprasy: "Wspólnota Ruchu Odnowy wDuchu Świętym opuściła Kościół rzymskokatolicki. Liczy kilkaset osób, niewiele mniej niż pół roku temu. Zarejestrowała się jako Kościół Chrześcijański". Oto inna wiadomość zBiuletynu KAI: "Grupa, która wywodzi się zkatolickiego ruchu Odnowy wDuchu Świętym, zarejestrowała się wUrzędzie Miasta jako Stowarzyszenie Chrześcijańskie. Biskup ostrzega: przynależność do Stowarzyszenia jest równoznaczna zdobrowolnym odejściem od Kościoła katolickiego".

Większość członków tak powstałych "wolnych Kościołów" poznała Ojca, przyjęła Jezusa jako Pana iZbawiciela izostała napełniona Duchem wKościele katolickim, wtym samym Kościele katolickim "zakosztowała wspaniałości słowa Bożego imocy przyszłego wieku" (Hbr 6, 5), idopiero tak uformowana przeszła do nowych wspólnot wyznaniowych. Ludzie tacy wskutek stopniowej zmiany sposobu myślenia nie odczuwają niczego niestosownego wtakim przebiegu wydarzeń, anawet, prawdę mówiąc, nie widzą wtym nic specjalnie dramatycznego. Wszystko tojawi się im jako forma uprawnionej wędrówki duchowej iwitane bywa jako bardzo "ekumeniczne". Oto jak relacjonuje taki proces jeden zuczestników:

"Około dwudziestoosobowa grupka ludzi poczuła prowadzenie, by założyć niezależny kościół. Wten sposób powstała Społeczność Chrześcijańska. Co prawda, po pierwszej fali prześladowań pozostało około dziesięciu członków, aleza tobyli tobardzo entuzjastycznie nastawieni wierzący, aco najważniejsze - rozkochani wJezusie. Warto przy tej okazji wspomnieć, iż mimo faktu, żedziś Społeczność ta już nie istnieje, członkowie jej są aktywnymi członkami rozwijających się kościołów [niekatolickich]. Chwała Jezusowi, tonaprawdę bardzo budujące!"

Różne rzeczy wydają się różnym ludziom budujące. Warto więc pamiętać otym, co pragnie zbudować znas sam założyciel Kościoła, Jezus Chrystus: "Żyjąc prawdziwie wmiłości sprawmy, by wszystko rosło ku Temu, który jest Głową - ku Chrystusowi. ZNiego całe Ciało - zespalane iutrzymywane włączności dzięki całej więzi umacniającej każdy zczłonków stosownie do jego miary - przyczynia sobie wzrostu dla budowania siebie wmiłości" (Ef 4, 15-16). Dlatego spotkanie międzywyznaniowe, które przynosi mniej jedności, niż było jej poprzednio, nie zasługuje na nazwę "ekumeniczne". Zgodnie zprostym sensem słów, których definicje łatwo znaleźć wencyklopedii, jest ono wtedy "antyekumeniczne".

c. "Każdy zwas mówi: 'Ja jestem Pawła, aja Apollosa; ja jestem Kefasa, aja Chrystusa'"

Obecna sytuacja podzielonego chrześcijaństwa nie jest czymś absolutnie nowym. Prawdę mówiąc, istniała od samego początku historii wspólnoty chrześcijan idlatego od pierwszych dziesięcioleci istnienia Kościoła był potrzebny ekumeniczny wysiłek tworzenia jedności. "Zdarzają się między wami spory. Myślę otym, co każdy zwas mówi: "Ja jestem Pawła, aja Apollosa; ja jestem Kefasa, aja Chrystusa". Czyż Chrystus jest podzielony?" (1 Kor 1, 12-13).

Z tego powodu ekumenizm nie jest, jak błędnie rozumieją toniektórzy, każdym spotykaniem się chrześcijan różnych wyznań. Określenie toprzysługuje tylko takiemu rodzajowi spotkań, który owocuje wzrostem jedności. "Jeśli jest między wami zawiść iniezgoda, toczyż nie jesteście cieleśni inie postępujecie tylko po ludzku?" (1 Kor 3, 3). Ekumenizm jest, jak sformułował toJan Paweł II"ruchem ku jedności", auczestniczą wnim ludzie "w społecznościach, wktórych Ewangelię usłyszeli ioktórych każdy mówi, żetojego własny iBoży Kościół". Chociaż toprzekonanie znatury rzeczy rodzi możliwość konfliktu, tojednak - przypomina papież - "wszyscy tęsknią za jednym iwidzialnym Kościołem Bożym, który by był naprawdę powszechny imiał posłannictwo do całego świata, aby ten świat zwrócił się do Ewangelii iwten sposób zyskał zbawienie na chwałę Bożą". Określenie "katolicki" znaczy przecież po grecku "powszechny".

Bez dogłębnego zrozumienia tej biblijnej prawdy pod hasłem ekumenizmu może następować dalsze rozbicie chrześcijaństwa, awięc faktyczny... antyekumenizm!

d. "Wzbudził wicher burzliwy ispiętrzył fale"

Zilustrujmy raz jeszcze ten problem. Dostajemy czasem pocztówkę zpozdrowieniami znad morza. Dla szczura lądowego bywa towielka atrakcja. Często widokówka taka przedstawia toń oświetloną promieniami zachodzącego słońca. Spiętrzone potężnym tchnieniem wiatru fale niosą niepowstrzymaną, zdawałoby się, energię.

Z drugiej strony - piaszczysta plaża. Awzdłuż niej dzieło ludzi, którzy postanowili udaremnić moc fali. Rzecz ciekawa: ci, którzy chcieli przeciwstawić się potężnej mocy tchnienia wichru wcielonej wfale, nie uciekli się do gigantycznych murów anistalowych zapór. Postanowili przeciwstawić fali słabiutką, wydawałoby się, przeszkodę. Drewniany słupek. Cóż on może wobec gnanej wichrem potęgi? Aleza jednym słupkiem stoi drugi itrzeci... Cały rząd. Aobok drugi rząd itrzeci takich samych słupków. Fala wyhamowuje malutką część energii na pierwszej przeszkodzie, apotem na drugiej ikolejnej. Kiedy wreszcie dociera do brzegu, została już unieszkodliwiona. Potęga, która mogła zmieniać kształt brzegu, wdzierać się wgłęboko wląd, zamieniła się wbezsilny chlupot: bezskutecznie obmywa piasek. Został rozbrojona, unieszkodliwiona, pozbawiona mocy. Jaką metodą? Poprzez podział energii ciosu fali na coraz więcej iwięcej odosobnionych uderzeń. Metoda nieodmienne skuteczna.

"Wiatr wieje tam, gdzie chcesz, iszum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi idokąd podąża. Tak jest zkażdym, który narodził się zDucha" (J 3, 8). Zdarzało się już whistorii, żepowiew Ducha Świętego spiętrzył fale tak, żedokonywały się wielkie zwycięstwa Boże. "Wiatr wschodni wiał przez całą noc. Fale zatopiły rydwany ijeźdźców całego wojska faraona. Izraelici widzieli wielkie dzieło, którego dokonał Pan" (por. Wj 14, 21. 28. 31). "Powiedział iwzbudził wicher burzliwy, ispiętrzył jego fale" (Ps 107, 25).

W XX wieku jesteśmy wszczególny sposób świadkami, jak wśród wielu chrześcijan wieje zmocą wiatr Ducha Świętego. Dlaczego? Tobardzo proste: "Ojciec znieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą" (Łk 11, 13). Awiek dwudziesty stał się widownią coraz mocniejszego wołania oDucha. Na naszej polskiej ziemi kulminacją tego było pamiętne wołanie Jana Pawła IIz1979 roku: "Niech przyjdzie Duch Twój iodmieni oblicze ziemi: tej ziemi". Bóg wodpowiedzi tchnął ispiętrzył fale nowej ewangelizacji "udaremniające wszelkie ukryte knowania" (por. 2 Kor 10, 4).

Nie chodzi tu tylko opolityczne zwycięstwa aniowywyższanie jednych stronnictw społecznych nad drugie. Chodzi ozwycięstwo nad bezbożnością, beznadzieją, niewiarą, grzechem - tym wszystkim, co wBiblii symbolicznie nazywa się Babilonem, Tyrem, Egiptem, Sodomą: "Ja, Pan, jestem przeciw tobie. Sprawię, że[...] nadpłyną falami jak morze izburzą mury Tyru" (Ez 26, 3). Pan chciał powiedzieć wszelkiej twierdzy szatana: "zostałeś rozbity przez morskie fale" (Ez 27, 34).

Cóż może stanąć na przeszkodzie potędze fali wzbudzonej wiatrem Ducha Świętego? Jakiej wielkiej potęgi wymagałoby, aby stanąć jej wprost na drodze itym sposobem ją obłaskawić, unieszkodliwić, udaremnić? Przeciwnik zamiaru Bożego nie dysponuje taką siłą. Alemoże tozrobić zupełnie inną metodą. Jak?

Można rozdzielić energię fali wzbudzonej przez Ducha wśród chrześcijan na stronnictwa, frakcje, opcje, skierować jej energię na wewnętrzne spory, podejrzenia, zatargi, skanalizować uruchomione moce na zwalczanie "wroga", który odmiennie zrozumiał pewien werset biblijny. Zapewne ugrzęźnie przy tym wiele ludzkiego zapału idobrej woli. Efekt będzie miły sercu Przeciwnika: zamiast potężnej fali nawróceń izdobywania środowisk dla Jezusa, usłyszymy nieszkodliwy chlupot.

Powróćmy od ilustracji do konkretnej rzeczywistości związanej zproblemem ekumenizmu. Jedenaście lat temu odbył się wLondynie pierwszy "Marsz dla Jezusa", czylipubliczna manifestacja rozentuzjazmowanych chrześcijan ku chwale Bożej na ulicach miasta. Potem stał się marszem międzynarodowym, aznowu po kilku latach stał się marszem światowym. Do Polski - Wrocławia, Warszawy, Gdańska - świeżość Marszu wtargnęła w1992 r. W1993 roku wsamym Wrocławiu wentuzjastycznym pochodzie uczestniczyło 4,5 tysiąca wierzących. Była topotężna fala chwały Bożej przetaczająca się przez miasto.

W latach 1994 i1995 - "Marsze dla Jezusa" wPolsce były, choć trzeba by raczej powiedzieć - jeszcze były. Potem zdarzył się jeszcze jeden czydrugi, alejuż nie jako "Marsze jedności", alejako "Marsze podziału". Zimponującej liczby uczestników sprzed pięciu lat ostali się nieliczni. Zinternetowej strony Marszu można się było wtedy dowiedzieć osytuacji wPolsce: "były mury między Kościołami". Zamiast gromkiego uderzenia potężnej fali słychać było chlupot. Anajwiększą masową imprezą uliczną wnaszej części Europy stał się tymczasem - też przed niewielu laty zapoczątkowany - marsz ku czci całkiem innej "miłości": berlińska "Love Parade". Impreza ta jest zdobna wmasowe używanie narkotyków ireklamę homoseksualizmu. Tonie marsze chrześcijańskie, ata właśnie doroczna parada szczyci się dziś milionem uczestników. Wniosek? Ktoś tu odniósł nad kimś zwycięstwo (mamy nadzieję oczywiście, żetymczasowe!)

Tym bardziej warto więc cieszyć się tym, co Bogu udaje się zdziałać ku pojednaniu chrześcijan pomimo ludzkiej słabości. Czasem są towydarzenia na wielką skalę, jak choćby wspólna, protestancko-katolicka deklaracja sprzed kilku lat ogłoszona wUSA pod hasłem Ewangelicy ikatolicy ku Trzeciemu Tysiącleciu. Czasem znowu udaje się zrobić coś ku budowaniu lokalnej jedności, jak na przykład zorganizować wspólną modlitwę chrześcijan: katolików ibraci zKościoła ewangelicko-augsburskiego na czuwaniu przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego.

Trzeba się tym cieszyć, bo przecież nie chodzi oto, aby pozornie "zdobyć dla Chrystusa" tych, co już wcześniej zostali zdobyci, tyle tylko, że... winnej (niewłaściwej?) wspólnocie chrześcijańskiej. Chodzi oprawdziwe zdobywanie dla Pana niezdobytych. Atakże owzajemne wzbogacenie się tym, co Bóg zechciał ze szczególną wyrazistością objawić wkażdej wspólnocie chrześcijan - na pewno po to, aby iinni mogli mieć wtym udział.

 

III. Sakramenty? Od kiedy!?
„:Na skale czy na piasku?” – KS. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI

 

Sakramenty

Znaki ufności wobietnice Słowa

Biblia zawiera cały szereg obietnic Bożych. WStarym Testamencie większość znich odnosi się doizraelskiego Narodu Wybranego, awNowym rozszerzają się one na członków ludu Bożego Nowego Przymierza, czylina Kościół. Obietnice te mogą dotyczyć obecności Bożych Osób wsercu wierzącego chrześcijanina: "Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, aOjciec mój umiłuje go, iprzyjdziemy doniego, ibędziemy uniego przebywać" (J 14, 23). Mogą dotyczyć losów człowieka po śmierci: "Kto we Mnie wierzy, choćby iumarł, żyć będzie" (J 11, 25). Dlatego Pismo św. można śmiało nazwać "Księgą Bożych Obietnic".

Pośród obietnic danych przez Jezusa Chrystusa lubprzekazanych nam przez Jego Apostołów na kartach Pisma św. są itakie, które związane są zpewnymi gestami lubznakami. Jeśli chrześcijanin pełen wiary wniezmienność Bożych obietnic ipełen ufności wzapewnienia dane nam wSłowie Bożym zastosuje się dobiblijnych poleceń, może mieć pewność, żeBóg dotrzyma danego słowa iudzieli obiecanej łaski. Biblijny chrześcijanin opiera swoje życie nie tylko na czytaniu Słowa, aleina wprowadzaniu go wżycie. "Nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi sami siebie"; nie może być tak, żektoś "przysłuchuje się tylko słowu, anie wypełnia go" (Jk 1, 22-23). Wypełnianie Słowa tomiędzy innymi wiara wobietnice Jezusa dotyczące kilku gestów lubznaków. Zbiegiem czasu zaczęto te znaki określać wspólnie zapomocą zbiorczej nazwy "sakramenty". Chodzi tu na przykład ochrzest lubEucharystię. Jest tych znaków jednak więcej, dlatego przyjrzyjmy się im po kolei isystematycznie.

a. Siedem biblijnych obietnic

- Obietnica chrztu

Pierwszym ztych znaków jest chrzest. Jest towidzialny znak, zewnętrzny gest nazywany wPiśmie "obmyciem wodą" (Ef 5, 26). Ze znakiem tym jest związana bardzo jasna biblijna obietnica zgładzenia grzechów iotwarcia bramy doKrólestwa: "Jeśli ktoś się nie narodzi zwody izDucha, nie może wejść doKrólestwa Bożego" (J 3, 5). Jest też zawarte wBiblii wyraźne polecenie Jezusa Chrystusa, aby Kościół wykonywał ten znak: "Idźcie inauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu wimię Ojca iSyna iDucha Świętego" (Mt 28, 19). Posłuszni temu nauczaniu Zbawiciela Apostołowie wprowadzali je wżycie. Mówili otym, żeJezus chce Kościół "uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo [...] aby był święty inieskalany" (Ef 5, 26-27). Mówili też: "Niech każdy zwas ochrzci się wimię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, aweźmiecie wdarze Ducha Świętego" (Dz 2, 28). Wiara wniezmienność Bożych obietnic poświadczonych na piśmie wBiblii wyraża się więc najpierw wpotrzebie przyjęcia chrztu przez każdego, kto będzie szedł przez życie chrześcijańską drogą.

- Obietnica Eucharystii

Drugim znakiem, który domaga się naszej niezłomnej wiary wbiblijne obietnice, jest Eucharystia. Itu mamy doczynienia zczymś widzialnym, namacalnym: Jezus "wziął chleb", apotem "wziął kielich" (Łk 22, 19-20). Związał też ztym znakiem niezwykłą obietnicę: "Kto spożywa moje Ciało ipije moją Krew, ma życie wieczne, aJa go wskrzeszę wdniu ostatecznym" (J 6, 54). Dodał zaraz potem polecenie wykonywania tego znaku przez chrześcijan: "To czyńcie na moją pamiątkę" (Łk 22, 19). Apostołowie uwierzyli oczywiście wto, co przyobiecał im Chrystus, istosowali się dotego. Św. Paweł pisał: "otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem: Pan Jezus wziął chleb irzekł: tojest Ciało moje" (1 Kor 11, 23-24).

- Obietnica umocnienia, czylibierzmowania

Ta nieco mało czytelna dziś nazwa - "bierzmowanie" - oznacza mniej więcej tosamo, co "umocnienie". Wtym przypadku Pan Jezus nie posłużył się jako znakiem żadną materialną rzeczą, alegestem człowieka. Wiemy otym, ponieważ czytamy, żeApostołowie modląc się oDucha Świętego "wkładali ręce" (Dz 8, 17). Wierzyli bowiem wobietnicę, którą dał im Zbawiciel: "Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc ibędziecie moimi świadkami" (Dz 1, 8). Jakkolwiek nie zapisano wBiblii wprost polecenia wykonywania gestu nakładania rąk dla otrzymania umocnienia przez Ducha Świętego, tojednak - skoro Apostołowie tak robili - zpewnością polecenie takie było, choć go wyraźnie nie zanotowano. Nauka o"wkładaniu rąk" (Hbr 6, 2) należy przecież dofundamentów wiary idlatego właśnie "Apostołowie wkładali na nich ręce" (Dz 8, 17), a"kiedy Paweł włożył na nich ręce, Duch Święty zstąpił na nich" (Dz 19, 6).

- Obietnica odpuszczenia grzechów

W tym przypadku widzialnym znakiem jest wyznanie grzechów drugiemu człowiekowi: "przychodziło wielu wierzących wyznając iujawniając swoje uczynki" (Dz 19, 18). Czynili tak, gdyż znali obietnicę związaną ztym przez Pana Jezusa: "Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone" (J 20, 22-23). Wtych samych słowach Ewangelii Janowej Biblia zawiera też polecenie wykonywania tego znaku zwiarą wmiłosierdzie Boże dla uzyskania odpuszczenia grzechu. Nic więc dziwnego, żepierwsi uczniowie wyznawali swoje grzechy innym wierzącym: "wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy" (Jk 5, 16). Po prostu wierzyli, żeBóg jest wierny swojej obietnicy: "Jeśli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny isprawiedliwy odpuści je nam" (1 J 1, 9).

- Obietnica namaszczenia chorych

W przypadku tego znaku znowu mamy doczynienia zczymś namacalnym imaterialnym. Biblia nazywa to"namaszczeniem olejem" (Jk 5, 14). Ma ono moc, jeśli wierzy się obietnicy zawartej wSłowie Bożym: "modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem iPan go podźwignie" (Jk 5, 14). Pismo św. zawiera też ewidentne polecenie stosowania tego znaku: "Choruje kto wśród was? Niech sprowadzi prezbiterów Kościoła, by się modlili nad nim inamaścili go olejem wimię Pana" (Jk 5, 14). Ztych samych słów widać, żepierwsi uczniowie tak właśnie czynili wprzypadku chorób we wspólnocie wierzących.

Następne dwa biblijne znaki związane zobietnicami Bożymi są całkiem innego rodzaju. Nie polegają na jakimś pojedynczym geście albona konkretnej, materialnej "rzeczy", którą Jezus Chrystus polecił zwiarą stosować. Polegają na całym chrześcijańskim życiu: życiu małżeńskim albożyciu pasterza, czyliprezbitera. Czasem stosujemy dodrugiego ztych znaków bardziej dziś zrozumiałą nazwę "kapłan" zamiast mniej zrozumiałego, pochodzącego zgreki słowa "prezbiter".

- Obietnica dla małżonków chrześcijańskich

Widzialnym znakiem jest tutaj dwoje ludzi połączonych przez całe życie węzłem małżeńskim, mąż iżona. Mają zagwarantowaną biblijną obietnicę złączenia ich przez Boga: "co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela" (Mt 19, 6). Apostołowie polecali zawierać małżeństwa zgodnie zwiarą: "może poślubić kogo chce, byleby wPanu" (1 Kor 7, 39). Dlatego właśnie, wierząc Jezusowi, tak rozumieli małżeństwo zawarte przez chrześcijan itak nauczali uczniów: "opuści człowiek ojca imatkę, apołączy się zżoną swoją [...] tajemnica towielka, aja mówię wodniesieniu doChrystusa iKościoła" (Ef 5, 31-32).

- Obietnica dla wspólnoty chrześcijańskiej (kapłaństwo)

Znakiem widzialnym jest tu konkretna osoba: apostoł, prezbiter (po grecku: "starszy") lubbiskup (po grecku: "nadzorujący"). Czytamy onich wPiśmie św. Oto Apostoł Paweł "wezwał starszych" ipowiedział im "uważajcie na stado, nad którym Duch Święty ustanowił was biskupami" (Dz 20, 28). Paweł iBarnaba "w każdym Kościele wśród modlitw ipostów ustanowili im starszych" (Dz 14, 23). Owi "starsi" nosili wsobie obietnicę samego Jezusa: "kto was słucha, Mnie słucha, akto wami gardzi, Mną gardzi" (Łk 10, 16). Aby pełnić funkcję prezbitera lubbiskupa nie wystarczyło po prostu być chrześcijaninem, nawet wiernym uczniem Jezusa, alenależało być specjalnie dołączonym dotego grona mocą decyzji pozostałych Apostołów: "trzeba, aby jeden ztych, którzy towarzyszyli nam [...] stał się znami świadkiem jego zmartwychwstania [...] ilos padł na Macieja" (Dz 1, 21 i26). Maciej dopiero po specjalnym obrzędzie dołączenia dogrona Dwunastu stał się członkiem zespołu Apostołów, mimo żeod początku towarzyszył jako uczeń Jezusowi. Nazywamy todzisiaj "święceniami".

b. Wiara wsakrament czyliwiara wSłowo Boże

Grupa zwyczajów modlitewnych opisanych wyżej obejmuje siedem znaków lubgestów. Wszystkie one charakteryzują się czymś bardzo szczególnym, amianowicie trzema cechami.

Po pierwsze, każdy znich jest widzialnym znakiem. Po drugie, zkażdym znich jest związana wyraźna obietnica biblijna orazpoświadczone jasno wPiśmie św. polecenie wykonywania go lubwprowadzania wżycie. Po trzecie, Biblia opisuje też wyraźnie, żeznaki te były faktycznie wykonywane przez Apostołów lubich uczniów. Niektóre znich już od starożytności nazywano "sakramentami", co znaczyło po łacinie "tajemnice wiary".

Samo słowo "sakrament" - jak widać więc - tonazwa wymyślona wpóźniejszych wiekach, na określenie czegoś, co polecone zostało wPiśmie św. istosowane było od zawsze wśród wierzących wKościele. Jeszcze później, bo dopiero od średniowiecza mówiono wprost o"siedmiu sakramentach". Jeśli kogoś dziwi fakt, żenazwa ta pochodzi ztak późnego okresu, towarto dodać dla porównania, żedopiero około 170 roku wymyślono nazwę "Nowy Testament" na określenie drugiej części chrześcijańskich Pism. Czytoznaczy, żeNowy Testament wcześniej nie istniał? Istniał, tyle żebez specjalnej nazwy. Najpierw istnieje rzeczywistość, adopiero potem można ją nazwać. Tak uczyniono po stu latach zbiblijnymi księgami chrześcijańskimi: nazwano je Nowym Testamentem. Tak też uczyniono po kilku (lub - winnych przypadkach - po kilkunastu) wiekach zgestami, zktórymi Jezus związał wPiśmie św. specjalne obietnice: nazwano je "sakramentami".

 

Trzy sakramenty - chrzest, Wieczerza Pańska, namaszczenie chorych - są dosiebie podobne wwykorzystaniu elementu materialnego: woda, chleb iwino, olej. Elementy te są zaczerpnięte ze starotestamentowych zwyczajów judaistycznych, znadaną im przez Jezusa nową mocą zbawczą. Wchrzcie jest tousprawiedliwienie (zamiast dawnego rytualnego obmycia); wEucharystii zjednoczenie zPanem (zamiast świątecznego posiłku paschalnego, który obdarowywał mocą zbawczej nocy Wyjścia zEgiptu), wnamaszczeniu chorych - podźwignięcie duchowe lubcielesne (zamiast symbolicznego wzmocnienia).

Dwa następne sakramenty, bierzmowanie ipojednanie grzesznika zBogiem są podobne dosiebie wwykorzystaniu ludzkiego gestu: nałożenia rąk iwyznania grzechów. Gesty te również zaczerpnięte są ze zwyczajów Izraela, aleJezus związał znim zupełnie nowe obietnice.

Kolejne dwa sakramenty, małżeństwo ikapłaństwo (czyli prezbiterat pasterzy Kościoła) są podobne wtym, żeznakiem staje się stan całego życia chrześcijanina. Podobny stan istniał już wIzraelu, alewchrześcijaństwie ma nowe znaczenie inową moc nadaną przez Jezusa Chrystusa.

Wiara wskuteczną moc sakramentu jest dokładnie tym samym, co wiara wobietnice Boże poświadczone na piśmie wBiblii. Jak powiedział ktoś bardzo trafnie ikrótko zarazem: "Jezus obiecał, ja uwierzyłem, torozwiązuje mój problem". Jest tonajlepsze streszczenia wiary dotyczące tych znaków biblijnych, które dziś nazywamy sakramentami.

Chrzest:

Jak poczuć się narodzonym na nowo ibyć wzgodzie zBiblią

Tytuł pewnej wydanej całkiem niedawno książki sugeruje niedwuznacznie, żeduchowa bliskość Rzymu niespecjalnie sprzyja zbliżaniu się doBoga. Mianowicie: im bliżej człowiekowi doBoga, tym dalej od papieskiego Rzymu. Ztekstu wynika jednak, żejest na torada: "nowe narodzenie". Wtedy, podobno, opierając się na "solidnej, biblijnej teologii" będzie można "podążać zaJezusem, zdecydować się na porzucenie tradycji ludzkich iopowiedzieć się zaPrawdą objawioną wBiblii".

Często możemy dziś spotkać się zbardzo szczególnym użyciem terminu "nowe narodzenie". Oto ktoś poszedł na spotkanie ewangelizacyjne, wysłuchał wezwania do"odrodzenia" ido"przyjęcia Jezusa Chrystusa jako Pana iZbawiciela" wtakiej formie: "Jeśli uwierzysz wJezusa iuwierzysz, żeOn umarł zatwoje grzechy - narodzisz się na nowo". Następnie przewodniczący spotkania recytuje odpowiednią modlitwę, chętni powtarzają ją zanim, ana końcu słyszą: "Jesteście teraz zbawieni inarodzeni na nowo". Czyprowadzący spotkanie miał rację iczytak naucza Pismo św.?

a. "Nowo narodzony chrześcijanin" czy"ochrzczony katolik"?

W USA bardzo znaczny procent chrześcijan protestanckich nazywa samych siebie "chrześcijanami narodzonymi na nowo". Nie inaczej jest tam wśród katolików, zktórych takie miano nowo narodzonych przypisuje sobie przynajmniej kilka milionów wiernych. Terminologia ta coraz popularniejsza staje się także wPolsce. Pojawiają się pytania: Kto właściwie jest narodzony na nowo? Czykatolik może być "nowo narodzonym chrześcijaninem"? Aco ztymi, którzy proponują gorliwym od wielu lat katolikom "nowe narodzenie" zapomocą jednej formułki (a potem może wypisanie się zKościoła katolickiego)? Ijaki towszystko ma związek zchrztem?

Nie są topytania marginalne. Sama Biblia napomina nas, żechodzi tu osamo centrum naszego chrześcijaństwa. "Podstawowe nauki oChrystusie", nazywane też "fundamentem" sformułowane są wPiśmie św. tak: "nawrócenie zuczynków martwych iwiara wBoga; nauka ochrztach iwkładaniu rąk; opowstaniu zmartwych isądzie wiecznym" (Hbr 6, 1-2). Pomiędzy tym, co najważniejsze, jest więc też nauczanie ochrztach. Potrzebę poruszenia tego tematu widać dziś wyraźnie. Powstają całe książki onawróceniu, otym jak ikto został chrześcijaninem, iczasem anisłowa wnich ochrzcie! Czyżby budowano dom chrześcijańskiego życia bez fundamentu?

Kiedy Jezus mówi o"powtórnym narodzeniu" (J 3, 5 i7), używa greckiego słowa, które można przetłumaczyć "z wysoka". Ma towięc być "nowe narodzenie" czy"narodzenie zwysoka". Nie jest ono według tego tekstu możliwe bez wody, podobnie jak niemożliwe jest bez Ducha Świętego: "Jeśli się ktoś nie narodzi zwody izDucha..." (J 3, 5). Sam Jezus zApostołami potwierdził tozresztą zaraz potem swoimi czynami: "Jezus iuczniowie Jego udali się doziemi judzkiej. Tam znimi przebywał iudzielał chrztu" (J 3, 22).

Termin "odrodzenie" wsensie czegoś, co może nastąpić wżyciu człowieka szukającego Boga, występuje wBiblii wLiście doTytusa. Również tam zawiera oczywiste aluzje dowody: "obmycie odradzające iodnawiające wDuchu Świętym" (Tt 3, 5). Inne sposoby użycia tej terminologii są raczej ogólniejsze: "nowe życie" związane oczywiście zchrztem (Rz 6, 3-4) oraz"obrzezanie serca" będące wynikiem chrztu (Kol 2, 11-12).

Tak rozumieli toApostołowie: pierwsze "spotkanie ewangelizacyjne" prowadzone przez Piotra zakończyło się przypomnieniem obietnic, jakie czynił Jezus, abyły toobietnice dotyczące chrztu: "Nawróćcie się iniech każdy zwas ochrzci się wimię Jezusa Chrystusa, aweźmiecie wdarze Ducha Świętego" (Dz 2, 38). Dokładnie tosamo powiedział też Ananiasz świeżo nawróconemu Szawłowi: "Ochrzcij się iobmyj ztwoich grzechów, wzywając Jego imienia" (Dz 22, 16). WNowym Testamencie nazwa "nowe narodzenie" oznacza skutek chrztu przyjętego zwiarą.

b. Fundament sakramentalnego chrztu wodą

Konieczność chrztu wynika najpierw zpodstawowego dogmatu chrześcijaństwa, mianowicie zwiary wistnienie powszechnego grzechu pierworodnego. Aoto znaczenie tej prawdy wiary: "Wszyscy zgrzeszyli ipozbawieni są chwały Bożej, adostępują usprawiedliwienia zadarmo, zJego łaski" (Rz 3, 23-24). Oprócz wiary Pismo św. wspomina wodę jako potrzebną dozbawienia: "[woda] ratuje was we chrzcie nie przez obmycie brudu cielesnego, aleprzez zwróconą doBoga prośbę odobre sumienie" (1 P 3, 21). Sprawa jest na tyle ważna, żePan Jezus powiedział najpierw od strony negatywnej: "Jeśli się ktoś nie narodzi zwody izDucha, nie może wejść dokrólestwa Bożego" (J 3, 5), apotem od strony pozytywnej: "Kto uwierzy iprzyjmie chrzest, będzie zbawiony" (Mk 16, 16).

Chrystus przekazał Kościołowi jako jedno zgłównych zadań ewangelizację mającą prowadzić dowiary idochrztu: "Nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu wimię Ojca iSyna, iDucha Świętego" (Mt 28, 19). Dokładnie tak zrozumieli toApostołowie iich bezpośredni uczniowie. Pewnemu człowiekowi "Filip opowiedział Dobrą Nowinę oJezusie". Jaka była reakcja człowieka, który dobrze zrozumiał chrześcijaństwo? Zapytał: "Cóż przeszkadza, abym został ochrzczony?" Ajaki jest dowód, żewłaśnie otochodziło wewangelizacji? Filip "ochrzcił go; akiedy wyszli zwody, Duch Pański porwał Filipa" (Dz 8, 35-39).

Chrzest obmywa zgrzechu iwłącza doświętego Kościoła, "uruchamia" moc zbawienia: "Chrystus umiłował Kościół iwydał zaniego siebie samego, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czyzmarszczki, lecz aby był święty inieskalany" (Ef 5, 25-27).

Nowe życie zaczyna się wchrzcie, zczego wynika logiczny wniosek, żechrzest jest narodzeniem na nowo. "Przez chrzest zanurzający nas wśmierć zostaliśmy razem zNim pogrzebani po to, abyśmy imy wkroczyli wnowe życie" (Rz 6, 4).

c. Chrzest dzieci?

W Nowym Testamencie opisany jest chrzest dorosłych. Aco zdziećmi iznaszym własnym chrztem, który zwykle miał miejsce wniemowlęctwie? Biblijne obietnice związane zchrztem obejmują wjakiś sposób dzieci. "Niech każdy zwas się ochrzci: bo dla was jest obietnica idla dzieci waszych" (Dz 2, 38-39). Obyczaj chrzczenia małych dzieci nie jest dogmatem. Praktycznie byłoby możliwe, aby chrzcić raczej dorosłych (w wielu kościołach lokalnych wstarożytności był taki zwyczaj ibyć może zwyczaj ten kiedyś powróci). Jednak można chrzcić również dzieci ijest tobardzo pożyteczne.

Czy chrzest dzieci jest potrzebny? Skoro "przestępstwo jednego [Adama] sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający" (Rz 5, 18) i"przez nieposłuszeństwo jednego człowieka [Adama] wszyscy stali się grzesznikami" (Rz 5, 19), topewnie ten rodzaj grzechu dotyczy także dzieci. Jak wszyscy, towszyscy. Pismo uczy nas, że"wszyscy zgrzeszyli ipozbawieni są chwały Bożej" (Rz 3, 23). Nie chodzi tu tylko okonkretne czyny grzeszne, których dzieci popełniać nie mogą, aleogrzech płynący zprzynależności dorodziny ludzkiej. Dowodem na to, żedzieci przychodzą na świat obciążone skutkami grzechu jest to, żepodlegają śmierci: "śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli" (Rz 5, 12). Nazywamy totradycyjnie "grzechem pierworodnym". Chyba więc roztropnie jest zadbać oto, aby dziecko zostało ztego grzechu Adama uwolnione!

Niektórzy mają ztym spore problemy ikoniecznie chcą, aby chrzest był udzielany tylko dorosłym. Mówią: "przecież małe dziecko nie ma wiary inie może uczynić niczego, aby łaskę chrztu przyjąć". Właśnie wchrzcie małych dzieci mamy doczynienia zklasycznym przypadkiem zapoczątkowania zbawienia zczystej łaski. Dziecko nic nie może uczynić, ałaska itak doniego dociera. "A topochodzi nie od was, lecz jest darem Boga, nie zuczynków, aby się nikt nie chlubił" (Ef 2, 8-9). Jeśli człowiek jest dorosły, dzieje się toprzez akt wiary tego człowieka (Ef 2, 8), ajeśli jest dzieckiem dar łaski jest zupełny, nie ma nic ze strony człowieka, co mogłoby taką dobroć Boga wytłumaczyć, nic, czym człowiek mógłby się chlubić.

Ciekawym przypadkiem jest też nacisk kładziony czasem przez ludzi niechętnych Kościołowi katolickiemu na chrzest przez całkowite zanurzenie wwodzie iodrzucanie katolickiego chrztu jedynie przez polanie wodą jako "niebiblijnego". Oczywiście, najlepiej jest udzielać chrztu przez zanurzenie, aleczytylko taki sposób jest dobry iważny? Greckie słowo używane zPiśmie św. na oznaczenie czynności chrztu (baptisma) może oznaczać zanurzenie, alemoże też oznaczać polanie lubobmycie. Na przykład czytamy wEwangelii, żeŻydzi, gdy wrócą zrynku, nie jedzą, dopóki się nie "obmyją" (Mk 7, 4). Użyte tu słowo jest tym samym, którego używa się na określenie chrzczenia, achyba nikt nie myśli, żekażdy Żyd po każdym powrocie zrynku "zanurzał się"! Zdarzają się tacy, którzy chcą być bardziej papiescy niż papież. Są też tacy, którzy chcą być bardziej biblijni niż Biblia.

Można niekiedy nasłuchać się sporo otym, że"Biblia mówi, aby chrzcić przez zanurzenie". Kiedy jednak przychodzi dowskazania miejsca wBiblii, które mówi ozanurzeniu, odpowiedź bywa niełatwa. Prawda, żeJan Chrzciciel udzielał chrztu akurat wAinon, "ponieważ było tam wiele wody" (J 3, 23). Ibardzo możliwe jest, żewtej dużej ilości wody zanurzał, aleprzecież nie można także wykluczyć, żedużą ilością wody polewał. Nie znaczy to, żenie powinniśmy chrzcić, jeśli tomożliwe, przez zanurzenie. Powinniśmy. Tak zwykle czynią na przykład bracia prawosławni. Alemotywem tego jest raczej tradycja Kościoła, który tak wstarożytności postępował niż Biblia, która na ten temat nie wyraża się zbyt precyzyjnie.

d. "Poczuć się narodzonym na nowo"

Zadawane przez niektórych nowoczesnych głosicieli Ewangelii pytanie "Czy jesteś zbawiony?" ma wrzeczywistości mniej więcej taki sens: "czy miałbyś chęć poczuć się zbawionym?" Na przykład jedna zpretendujących dowierności Pismu św. broszur pod tytułem Nowe Narodzenie wymienia, czym owo narodzenie nie jest, amiędzy innymi "nie jest wodą chrztu". Aczym jest? "Jest przyjęciem Jezusa Chrystusa jako osobistego Zbawiciela, pokutując izwracając się doBoga całym sercem jak dziecko". Jakkolwiek bardzo pożyteczne jest przyjęcie Jezusa wraz zpokutą izwróceniem się doBoga toczyrzeczywiście Biblia nazywa tonowym narodzeniem?

Nie. Oczywiste jest ze wszystkich cytowanych wyżej tekstów, żebiblijne pojęcie nowego narodzenia jest związane zchrztem. Dlatego jeśli wzywa się nieochrzczonych doprzyjścia doPana, wymagane jest uwierzenie iochrzczenie się (Dz 2, 38). Jeśli natomiast wezwanie zwrócone jest doochrzczonych, tomusi zgodnie zBiblią brzmieć inaczej: "pamiętaj (dosł.: wspomnij) więc, jak wziąłeś iusłyszałeś, strzeż tego inawróć się" (Ap 3, 3). Wspomnij, jak wziąłeś co? - twój chrzest. Jak usłyszałeś co? - nauczanie chrześcijańskie, może jeszcze wdzieciństwie. Tego właśnie strzeż inawróć się. Chrztu powtórzyć nie można, gdyż chrzest jest absolutnie jeden: "Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest", tak jak "jeden jest Bóg" (Ef 4, 5-6). Można natomiast, będąc człowiekiem ochrzczonym, który daru chrztu dotej pory nie wykorzystywał, oddać wmodlitwie dziś życie Jezusowi przyjmując Go doserca jako Pana iZbawiciela, można dziś otworzyć serce na dar Ducha Świętego, na którego było się dotej pory zamkniętym. Iwten sposób, przez odnowioną wiarę, katolik może przyjąć radykalnie nowy dar zbawiającego Boga.

Dzieje się tak dlatego, żezdarza się nam czasem pewien kłopot. Aprawdę mówiąc, tojest on nawet niezmiernie częsty. Dar łaski chrztu może zostać zapomniany, wzgardzony, podeptany, zarzucony. Po wielu latach błądzenia na manowcach, amoże iżycia bez Boga, przychodzi opamiętanie. Awraz znim wątpliwość: czychrześcijanin może potrzebować nawrócenia? Jeśli ja radykalnego nawrócenia potrzebuję, tomoże wcale nie jestem chrześcijaninem, może dopiero od jutra będę mógł się nazywać chrześcijaninem, ibędę od tej pory mówić: "zostałem chrześcijaninem, gdyż się nawróciłem"? Jak ma przeżyć swoje nowe narodzenie ktoś, kto dawno, dawno temu przyjął chrzest, ateraz dopiero odkrywa moc zbawienia, potęgę Słowa Bożego iradość Ducha Świętego? CzyPismo św. zawiera receptę dla takich przypadków?

Tak. Odpowiedź znajdziemy wksiędze Apokalipsy, aszczególnie wrozdziale drugi itrzecim. Tekst księgi Apokalipsy (2, 1 - 3, 22) tosiedem listów skierowanych doróżnych chrześcijańskich Kościołów. Tekst wymienia obok cech pozytywnych najróżniejsze grzechy pierwotnych wspólnot kościelnych. Często zresztą znajdziemy podobne niewierności pośród współczesnych nam chrześcijan, niestety!

  • odstępstwo od pierwotnej gorliwości (Ap 2, 4);
  • trzymanie się "nauki Balaama" (posłuch dawany sektom nikolaitów) (Ap 2, 14);
  • niewierność wobec Boga, obojętność wobec fałszywego nauczania izwodzenia (Ap 2, 20);
  • noszenie imienia chrześcijańskiego, mimo żejest się wewnętrznie, czyliduchowo umarłym (Ap 3, 1);
  • obojętność religijna: zarzut, że"ani zimny, anigorący nie jesteś" (Ap 3, 15).

Nawet widząc duchową martwotę iniewierność takich letnich pseudowierzących, Jezus nie odmawia tym ludziom miana "chrześcijanina". Owszem są tochrześcijanie bardzo niedoskonali, alejednak chrześcijanie. Sam Jezus używa wobec nich sformułowania "Kościół": "Kościołowi wLaodycei napisz: [...] znam twoje czyny, żeanizimny, anigorący nie jesteś [...], jesteś letni ichcę cię wyrzucić zmych ust" (Ap 3, 14-16).

Wobec wszystkich grzechów chrześcijańskich Kościołów, wobec grzesznych iniewiernych chrześcijan, Jezus dyktujący owe zawarte wApokalipsie listy ma jedną tylko odpowiedź: "nawróć się" (Ap 2, 5; 2, 16; 3, 3). Wynika ztego, żeKościołowi jest potrzebne nieustanne nawrócenie. Ma ono postać odwrócenia się od grzechu, ponownego słuchania Słowa, przyjmowania wwierze Jezusa doswego życia ikorzystania zmocy Eucharystii: "Znam twoje czyny, żeś anizimny, anigorący [...] Nawróć się! Oto stoję udrzwi ikołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos idrzwi otworzy wejdę doniego ibędę znim wieczerzał, aon ze mną" (Ap 3, 15. 20).

Dlatego nie dziw się, jeśli mając lat szesnaście, dwadzieścia siedem, amoże nawet siedemdziesiąt usłyszysz od kogoś, żemasz przyjąć Jezusa jako swego Pana iZbawiciela. Po pierwsze, nie tłumacz się: jestem przecież ochrzczonym katolikiem bo członkowie Kościoła wLaodycei też byli ochrzczeni. Po drugie nie pytaj: czywobec tego moja dotychczasowa droga oznacza, żewogóle nie jestem chrześcijaninem? Raczej zapytaj sam siebie, czynie pasują dociebie słowa: "Znam twoje czyny, żeanizimny, anigorący nie jesteś". Izradością usłysz głos Jezusa stukającego dodrzwi iotwórz Mu. Tobędzie twoje nowe narodzenie według biblijnego wzoru przewidzianego dla letnich chrześcijan, według wzoru laodycejskiego. Nowe narodzenie, które wtym przypadku zawiera element tylko wewnętrznego nawrócenia dopełniającego chrztu sprzed lat, jako owoc przyniesie spełnienie obietnicy Jezusa: "wejdę doniego ibędę znim wieczerzał, aon ze mną".

Nie tłumacz się, żeprzecież "jestem wierzący" i"nikogo nie zabiłem aninie okradłem". Owierze bez miłości Boga ibez miłości drugiego człowieka mówi Pismo: "także izłe duchy wierzą idrżą" (Jk 2, 19). Aotrzymany kiedyś chrzest pozostanie dla ciebie fundamentem nadziei: "Przystąpmy zsercem prawym [...] obmyci na ciele wodą czystą; trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny zaufania jest ten, który dał obietnicę" (Hbr 10, 22-23).

Spowiedź:

Jeżeli wyznajemy nasze grzechy...

"Każdy, kto narodził się zBoga, nie grzeszy, gdyż trwa wnim nasienie Boże" (1 J 3, 9). Jakże pięknie brzmią te słowa obezgrzesznym chrześcijaninie tylko jak je pogodzić zdoświadczeniem życiowym, które zdaje się nam mówić coś całkiem innego! Jakkolwiek jesteśmy narodzonymi na nowo chrześcijanami, jesteśmy ochrzczeni wDuchu Świętym, chodzimy wświatłości iwyrwani zostaliśmy zkrólestwa ciemności tojednak grzeszymy! Denerwujemy się, bywamy złośliwi, ulegamy pokusie nieuczciwości, kłamstwa, niewierności. Jak jedno zdrugim pogodzić? Ico owiele ważniejsze jaką drogę Bóg ustanowił dla swojego ludu, aby nas oczyszczać zgrzechu? Wjaki sposób Biblia każe nam wyznawać grzech idostąpić oczyszczenia?

Na jednym zewangelizacyjnych obozów letnich jak donosił popularny tygodnik katolicki zdumionej młodzieży ogłoszono:

"Mamy dla was dobrą nowinę! Nie musicie spowiadać się przed człowiekiem! Biblia mówi, aby spowiadać się tylko osobiście przed samym Bogiem!"

Czy rzeczywiście tak jest? Czytak uczy Pismo św.? Jak naprawdę człowiek Nowego Testamentu ma dostąpić oczyszczającej mocy krwi Chrystusa? Jaki porządek ustanowił Bóg wswoim Słowie?

a. Chrześcijanin grzesznik

Może się zdarzyć, żechrześcijanin zgrzeszy. Nie powinno tak być, jest tozawsze jego osobistym odstępstwem ipopełnioną niegodziwością, aleBiblia uczy nas, żemusimy poważnie się liczyć wżyciu ztaką możliwością. Nie jest totylko teoria, aleniestety praktyka naszej codzienności: "Jeżeli mówimy, żenie mamy grzechu, tosamych siebie oszukujemy inie ma wnas prawdy" (1 J 1, 8).

Nie ma jednak takiej sytuacji grzechu, która byłaby dla człowieka wiary beznadziejna. Pismo św. zapewnia, żezawsze stoi przed nami droga ratunku: "Krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas zwszelkiego grzechu [...] Bóg jako wierny isprawiedliwy oczyści nas zwszelkiej nieprawości [...] mamy Rzecznika wobec Ojca, Jezusa Chrystusa Sprawiedliwego; On jest ofiarą przebłagalną zagrzechy całego świata" (1 J 1, 7-9; 2, 2). Każdy grzech, wszelki grzech, grzech całego świata znajduje swoje lekarstwo we Krwi Baranka, wmiłości Ojca, wobmyciu uzdrawiającym wDuchu Świętym.

Jak praktycznie wygląda dostęp dotej uzdrawiającej łaski? Co należy zrobić, aby jej dostąpić? Niechrześcijanin ma wtym celu uwierzyć iprzyjąć chrzest na odpuszczenie grzechów (Dz 2, 38). Agrzeszny chrześcijanin? "Jeśli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny isprawiedliwy odpuści je nam" (1 J 1, 9). Niezmiernie ważne jest więc wiedzieć, jak prawidłowo wyznawać swoje grzechy zgodnie ztym, co Bóg polecił wswoim Słowie.

b. Grzech powszedni

Istnieją takie grzechy, które są powszednią rzeczywistością życia, októrych Apostoł pisze: "Jeśli mówimy, żenie mamy grzechu, tosamych siebie oszukujemy inie ma wnas prawdy" (1 J 1, 8). Co tozagrzechy? Te, októrych uczył już Stary Testament: "prawy siedmiokroć upadnie iwstanie" (Prz 24, 16). Jest touleganie pokusom, słabościom iniedoskonałościom, od których nikt nie jest wolny. Nie był od tego wolny nawet św. Paweł: "Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, aleczynię zło, którego nie chcę [...] spostrzegam prawo inne, które podbija mnie wniewolę pod prawo grzechu" (Rz 7, 19-23).

Są togrzechy, które oczywiście obrażają Boga idomagają się nawrócenia ipoprawy, alenie mogą zerwać relacji zOjcem przez Jezusa wDuchu Świętym. Nie odbierają daru nowego życia zserca, ich owocem nie jest duchowa śmierć. "Każde bezprawie jest grzechem, są jednak grzechy, które nie sprowadzają śmierci" (1 J 5, 17).

Wzajemne wyznawanie grzechów imodlitwa wstawiennicza była polecaną przez Apostołów drogą odzyskiwania zdrowia duchowego (a często icielesnego), nadwątlonego chorobą grzechu: "Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden zadrugiego, byście odzyskali zdrowie; wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego" (Jk 5, 16). Podobnie nauczał Jan Apostoł: "Jeśli ktoś spostrzeże, żebrat popełnia grzech, który nie sprowadza śmierci, niech się modli, aprzywróci mu życie, mam na myśli tych, których grzech nie sprowadza śmierci" (1 J 5, 16).

Taki jest apostolski sposób dostępowania łaski oczyszczenia zgrzechów powszednich. Być może, towłaśnie czynili "wierzący, wyznając iujawniając swoje uczynki" wczasie posługiwania Pawła wEfezie (Dz 19, 18). Na pewno towłaśnie czynimy, ile razu na początku Mszy św. modlimy się słowami: "spowiadam się Bogu Wszechmogącemu iwam, bracia isiostry, żebardzo zgrzeszyłem [...] przeto błagam was, bracia isiostry, omodlitwę zamnie". Spowiadamy się zebranemu Kościołowi, zgromadzonym ludziom, znaszych powszednich grzechów, iprosimy ich omodlitwę zanas wtej sprawie. Na początku Eucharystii robimy dokładnie to, czego naucza Biblia.

Słyszeliście może otym, żepodobno "Biblia nie naucza chrześcijanina, by wyznawał swoje grzechy człowiekowi, aleby wyznawał je bezpośrednio Bogu"? Od dawna czekamy na odpowiednie dowody biblijne, które by potwierdziły tę opinię... Otóż prawda jest dokładnie odwrotna. Stary Testament rzeczywiście tak często uczy, aleTestament Nowy nie poleca wyznawania grzechów przez chrześcijanina bezpośrednio przed Bogiem, natomiast kilkakrotnie wspomina owyznawaniu ich przed ludźmi.

c. Grzech sprowadzający śmierć - śmiertelny

Istnieją jednak takie grzechy, które są zupełnie innego rodzaju. Jeśli chrześcijaninowi zdarzy się je popełnić, tonauczanie Biblii zmienia się wtedy radykalnie. Apostoł Jan mówi: "istnieje taki grzech, który sprowadza śmierć; wtakim wypadku nie polecam, aby się modlono" (1 J 5, 16).

Grzech śmiertelny nie podlega prostej modlitwie iprzeproszeniu Boga wsercu. Nie wystarczy, aby bracia isiostry pomodlili się zamnie. "Nie polecam, aby się modlono". Wobec takiego grzechu, zamiast wezwać domodlitwy przeproszenia, Biblia zaczyna przedstawiać jego grozę, anawet katastrofalne skutki:

"Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy po otrzymaniu pełnego poznania prawdy, tojuż nie ma dla nas ofiary przebłagalnej zagrzechy, alejedynie jakieś przerażające oczekiwanie sądu iżar ognia, który ma trawić przeciwników" (Hbr 10, 26-27).

Jak widać, sprawa nie jest załatwiona jednym pocieszającym zdaniem: "Jezus oczyści nas zwszelkiej nieprawości". Nie jest tojedyne miejsce wPiśmie św., gdzie przypomina się chrześcijanom powagę grzechu ciężkiego: "niemożliwe jest tych, którzy raz zostali oświeceni [...], ajednak odpadli odnowić ku nawróceniu" (Hbr 6, 4n). Nie znajdujemy tu łatwego pocieszenia, żewszystko załatwi jedna modlitwa. Prawda jest ważniejsza od pocieszenia. "Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej [...] iaby się nie znalazł jakiś cudzołożca ibezbożnik, jak Ezaw [...] awiecie, żepóźniej, gdy chciał otrzymać błogosławieństwo, został odrzucony, nie znalazł bowiem miejsca na nawrócenie, choć go szukał ze łzami" (Hbr 12, 15-17).

O jakie grzechy tu chodzi? Tego możemy się dowiedzieć zinnych miejsc Pisma:

"Nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń zazaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki [...] ci którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą" (Ga 5, 19-21).

Jest tolista grzechów "sprowadzających śmierć", lista grzechów śmiertelnych. Grzech taki nie podlega zwykłej modlitwie wstawienniczej braterskiej wspólnoty.

Czy nauczanie Pisma na ten temat kończy się surowym "królestwa Bożego nie odziedziczą" igroźnym "nie ma dla nas ofiary przebłagalnej zagrzechy"? Czyniczego więcej Bóg wswoim Słowie nie zawarł, poza przypomnieniem, żeEzaw "nie znalazł miejsca na nawrócenie"?

d. Sakramentalne wyznanie grzechów

Podsumowaniem nauczania Nowego Testamentu na temat odpuszczania grzechów są słowa Jezusa zEwangelii św. Jana: "Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, aktórym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20, 22-23). Ostatecznym objawieniem Jezusa dla grzesznika jest możliwość spowiedzi, możliwość usłyszenia od człowieka posługującego wKościele jako prezbiter słów: "I ja odpuszczam tobie grzechy".

Ojcowie Kościoła często podkreślali, żedar odpuszczania grzechów został nadany Piotrowi przez słowa Chrystusa okluczach królestwa: "Tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi będzie związane wniebie, aco rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane wniebie" (Mt 16, 19).

Podobne słowa, tym razem skierowane douczniów, powtarzają się dwa rozdziały dalej (Mt 18, 18). Kontekst wskazuje na władzę odpuszczania grzechów iekskomunikowania.

Spotykamy się często ztym, żedla ludzi słabej wiary jest zgorszeniem, żeczłowiek człowiekowi może odpuścić grzechy. Totakże jest "trudna mowa, iktóż jej słuchać może" (por. J 6, 60). Ajednak dosłownie tak powiedział Jezus: "którym odpuścicie". Wy ludzie; wy posłani przez Mnie; wy odpuścicie grzechy ludziom. Kto ma odwagę oprzeć swoją nadzieję na Słowie Bożym, kto nie ma względu na człowieka, aletylko na to, czego dowiedział się zPisma św., ten choćby był grzesznikiem doświadczy, żenaprawdę "jeśli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny isprawiedliwy odpuści je nam" (1 J 1, 9) orazże"którym odpuścicie, są im odpuszczone" (J 20, 23).

e. Biblijne warunki spowiedzi

Czy poza wiarą należy spełnić jeszcze jakieś warunki, aby dostąpić odpuszczenia grzechów? Tak, istnieje kilka takich warunków iowszystkich nich poinformował nas bardzo dokładnie Bóg wswoim Słowie, abyśmy nie musieli błądzić po omacku. Wsumie jest ich pięć. Dlatego jeśli szukamy pojednania zBogiem po grzechu, azwłaszcza ciężkim, czeka nas przejście przez pięć etapów, spełnienie pięciu warunków. Pięć razy musimy usłyszeć od samego Jezusa poprzez słowo spisane wBiblii: "odpuszczone ci będą grzechy, jeżeli..."

1. Jeżeli uznasz się zagrzesznika

"Jeśli mówimy, żenie mamy grzechu, tosamych siebie oszukujemy inie ma wnas prawdy" (1 J 1, 8). Potrzebne jest więc bardzo praktyczne iszczegółowe przyjrzenie się swojemu życiu, aby sprawdzić, czynie kryje się wnim coś sprzecznego zBożym Prawem. "Siebie samych badajcie, czytrwacie wwierze, siebie samych doświadczajcie" (2 Kor 13, 5), nawołuje Apostoł Paweł. Wszczególności należy sprawdzić, czyczasem "nie pozbawiłem się łaski" (Hbr 12, 15), atoprzez świadome idobrowolne popełnienie któregoś zczynów, przez który mogę stracić prawo do"odziedziczenia królestwa Bożego" (Ga 5, 21). Grzechy, które powodują taki skutek nazywamy śmiertelnymi, gdyż Biblia mówi: "istnieje taki grzech, który sprowadza śmierć" (1 J 5, 16). Grzechy tego typu są wyliczone wkilku miejscach Nowego Testamentu, np.: "nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie [...] niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki" (Ga 5, 19-21); alborozpusta, cudzołóstwo, współżycie homoseksualne, kradzieże, oszczerstwa (1 Kor 6, 9-10). Księga Apokalipsy (Ap 21, 8) dodaje dotego jeszcze tchórzostwo ikłamstwo (zapewne wjakiejś bardzo ważnej sprawie). Sprawdzanie samego siebie może objąć też inne grzechy, zwane powszednimi, które często trudno usiebie dostrzec: "sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, aletomnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią" (1 Kor 4, 4).

Ten pierwszy warunek uzyskania odpuszczenia grzechów nazywamy rachunkiem sumienia.

2. Jeżeli będziesz żałował zagrzech

"Oczyśćcie ręce, grzesznicy [...], uznajcie waszą nędzę, smućcie się ipłaczcie [...] uniżcie się przed Panem, awywyższy was" (Jk 4, 8-10). Nie można dostąpić odpuszczenia, czyliusprawiedliwienia zpopełnionych grzechów, jeśli człowiek nie żałuje zagrzechy: "Faryzeusz modlił się [...] "Boże, dziękuję ci, żenie jestem jak inni ludzie", natomiast celnik mówił "Boże, miej litość dla mnie, grzesznika"". Werdykt Jezusa jest jasny: "Powiadam wam: Ten odszedł dodomu usprawiedliwiony, nie tamten" (Łk 18, 11-14).

Warunek ten nazywamy żalem zagrzechy.

3. Jeżeli postanowisz poprawę

"Odwróć się od swego grzechu iproś Pana, amoże odpuści ci twój zamiar" (Dz 8, 22). Nie można dostąpić odpuszczenia grzechów, jeśli grzech bez żadnej poprawy tkwi wnas nadal. Na przykład, gdy ktoś dalej żywi urazę, niechęć, uprzedzenia lubnienawiść, nie może dostąpić odpuszczenia grzechów. Dlatego codziennie modlimy się oto, aby Bóg "tak nam odpuścił, jako imy odpuszczamy naszym winowajcom" (por. Mt 6, 12). Tobardzo ważny warunek. Ostrzegając przed surową karą, mówi Pan Jezus: "podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeśli każdy zwas nie przebaczy zserca swemu bratu" (Mt 18, 35). "Jeśli nie przebaczycie ludziom, iOjciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień" (Mt 6, 15). Konieczne jest odwrócenie się od swoich grzechów iprzebaczenie.

Warunek ten nazywamy mocnym postanowieniem poprawy.

4. Jeżeli grzech wyznasz

"Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny isprawiedliwy odpuści je nam" (1 J 1, 9). Dlatego czytamy, żegrzeszni chrześcijanie, którzy popadli wgrzechy, "wyznawali iujawniali swoje uczynki" (Dz 19, 18) nie samemu tylko Bogu, lecz ludziom. Grzechy należy "wyznać iujawnić" uczniom Jezusa rozesłanym przez Niego na cały świat (J 20, 22-23). Po śmierci bezpośrednich uczniów naszego Pana trzeba poszukać tych, którzy są następcami Apostołów. Są nimi biskupi izależni od nich prezbiterzy - toprzed nimi trzeba ujawnić grzechy iod nich trzeba usłyszeć: "odpuszczam ci grzechy". Co się wtedy dzieje zprzewinieniami grzeszników? "Są im odpuszczone" (J 20, 23).

Ten warunek nazywa się spowiedzią, czyliwypowiedzeniem win albowyznaniem swoich grzechów.

5. Jeżeli będziesz się starał naprawić zło

Na koniec wspomnieć trzeba oostatnim warunku, który należy spełnić wobec innych ludzi. Jeśli "wspomnisz, żebrat twój ma coś przeciw tobie, zostaw twój dar przed ołtarzem, anajpierw idź ipojednaj się zbratem swoim" (Mt 5, 23-24). Nawrócony grzesznik musi powiedzieć: "Jeśli kogo wczym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie" (Łk 19, 8).

Warunek ten to naprawienie krzywd iwyrządzonego zła, czylitak zwane zadośćuczynienie.

f. Grzechy zatrzymane?

Istnieje więc pięć warunków odpuszczenia grzechów: rachunek sumienia, żal zagrzechy, mocne postanowienie poprawy, wyznanie grzechów izadośćuczynienie. Wszystkie pięć biblijnych warunków odpuszczania grzechów są bezpośrednio sformułowane przez Jezusa Chrystusa lubJego Apostołów izapisane wPiśmie św. Jest todroga pewna iniepodważalna dootrzymania upragnionego przebaczenia, gdyż jest objawiona przez Boga wJego Słowie. Człowiekiem, który pomoże nam wsprawdzeniu, czyte warunki spełniamy, jest spowiednik. Urząd spowiednika ustanowił sam Pan Jezus wniezwykle uroczystym iważnym momencie, niedługo po swoim zmartwychwstaniu: "Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, aktórym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20, 22-23).

Pozostaje nam jeszcze tylko jeden problem. Dlaczego wtym poleceniu biblijnym znajduje się tajemnicze zalecenie "zatrzymania grzechów" wniektórych przypadkach? Czywyznany grzech może pozostać nieodpuszczony? Otóż jest torzeczywiście możliwe, jeśli nie wypełnimy zaleconych przez Pismo św. warunków odpuszczania grzechów.

Nie chodzi tu osamowolne iarbitralne decyzje spowiednika, który miałby odpuszczać izatrzymywać grzechy według swojego uznania. Chodzi orozeznanie, czyfaktycznie Bóg doczekał się już spełnienia warunków nałożonych przez Siebie wBiblii, iczywobec tego grzechy są faktycznie przez Boga odpuszczone. Jeśli na przykład ktoś wyznaje grzechy planując jednocześnie zemstę wobec znienawidzonych przez siebie członków rodziny, toobowiązkiem spowiednika jest przypomnieć, co powiedział Pan Jezus: "Jeśli nie przebaczycie ludziom, iOjciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień" (Mt 6, 15). Jeśli ktoś wyznaje grzechy oszustwa, aledeklaruje, żedalej będzie się znich utrzymywał, topowinien usłyszeć: najpierw "odwróć się od swego grzechu iproś Pana, amoże odpuści ci twój zamiar" (Dz 8, 22). Biblijne "zatrzymanie" grzechu topo prostu poinformowanie grzesznika, żenajpierw trzeba jeszcze spełnić któryś brakujący zpięciu biblijnych warunków odpuszczenia grzechów.

Eucharystia:

Zwykły symbol czyrzeczywistość?

Co niedzielę słyszymy wKościele odczytywane podczas Eucharystii słowa zapisane wPiśmie św., amówiące opoleceniu zOstatniej Wieczerzy: "to czyńcie na moją pamiątkę". Co Pan Jezus mógł mieć na myśli mówiąc: "to jest Ciało moje", anieco później "ten kielich toNowe Przymierze we Krwi mojej" (Łk 22, 19-20)?

Są tacy chrześcijanie, którzy twierdzą, żePan Jezus zapowiedział wten sposób tylko obchodzenie symbolicznej "pamiątki" zbawienia. Mówią, żesłowa "to jest Ciało moje" podobne są na przykład dosłów: "Ja jestem drogą" (J 14, 6), "Ja jestem krzewem winnym" (J 15, 5) albo"Ja jestem bramą" (J 10, 9). Nikt przecież nie myśli, żeJezus Chrystus jest zewnętrznie podobny doodcinka drogi, doprzechodniej bramy albodorośliny. Są totylko metafory wskazujące na duchową rolę Pana Jezusa, którego nauka staje się drogą życia, który otwiera nam bramę dozbawienia idaje życiodajne siły. Czywięc nie należy twierdzą niektórzy rozumieć słów "to jest Ciało moje" również wsensie czysto przenośnym? Na przykład jako symboliczną obietnicę, żenauka Pana Jezusa będzie pokrzepieniem dla ducha człowieka, aobecność Pana Jezusa wsprawowanej Wieczerzy Pańskiej będzie czysto duchowa?

Część wypowiedzi Pana Jezusa zapisanych wEwangeliach rzeczywiście ma charakter metaforyczny (np. "moje owce słuchają mego głosu" J 10, 27 odnosi się doludzi, anie doowiec), aczęść ma charakter dosłowny (np. "Ja daję im życie wieczne“ J 10, 28 odnosi się naprawdę dożycia wiecznego). Musimy się więc przekonać, doktórej ztych dwóch grup należą słowa "to jest Ciało moje" oraz"Krew moja". Czysłowa te są tylko metaforą isymbolem, czyteż zawierają dosłowne nauczanie wiary precyzyjnie spisane pod natchnieniem Ducha Świętego wtekście Biblii?

Niektórzy posuwają się tak daleko wswoim polemicznym zapędzie, żeoskarżają katolików nimniej, niwięcej, tylko o... bałwochwalstwo! Awszystko towskutek katolickiej (i prawosławnej) wiary, żepod postacią Chleba iWina jest obecny sakramentalnie sam Jezus. Takie polemiczne, antykatolickie pomysły nie są niczym nowym. Na przykład wXIX w.współzałożycielka wyznania adwentystów tak pisała oKościele katolickim: "Biblijną Wieczerzę Pańską zastąpiono bałwochwalczą ofiarą mszy świętej [...] kapłani twierdzili, żemają moc "tworzenia" Boga, Twórcy wszechrzeczy".

Ponieważ czasem nawet dzisiaj możemy spotkać się zpodobnymi wymysłami, warto sprawdzić, jakie jest prawdziwie biblijne nauczanie na temat obecności Jezusa wczasie Wieczerzy Pańskiej, czyliEucharystii.

a. "Ciało ikrew"

W Nowym Testamencie spotykamy często zestawienie obok siebie dwóch słów: "ciało ikrew", co brzmi po grecku "sarks kai haima". Oto na przykład czytamy wtekście Ewangelii Mateusza: "Błogosławiony jesteś Szymonie, synu Jony: albowiem ciało ikrew nie objawiły ci tego, aleOjciec mój" (Mt 16, 17). Wustach Jezusa specyficznie semickie wyrażenie "ciało ikrew" oznacza tutaj człowieka zpodkreśleniem jego strony fizycznej, przez wskazanie na jego cielesną naturę, nawet wpewnym przeciwstawieniu wobec tego, co czysto duchowe. Na początku Ewangelii Jana czytamy onowo narodzonych chrześcijanach, że"ani zkrwi, anizżądzy ciała, anizwoli męża, alezBoga się narodzili" (J 1, 13). "Ciało ikrew" towyrażenie znowu oznacza konkretną cielesność człowieka, fakt, żeżyje na ziemi ijest obecny także wswoim fizycznym ciele. "Zapewniam was bracia, żeciało ikrew nie mogą posiąść królestwa Bożego" (1 Kor 15, 50) na podstawie tego zdania widzimy, żerównież Apostoł Paweł, jako rodowity Żyd, używał omawianego biblijnego wyrażenia na oznaczenie człowieka żyjącego na ziemi, człowieka bardzo konkretnego izanurzonego wcodziennych zdarzeniach. Dokładnie tosamo Apostoł chciał wyrazić, gdy pisał, żezaczął głosić swoją Ewangelię "nie radząc się ciała ikrwi" (Ga 1, 16), czylinie zasięgając rady żadnego człowieka żyjącego na ziemi, żyjącego wciele. Kiedy Paweł chciał zkolei przeciwstawić walkę duchową walce cielesnej, awięc walce zkonkretnymi ludźmi, znów sięgnął po tosamo wyrażenie: "nie toczymy walki przeciw ciału ikrwi, ale[...] przeciw pierwiastkom duchowym" (Ef 6, 12). Cielesną ifizyczną konkretność tego wyrażenia podkreśla jeszcze raz sposób jego użycia dla opisania pokrewieństwa rodzinnego wLiście doHebrajczyków: "dzieci uczestniczą we krwi iwciele" (Hbr 2, 14).

Chyba wystarczy tych tekstów, aby zrozumieć, co mogło oznaczać sformułowanie "ciało ikrew" dla Hebrajczyka, wierzącego Żyda zczasów Jezusa, dla człowieka oumysłowości semickiej atakimi byli zarówno Apostołowie, jak ipierwsi uczniowie. "Ciało ikrew" znaczyło tyle, co realność obecności ludzkiej osoby, właśnie zpodkreśleniem jej ziemskiego aspektu, anawet zpewnym przeciwstawieniem wobec aspektu czysto duchowego. Po polsku mówimy czasem podobnie: "człowiek zkrwi ikości".

b. "Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?" (J 6, 60)

Nauczanie o"Ciele iKrwi" Jezusa, które stają się obecne wznaku Wieczerzy Pańskiej nie zostało na początku przekazane ezoterycznie myślącym Grekom aniniezmiernie "duchowym" starożytnym filozofom. Wręcz przeciwnie! Zobaczmy, jak opisuje wypowiedź Jezusa Ewangelista Jan: ""Kto spożywa moje Ciało ipije Krew moją, ma życie wieczne" [...] topowiedział ucząc wsynagodze wKafarnaum" (J 6, 54 i59). Były tosłowa jak podkreśla znaciskiem Ewangelia skierowane doŻydów, itowsynagodze!

Słuchacze mogli je zrozumieć tylko wjeden sposób jako zapowiedź ustanowienia Eucharystii, która będzie uobecniała Pana w"Ciele iKrwi". Tak właśnie tozrozumieli wszyscy zebrani iztego powodu część znich odeszła, zbuntowana taką rzekomo "nieduchową" i"cielesną" religią. Tymczasem tooni właśnie rozumowali na sposób cielesny inieduchowy, nie chcąc przyjąć objawionych słów Syna Bożego. Przyjęliby Mesjasza aletylko takiego, jakiego sami sobie wyobrazili izaplanowali. Dlatego usłyszeli od Jezusa, żeJego uczniowie opierać się mają na Jego Słowach, anie na swoich cielesnych uprzedzeniach: "To was gorszy? Duch daje życie, ciało na nic się nie przyda. Słowa, które ja wam powiedziałem, są duchem iżyciem" (J 6, 61-63). Co tozasłowa? Właśnie te: "Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, aKrew moja jest prawdziwym napojem" (J 6, 55).

c. "Otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem" (1 Kor 11, 23)

Wiara wobecność Pana Jezusa wChlebie iWinie Wieczerzy Pańskiej stanowiła jeden zfundamentów nauczania Apostołów. Św. Paweł ucząc otym stosuje uroczyste wyrażenie "przekazałem wam to, co sam przejąłem" (1 Kor 11, 23). Używa tych słów, aby opisać, wco wierzyli pierwsi chrześcijanie wsprawie Wieczerzy Pańskiej: "Pan Jezus rzekł [...]: "To jest Ciało moje [...] ten Kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej"" (1 Kor 11, 24-25).

Niezmiernie "duchowa" iezoteryczna interpretacja chrześcijaństwa, która odrzucała cielesną konkretność zbawienia, zresztą nie tylko Eucharystii, aletakże Zmartwychwstania, zaczęła się już wpierwszym wieku, najpierw wKafarnaum, apotem wAtenach. Jej początek miał miejsce wtedy, gdy powiedziano zwyrzutem doPana Jezusa: "trudna jest ta mowa" (J 6, 60) iwtedy, gdy powiedziano doApostoła Pawła: "posłuchamy cię innym razem" (Dz 17, 32). Wobu przypadkach odrzucenie Dobrej Nowiny zabrzmiało wkontekście "ciała ikrwi", wkontekście konkretu Zmartwychwstania ikonkretu Wieczerzy Pańskiej.

d. Co toznaczy: "rzeczywista obecność Pana Jezusa wEucharystii"?

Po zmartwychwstaniu ciało Chrystusa przebywa wniebie, dla nas niewidzialne, po prawicy Boga. AleJezus jeszcze przed swoją śmiercią ustanowił specjalny obrzęd, by przedłużyć pod postacią widzialnych znaków obecność swego złożonego wofierze ciała. Bardzo wyraźnie powiedział: "to czyńcie na Moją pamiątkę" (Łk 22, 19; 1 Kor 11, 25). Odtąd znaki chleba iwina będą uobecniały tu, na ziemi, ciało Jezusa wydane na śmierć iJego przelaną zanas Krew.

Ponieważ niektórzy myślą, żeobecność Jezusa wEucharystii jest materialna ijakby "fizyczna", tostają przed trudnymi pytaniami: czyPan Jezus przebywa wniebie, czyna ziemi? czymoże być wkilku miejscach kościołach jednocześnie? Tymczasem jednak wierzymy wobecność Jezusa Chrystusa wEucharystii nie materialną aninie fizyczną, alesakramentalną.

Sposoby prawdziwej obecności mogą być różne, nie tylko materialne ifizyczne. Oile na przykład normalne ciało człowieka jest obecne wprzestrzeni przez swoje zewnętrzne kształty izajmuje tyle miejsca, ile wynoszą jego rozmiary, otyle dusza człowieka też przecież realnie obecna! znajduje się wczłowieku na inny sposób, nie przez swoje wymiary, których nawet wogóle nie posiada. Dusza nie jest wpołowie po prawej stronie ciała, awpołowie po lewej, aninie ubywa jej, gdy człowiek na przykład straci rękę. Jeszcze inaczej może być obecny wtym świecie duch (na przykład anioł). Przecież nawet jeśli jakieś pomieszczenie jest niewielkie, tonikt nie powie, żenie zmieszczą się wnim trzy anioły, bo zabraknie dla nich przestrzeni! Rodzaje obecności są różne.

Te trzy rodzaje obecności nazywano tradycyjnie: obecnością "przez wymiary" (ciało człowieka), "przez substancję" (dusza ludzka), "przez moc" (aniołowie). Jeszcze innym sposobem obecności jest prawdziwa irzeczywista obecność Jezusa wEucharystii jak mówią Ewangelie iśw. Paweł obecność wJego "Ciele iKrwi". Jest toobecność sakramentalna. Aponieważ wEucharystii spotykamy sakramentalną, anie fizyczną obecność Jezusa, toCiała Chrystusowego nikt nie może widzieć wtym sakramencie posługując się zmysłem wzroku. Rzeczywista obecność Jezusa pod postaciami Chleba iWina Eucharystii oznacza znacznie więcej niż tylko obecność duchową. Chodzi tu oobecność w"Ciele iKrwi", czyliospotkanie zarówno zBogiem-Duchem (Synem Bożym), jak iBogiem-Człowiekiem (Jezusem zNazaretu). "Duch nie ma ciała anikości, jak widzicie, żeJa mam" (Łk 24, 39).

e. Ofiara Mszy świętej?

Używane często wKościele katolickim wyrażenie "ofiara Mszy św." budzi wielkie emocje przeciwników katolicyzmu. Wsprzedawanej niedawno broszurze przejęty autor apelował: "Chciałbym tu powiedzieć wszystkim kapłanom rzymskokatolickim, którzy codziennie składają Bogu Chrystusa wofierze podczas każdej mszy zwanej "świętą": skończcie ztym! Bóg nie wymaga aninie przyjmuje więcej żadnej ofiary!" Inny, podobny mu autor wykłada zpowagą: "W [katolickiej] Eucharystii Chrystus jest ustawicznie składany jako ciągła ofiara zagrzechy, co zaprzecza całkowitej wystarczalności jego jednorazowej ofiary na krzyżu".

Jak ma się towszystko doSłowa Bożego? Cóż, po pierwsze, jedyna idoskonała ofiara Chrystusa nie przeszkadza temu, aby Bóg zachęcał chrześcijan doskładania Mu ofiary, która zcałą pewnością złączy się zofiarą Jezusa, bynajmniej jej nie uszczuplając. Ofiarą tą może być modlitwa: "Składajmy Bogu ofiarę czci ustawicznie, tojest owoc warg, które wyznają Jego imię" (Hbr 13, 15). Nawet całe życie wierzącego może być oddane na ofiarę miłą Bogu: "Proszę was bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną" (Rz 12, 1). Trochę więc zbyt pośpiesznie byłoby twierdzić, że"Bóg nie wymaga aninie przyjmuje więcej żadnej ofiary!"

Czy Eucharystia też może być nazwana "ofiarą Bogu miłą"? Owszem, jeśli tylko pamiętamy, co znaczyło tosłowo dla ludzi wychowanych na Starym Testamencie, jakimi byli Apostołowie. Ostatnia Wieczerza, apotem Wieczerza Pańska, kojarzyła się im oczywiście zucztą święta Paschy. Było tojednocześnie spotkanie współwierzących (aby była odpowiednia liczba osób Wj 11, 4), uczta ("spożywać będziecie" Wj 12, 11) orazofiara (zabijano baranka Wj 11, 6). Ta sama Moc wyzwolenia, którą niegdyś obdarowano Izraelitów wychodzących zEgiptu, stawała się nawet po wiekach udziałem wszystkich Żydów. Dokładnie tak samo przeżywali Wieczerzę Pana Apostołowie iich uczniowie: jest tospotkanie wiernych iuczta (kiedy się zbierają, ma być wśród nich spożywanie Wieczerzy Pańskiej por.1 Kor 11, 20) ijest toofiara dająca udział wMocy jedynej idoskonałej ofiary Jezusa na Krzyżu: "Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb, albopijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie" (1 Kor 11, 26). Ofiara Mszy św. nie jest jakąś nową, awięc dodatkową ofiarą. Jest uobecnieniem jednorazowej ofiary Krzyża.

Kłopoty ze zrozumieniem tego mogą mieć tylko ci, którzy nie wczuli się wpaschalną atmosferę ukształtowaną przez doroczne przeżywanie wydarzeń Księgi Wyjścia zokazji święta Paschy.

f. Jak mieć pełną "społeczność zBogiem"?

Wielu znas pragnie mieć, jak tosię niekiedy określa, "społeczność zBogiem". Jest topiękne biblijne wyrażenie. Pismo św. rzeczywiście obiecuje każdemu chrześcijaninowi "społeczność" [koinonia] "z Ojcem izJego Synem Jezusem Chrystusem" (1 J 1, 3). Przeżywamy ją wnawróceniu, we wspólnej modlitwie, wkarmieniu się słowami Biblii... Wszystkie te sposoby są bardzo wzbogacające ipożyteczne, jeśli pamiętamy, żeod chwili Zwiastowania Bóg jest już nie tylko Duchem, alerównież Duchem wcielonym wJezusie Chrystusie. Dlatego "społeczność zBogiem" tonie tylko łączność zBogiem-Duchem, alerównież zBogiem-w-Ciele. Jak jest tomożliwe dzisiaj dla nas, skoro Chrystus po zmartwychwstaniu został "wyniesiony na prawicę Ojca" (Dz 2, 33) inie jest już więcej obecny fizycznie na ziemi?

Na topytanie odpowiada nam samo Pismo św., którego dosłowne brzmienie naucza tak: "Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest społecznością [koinonia] zKrwią Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest społecznością [koinonia] zCiałem Chrystusa?" (por. 1 Kor 10, 16). Pełen biblijnej wiary udział wEucharystii przynosi nam zjednoczenie zJezusem zNazaretu, zmartwychwstałym Panem iZbawicielem.

Kto wie, może od dzisiaj pełniej zaczniemy rozumieć sens polecenia, które poznaliśmy na katechezie tyle lat temu: "w niedzielę iświęta we Mszy św. nabożnie uczestniczyć"? "Nabożnie", czyli"po Bożemu", tak jak Bóg wBiblii objawił ijak On sam tego od nas oczekuje.

IV. Podręczny Mszalik rzymskiego katolika według Biblii spisany
„:Na skale czy na piasku?” – KS. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI

 

Pewien nieprzejednany krytyk Kościoła katolickiego wrozpowszechnianej aktualnie książce grzmiąc przeciw katolickim praktykom religijnym napisał:

"Wziąłem Pismo święte irozpocząłem poszukiwania: «Gdzie jest mowa omszy? Gdzie towszystko?» Nie znajdowałem. Im dłużej badałem sprawę, tym jaśniej widziałem, żechrześcijaństwo tojedno, rzymski katolicyzm tozupełnie co innego".

Niniejszy rozdział zatytułowany Podręczny Mszalik rzymskiego katolika według Biblii spisany ma zazadanie dopomóc owemu zdezorientowanemu krytykowi. Skoro on szukając wBiblii, "gdzie jest mowa omszy?", musiał wyznać wkońcu: "nie znalazłem", topostaramy się wyszukać dla jego wygody jakieś stosowne miejsca: znajdziemy zaniego. Przy okazji przyda się tozapewne wszystkim innym, którzy zapragną ugruntować swoje wiadomości ozwiązku Mszy św. zBiblią.

Początek Mszy św. iLiturgii Słowa:

- Wkażdą niedzielę

Najpierw więc trzeba się zastanowić, dlaczego katolicy uczestniczą wEucharystii wkażdą niedzielę (oczywiście chętni mogą torobić jeszcze częściej, aleniedzielna Msza św. jest obowiązkiem sumienia katolika). Dlaczego nie robić tego na przykład tylko wpierwszą niedzielę miesiąca albotylko raz wroku na święta paschalne, alboraz na kwartał. Wkońcu wielu ludzi uważających, żekierują się wżyciu Biblią, tak właśnie postępuje wswoich wspólnotach wyznaniowych.

Otóż katolicy czynią tozposłuszeństwa słowom Jezusa Chrystusa czytanym wBiblii. Jezus powiedział oOstatniej Wieczerzy: "To czyńcie na moją pamiątkę". Trudno znaleźć wcałej Biblii słowa Zbawiciela udokumentowane zwiększym naciskiem. Znajdują się wEwangelii Łukasza (Łk 22, 19) ipowtórzone są dosłownie przez św. Pawła (1 Kor 11, 24). Jezus nie powiedział tak na przykład ośpiewaniu lubklaskaniu, aniopantomimie ewangelizacyjnej. Nie znaczy to, żeewangelizowanie nowoczesnymi metodami nie jest bardzo potrzebne, albożeśpiewanie iklaskanie nie może być bardzo budujące. Może być. Jeśli jednak rozróżniamy to, co koniecznie musi być, od tego, co ewentualnie można dołączyć, toEucharystia jak wynika tozcałą oczywistością zBiblii być musi. Inne rzeczy być mogą.

Wiemy już, jaki jest konieczny, na mocy polecenia Jezusa spisanego wSłowie Bożym, sposób duchowego "pamiętania oNim": "To czyńcie na moją pamiątkę". Alejak często mamy toczynić? Apostoł Paweł wyjaśnił totak wyraźnie, żedokładniej powiedzieć już tego nie można. Napominając Koryntian zabłędy powiedział: "Gdy się zbieracie, nie ma uwas spożywania Wieczerzy Pańskiej..." (1 Kor 11, 20). Nie może być tak, żespotkania chrześcijan polegają regularnie na czymś innym, anie na przeżyciu Wieczerzy Pana. Wierne Chrystusowi wspólnoty świętowały ją zawsze wniedzielę. Wspominają otym Dzieje Apostolskie, używając jeszcze innej pięknej starożytnej nazwy Eucharystii: "łamanie chleba": "W pierwszy dzień po szabacie zebraliśmy się na łamanie chleba" (Dz 20, 7).

Nie znaczy tooczywiście, żenie może być zgromadzeń chrześcijańskich winnym celu. Jak najbardziej mogą być: na przykład spotkania modlitewne lubewangelizacyjne. Mają one jednak rolę uzupełniającą wobec gromadzenia się wcelu sprawowania Wieczerzy Pańskiej. Wten sposób spełniona zostanie cała biblijna recepta modlitwy uczniów Jezusa: zarówno "to jest Ciało moje zawas wydane; czyńcie tona moją pamiątkę" (1 Kor 11, 24), jak i"kiedy się razem zbieracie, ma każdy zwas już todar śpiewania hymnów, już tołaskę nauczania alboobjawiania rzeczy skrytych, lubdar języków, albowyjaśniania" (1 Kor 14, 26).

Dlatego jeśli usłyszymy propozycję od wspólnoty, która nie ma zwyczaju coniedzielnej Wieczerzy Pańskiej (tak bowiem brzmi starodawna nazwa Mszy św.), tokoniecznie musimy sobie przypomnieć, że"Słowo Pana trwa na wieki" (1 P 1, 25), anie zmienia się co kilka lat. ASłowo tonapomina zwolenników takich innowacji: "Gdy się zbieracie, nie ma uwas spożywania Wieczerzy Pańskiej..."

- Otrzymaliśmy od Pana

Kolejne pytanie dotyczyć może specjalnych gestów iniecodziennych strojów związanych tradycyjnie ze sprawowaniem Eucharystii. Mają nam pomóc. Wczym? Wszystko toma nam ułatwić przypomnienie sobie, żenie tworzymy zwyczaju Eucharystii, aleod samego Boga zapośrednictwem Biblii go otrzymujemy izpokolenia na pokolenie przekazujemy: "Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem: żePan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb..." (1 Kor 11, 23). Sens tych obrzędów, słów igestów jest taki: mają nas wprowadzić watmosferę początków Eucharystii danych przez Jezusa wpierwszym wieku.

To właśnie dlatego strój księdza przewodniczącego liturgii jest wzorowany na zwyczaju ubierania się wstarożytności: biała tunika zwana dla swego koloru złacińska albą; sznur nazywany cingulum (to od łacińskiego cingo - "przepasuję się"), płaszcz ozdobny onazwie ornat, podobny dostrojów noszonych wczasie początków chrześcijaństwa. Używanym jako ołtarz sprzętem jest ozdobny, czasem drewniany, aczasem kamienny stół, zgodnie ze słowami Apostoła, żechodzi tu o"stół Pana" (1 Kor 10, 21). Przykryty jest obrusem na pamiątkę tego, żeJezus wskazując na odświętny charakter uczty polecił: "wskażą wam salę dużą, usłaną, tam przygotujcie" (Łk 22, 12).

- Spowiadam się...

Zaraz na samym początku Mszy św. chrześcijanie uświadamiają sobie, żesą grzesznikami. Dlaczego? Gdyż "jeśli mówimy, żenie mamy grzechu, tosamych siebie oszukujemy inie ma nas prawdy" (1 J 1, 8). Dlatego wszyscy zaczynają recytować "Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu, żebardzo zgrzeszyłem". Oznacza to: "wyznaję Tobie, Boże, moje grzechy". Adlaczego mówimy jeszcze, że"spowiadam się" też "wam, bracia isiostry"? Toproste. Gdyż Biblia poucza: "Wyznawajcie sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden zadrugiego" (Jk 5, 16). Idokładnie towłaśnie robimy na początku Eucharystii, dodając ztego powodu później: "błagam was, bracia isiostry, omodlitwę zamnie doPana Boga naszego". Prośbę tę rozszerzamy otych braci ite siostry, którzy już doszli docelu, awięc dozbawienia (por. Hbr 12, 23): dlatego błagamy "Maryję, zawsze Dziewicę, iwszystkich aniołów iświętych" otaką samą modlitwę zanas.

Co wtedy się dzieje? Wtedy, "jeśli wyznajemy nasze grzechy, toBóg jako wierny isprawiedliwy odpuści je nam ioczyści nas zwszelkiej nieprawości" (1 J 1, 9). Wierni tym biblijnym zasadom wyznajemy sobie nawzajem grzeszność, awierny biblijnym obietnicom Bóg odpuszcza nam nasze grzechy.

- Chwała na wysokości

We wspaniałym hymnie śpiewanym wniedziele wkościołach nawet człowiek mało wprawny wzgłębianiu tekstów biblijnych rozpozna złatwością słowa pieśni aniołów, która zapisana została wEwangelii Łukaszowej: "Chwała Bogu na wysokościach, ana ziemi pokój ludziom Jego upodobania" (Łk 2, 14). Bezinteresowne oddawanie chwały Bogu wtym hymnie zostało rozszerzone oszereg pięknych dodatkowych wezwań wzorowanych na Piśmie św., jak na przykład: "chwalimy Cię, bo wielka jest chwała Twoja" (por. Ps 96, 4 lubPs 113, 4).

- Modlitwa

Potem brzmi wkościele wezwanie "Módlmy się" ipo chwili ciszy płyną słowa stosownej modlitwy mszalnej. Jezus podał nam podstawową zasadę modlitwy: "Kiedy się modlicie, mówcie «Ojcze»" (Łk 11, 2). Wierni tej biblijnej zasadzie wliturgii modlimy się doBoga Ojca. Chrystus jest bowiem Arcykapłanem naszego wyznania (to dlatego ksiądz kończy tę modlitwę słowami: "przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego"), aDuch Święty jest tym, który sprawia jedność. Ta właśnie prawda jest wspominana zawsze przy końcu modlitwy: modlimy się "w jedności Ducha Świętego", awięc wjedności obejmującej "głębokości Boga samego" (1 Kor 2, 10), asięgającej aż doKościoła na ziemi, skoro "otrzymaliśmy Ducha, który jest zBoga" (1 Kor 2, 12).

- Czytanie Biblii

Tu warto zadać bardzo ważne pytanie: czywczasie Mszy św. stosujemy naprawdę biblijną metodę czytania Biblii? Jakkolwiek może tobrzmieć trochę dziwnie, tojednak rzeczywiście istnieje najbardziej biblijna metoda zaznajamiania się ztekstem biblijnym. Nie wiedząc oniej, niektórzy krytycy praktyk kościelnych potrafią wygłosić taką przedziwną opinię: "Pewien katolik chodził wprawdzie co niedziela dokościoła, alenie znał Biblii". Ludziom takim często wydaje się, żesłuchanie tekstu Pisma czytanego wkościele jest tak mało znaczące, żewogóle nie zasługuje na wzmiankę. Dla nich liczy się tylko osobiste studium Słowa Bożego.

A jak naprawdę wygląda wzorcowa biblijna metoda lektury Pisma? Otóż jest towłaśnie głośne odczytywanie tekstu przez lektora wobec ludu zgromadzonego na nabożeństwie. Łatwo się otym przekonać, jeśli zainteresujemy się, co na ten temat mówi nam Słowo Boże. Na przykład kapłan Ezdrasz "czytał zksięgi, auszy całego ludu były zwrócone ku księdze Prawa" (Ne 8, 4). Tosamo polecali Apostołowie. "Skoro list zostanie uwas odczytany, postarajcie się, aby odczytano go też wKościele wLaodycei, awy, żebyście też przeczytali list zLaodycei" (Kol 4, 16). Dokładnie tak zrozumiał topierwotny Kościół opisany wBiblii: "Błogosławiony, który odczytuje, iktórzy słuchają słów Proroctwa" (Ap 1, 3). Widać wyraźnie pojedynczą osobę lektora ("który odczytuje") ilicznych zebranych słuchaczy ("którzy słuchają"). Dokładnie tak, jak widzimy toco niedziela na Mszy św.

Wbrew mylnym wyobrażeniom krytyków katolickich nabożeństw, czyta się wten sposób wciągu trzech lat cyklicznie urywek zaurywkiem, praktycznie całą Biblię. Wten sposób kontynuuje się zwyczaje biblijne, które nie polegały na ekscytowaniu się wybranymi dowolnie fragmentami Słowa, alena metodycznym zgłębianiu całego tekstu. Tak czytano Prawo Mojżesza: "Domagali się, aby przyniósł księgę Prawa Mojżeszowego [...] Iczytał ztej księgi od rana aż dopołudnia" (Ne 8, 1 i3). Wpóźniejszych nieco czasach dołączono dotego lektury ztekstów Proroków (na przykład Jezusowi podano wsynagodze wNazarecie doczytania księgę proroka Izajasza - por.Łk 4, 17), ajeszcze później dodano to, co my nazywamy Nowym Testamentem (por. Kol 4, 16). Pomiędzy czytaniami śpiewano psalmy. Czytanie samego tekstu uzupełniane było komentarzem: "Czytano zksięgi Prawa Bożego dobitnie, zdodaniem objaśnienia, tak żelud rozumiał czytanie" (Ne 8, 8). Komentarz ten nazywamy dziś homilią lubkazaniem.

Jak łatwo się przekonać, dokładnie tosamo dzieje się wkażdym kościele katolickim wniedzielę wczasie Eucharystii. Nie zmieniono nic, anijednej joty.

- Wierzę wBoga Ojca

Modlitwa ta przypomni nam wkażdą niedzielę, wco właściwie wierzymy. Nie jest towcale takie oczywiste, gdyż wBiblii znajdziemy wiele cząstkowych apeli dotyczących wiary. Na przykład Paweł iSylas powiedzieli strażnikowi więzienia: "Uwierz wPana Jezusa, azbawisz siebie iswój dom" (Dz 16, 31). Takie teksty mogą sprawić mylne wrażenie, żewkróciutkiej formule zawiera się wszystko, co potrzeba. Żena przykład wystarczy uwierzyć wJezusa (może tylko wJego istnienie?), aby już posiadać cały skarb zbawienia. Aleprzecież zaraz potem czytamy uzupełnienie: "Opowiedzieli mu więc naukę Pana" (Dz 16, 32). Wiara obejmowała więc coś więcej niż jedno krótkie zdanie. "Uwierzyć wJezusa" znaczyło równocześnie uwierzyć wcałą jego Ewangelię.

Takim rozszerzającym uzupełnieniem krótkich formuł wiary jest tekst modlitwy "Wierzę wBoga Ojca". Towłaśnie tutaj rozproszone po całej Biblii cząstkowe apele są zebrane wcałość. Przypominamy sobie mianowicie wiarę, która nas zbawia.

Dlatego wołamy "Wierzę wjednego Boga" (bo "Jeden jest Bóg" - Ef 4, 6; a"przystępujący doBoga musi wierzyć, żeBóg jest iżewynagradza tych, którzy go szukają" Hbr 11, 6); dodajemy, żewierzymy "w Jezusa Chrystusa, Syna Jego Jedynego" (gdyż Apostołowie wskazali: "uwierz wPana Jezusa, azbawisz siebie iswój dom" Dz 16, 31). Przypominamy sobie, że"narodził się zMaryi Dziewicy" (aby nigdy nie uszło naszej uwagi, że"każdy duch, który uznaje, żeJezus Chrystus przyszedł wciele, jest zBoga" 1 J 4, 2).

Wyznajemy wiarę wkluczowe momenty historii Pana: "ukrzyżowany dla naszego zbawienia" (przecież wszystko "to, co było naszym przeciwnikiem, usunął zdrogi przygwoździwszy dokrzyża" Kol 2, 14), "trzeciego dnia zmartwychwstał" (gdyż "Chrystus umarł, został pogrzebany, zmartwychwstał trzeciego dnia" 1 Kor 15, 3-4).

Kończymy przypomnieniem wiary wDucha Pańskiego: "Wierzę wDucha Świętego" (bo przecież "żyjecie według Ducha, jeśli tylko Duch Boży wwas mieszka" Rz 8, 9), "Pana iOżywiciela" (skoro "Pan jest Duchem" 2 Kor 3, 17 ). Konieczne jest też pamiętanie odziele Ducha Świętego na ziemi, oKościele. Dlatego "wierzę wjeden, święty, powszechny iapostolski Kościół" (skoro takiej wiary Bóg wswoim Słowie się domaga "nie byli znas, bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby znami" 1 J 2, 19). Ztego samego powodu również "wierzę wjeden chrzest na odpuszczenie grzechów" (gdyż polecono szukającym zbawienia: "niech każdy zwas ochrzci się wimię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów" Dz 2, 38).

Wyznanie wiary ukoronowane jest ogłoszeniem ostatecznego zwycięstwa chrześcijanina: "wierzę wżycie wieczne" (tak wierzyli bowiem Apostołowie: "To, co zniszczalne, przyodzieje się wniezniszczalność [...] zwycięstwo pochłonęło śmierć" 1 Kor 15, 54-55).

W ten sposób każdego tygodnia ożywa wnaszych sercach wnajważniejszych swoich prawdach "Ewangelia, którąście przyjęli iwktórej też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem" (1 Kor 15, 1-2).

- Modlitwa wiernych

W niedzielnym zgromadzeniu chrześcijan posłusznych Biblii nie może zabraknąć modlitwy zainnych. Ponieważ naturalną tendencją byłoby modlić się tylko iwyłącznie "za swoich": zarodzinę, znajomych, przyjaciół, dlatego Słowo Boże pomaga nam rozszerzyć serce wmodlitwie.

"Zalecam, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były zawszystkich ludzi" (1 Tm 2, 1). Jak wszystkich, towszystkich. Na przykład "za królów izasprawujących władzę" (1 Tm 2, 2) itoniezależnie od ich wiary, gdyż przecież kiedy List doTymoteusza powstawał, nie było jeszcze żadnych władców chrześcijańskich. Jeśli ważny polityk nie jest wierzącym chrześcijaninem, nie oznacza to, żenie trzeba się zaniego modlić.

Apostoł Paweł modlił się też zawierzących niechrześcijan: "Muszę im wydać świadectwo, żepałają żarliwością ku Bogu, nie opartą jednak na pełnym zrozumieniu" (Rz 10, 2). Dlatego "z całego serca pragnę ich zbawienia imodlę się zanimi doBoga" (Rz 10, 1).

Modlitwa wiernych, jak pamiętamy znaszych Mszy św., często obejmuje sprawy "świeckie": modlimy się odobre plony, albozaartystów idziennikarzy, modlimy się obłogosławieństwo wroku szkolnym, opomyślne rozwiązanie problemów społecznych. Tobardzo ważne świadectwo wyczucia biblijnego ducha modlitewnego: "Starajcie się opomyślność kraju, doktórego was zesłałem; módlcie się zaniego doJahwe; bo od jego pomyślności zależy wasza pomyślność" (Jr 29, 7).

Głośna modlitwa wiernych wczasie Mszy św. koniecznie musi objąć też Kościół, stąd znajdzie się wniej na przykład wezwanie zapapieża (wiemy, żegdy strzeżono Piotra wwięzieniu, "Kościół modlił się zaniego nieustannie doBoga" Dz 12, 5). Wreszcie nie może zabraknąć modlitwy zawszystkich obecnych wkościele, zaotaczających ołtarz: "Módlcie się jeden zadrugiego" (Jk 5, 16).

Modlitwy te kierowane są według najstarszej tradycji, wiernej Biblii, zwykle doBoga Ojca. TodoNiego wołamy "Panie" - "Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie". Głęboki sens ma też zwyczajowe zakończenie tej modlitwy: "przez Chrystusa, Pana naszego". Modlitwy wMszy św. zanosimy przez wstawiennictwo Arcykapłana naszej wiary, Jezusa Chrystusa.

Liturgia Ofiary:
Jezus gorąco pragnie spożywać Paschę znami

- Przygotowanie darów

Modlitwa wiernych kończy tak zwaną liturgię Słowa. Drugą częścią Mszy św. jest liturgia eucharystycznej uczty ofiarnej. Przygotowuje się doniej chleb niekwaszony (dlatego nie wygląda on dokładnie tak, jak używany przez nas na co dzień chleb). Jest tak dla przypomnienia, żeprawdopodobnie takiego chleba użył Chrystus. Chleb paschalny nie mógł zawierać kwasu: "z ciasta, które wynieśli zEgiptu, wypiekli niekwaszone placki, ponieważ się nie zakwasiło" (Wj 12, 39). Dotego nawiązuje jeszcze później św. Paweł: "wyrzućcie stary kwas, abyście się stali nowym ciastem, jako żeprzaśni jesteście" (1 Kor 5, 7).

Przygotowując zgromadzenie braci isióstr na ofiarną ucztę, ksiądz składa najpierw dziękczynienie nad chlebem iwinem. Naśladuje wtym stosowne fragmenty Pisma św. Przecież Jezus "wziął kielich iodmówiwszy dziękczynienie, rzekł «weźcie go»..." (Łk 22, 17), apotem "wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie, połamał go ipodał..." (Łk 22, 19). Potem przewodniczący liturgii dokonuje obmycia rąk, wspominając wten sposób symbolicznie biblijny nakaz pochodzący jeszcze ze Starego Prawa: "Gdy się będą zbliżać doołtarza, aby pełnić służbę iaby składać ofiarę dla Jahwe, muszą obmyć ręce" (por. Wj 30, 20-21).

- Zbiórka pieniędzy

Na wstępie od razu trzeba zaznaczyć, żedawanie pieniędzy "na tacę" dokonuje się wcałkowitej wolności. Jakkolwiek katolik oczywiście powinien wspierać swój Kościół, tojednak gdyby bardzo nie chciał nie musi tego czynić. "Niech każdy postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując inie czując się przymuszonym" (2 Kor 9, 7). Zbieranie pieniędzy wramach przygotowania darów nie kłóci się zduchem modlitwy, gdyż przypomina, że"więcej szczęścia jest wdawaniu aniżeli wbraniu" (Dz 20, 35). Natomiast kto miałby dawać zwyrachowaną nadzieją, żeBóg mu odda więcej, niech lepiej wogóle nic nie daje: "Czyńcie dobrze niczego się zatonie spodziewając" (Łk 6, 35).

- Liturgia Eucharystii - Wieczerza Pańska

Śledząc uważnie Pismo św. łatwo zorientować się, żewpierwszej części Mszy św., nazywanej liturgią Słowa, odtwarzamy to, co Jezus iJego Apostołowie czynili wsynagogach. Czytano we wspólnocie Biblię, wyjaśniano ją, zanoszono modlitwy.

Jezus wyraźnie jednak wskazał, żetonie wszystko. Żenależy nie tylko mówić doBoga ioBogu, aletrzeba jeszcze coś uczynić. Oto "nadszedł dzień Przaśników, wktórym należało ofiarować Paschę" (Łk 22, 7). Wdrugiej części Eucharystii odtwarzamy to, co Jezus ijego Apostołowie czynili wdomu zokazji Paschy ico wtedy czyniono wświątyni. Odtwarzamy nie dlatego, żepolecił nam tojakiś natchniony chrześcijanin albożezbiegiem wieków wytworzył się taki zwyczaj. Czynimy tona mocy najbardziej uroczystego ze wszystkich nakazów naszego Pana: "To czyńcie na moją pamiątkę" (Łk 22, 19). Awygłosił ten nakaz wtedy, gdy "zajął miejsce ustołu iApostołowie zNim" ipowiedział: " gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę zwami" (Łk 22, 15).

To, co Jezus nam polecił, mamy przeżywać na trzy sposoby. Najpierw więc jako zgromadzenie braci isióstr ("zajął miejsce ustołu iApostołowie zNim" Łk 22, 14). Potem jako najświętszą ucztę: Zbawiciel powiedział przecież: "bierzcie ijedzcie" oraz"pijcie zniego wszyscy" Mt 26, 26-27). Wkońcu wreszcie jako ofiarę. On sam wyjaśnił sens tego, co się wWieczerniku działo, jako uobecnienie mającej nastąpić niedługo ofiary Jego życia na Krzyżu: "to jest Ciało moje, które zawas będzie wydane"; tojest "Nowe Przymierze we Krwi mojej, która zawas będzie wylana" (Łk 22, 19-20).

- Liturgia Eucharystii - dziękczynienie Bogu

Następuje wielkie dziękczynienie Ojcu zawspaniałe dzieła zbawienia, nazywane "prefacją": "Zaprawdę godne toisprawiedliwe, słuszne izbawienne, abyśmy dzięki składali Tobie, Ojcze Wszechmogący..." Stąd właśnie pochodzi nazwa "Eucharystia", co po grecku znaczy "dziękczynienie". Wkażdą niedzielę możemy wsłuchać się, jak śpiew lubrecytacja księdza staje się dziś odpowiedzią na biblijne wezwania sprzed dwudziestu wieków: "bądźcie wdzięczni" (Kol 3, 15); "nie zaprzestaję dziękczynienia!" (Ef 1, 16).

Dziękczynienie wznosi serca wierzących aż donieba, atam wielbią Boga aniołowie. My wielbimy Go wraz znimi. Na znak tego śpiewamy zawsze pieśń zaczerpniętą znowu oczywiście zBiblii: "Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów, cała ziemia jest pełna jego chwały; błogosławiony, który idzie wimię Pańskie" (Iz 6, 3 iPs 118, 26). Słowa prefacji podkreślają, żeśpiewamy ją "wraz zchórami archaniołów ianiołów", gdyż tak przekazał nam toprorok Izajasz. Widział on, żetoserafiny wołały jeden dodrugiego "Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów" (Iz 6, 3). Pieśń ta trwa wniebie nieustannie (Ap 4, 8), amożemy włączyć się wnią na ziemi, jeśli uczestniczymy wEucharystii.

- Liturgia Eucharystii - my wWieczerniku zJezusem

Następująca zaraz po prefacji Modlitwa Eucharystyczna tonic innego, jak zawsze tosamo czytanie zPisma św. przybrane wotaczające je modlitwy. Tekst ten mówi otym, co Chrystus uczynił wWieczerniku. Dlatego pozostałe czytania biblijne mogą się zmienić ifaktycznie wkażdą niedzielę są inne, aletojedno zawsze jest stałe: że"Pan Jezus, tej nocy, której był wydany, wziął chleb..." (1 Kor 11, 23). Przyzywamy też Ducha Bożego ("uświęć te dary łaską Ducha Twojego") gdyż tylko On może sprawić, żeSłowo Boże stanie się skuteczne iżedziś, wnaszym kościele, stanie się tosamo, co wWieczerniku. ŻeJezus znowu powie zmocą: "to jest Ciało moje".

W historii używano różnych nazw, aby pomóc wiernym wzrozumieniu sensu Mszy św. Mówiono więc bardziej filozoficznie o"transsubstancjacji" alboo"przeistoczeniu". Określenia te są cenne, gdyż pomagają pamiętać onajważniejszym: "Słowo Twoje jest Prawdą" (J 17, 17). Aco przez toSłowo objawił Bóg? "To jest Ciało moje"; "to jest Krew moja" (Mt 26, 26-28; Mk 14, 22-24; Łk 22, 19-20; J 6, 56). Dlaczego więc wtowierzymy? Bo Jezus rzekł: "niebo iziemia przeminą, alesłowa moje nie przeminą" (Mk 13, 31).

Trzydzieści lat wcześniej, przy przyjściu Syna Bożego na ziemię, totak jakby Bóg powiedział oJezusie "to jest Ciało moje" (por. J 1, 14), apod koniec swojego dzieła na ziemi Jezus oznajmił wWieczerniku: od tej pory "to jest Ciało moje" tutaj, na ziemi, którym karmić się będzie moje Ciało, którym jest Kościół (por. 1 Kor 12, 27).

Ta część Mszy św. na jeszcze inne, bardziej symboliczne sposoby przywołuje różne fragmenty biblijne. Skoro "podniosę kielich zbawienia iwezwę imienia Pana" (Ps 116, 13), aobecnie "ten kielich toNowe Przymierze we Krwi mojej, która zawas będzie wylana" (Łk 22, 20), toksiądz wznosi dogóry kielich zWinem ipatenę zChlebem, które stały się Obecnością Chrystusa. Woła też "przez Chrystusa, zChrystusem iwChrystusie...", jawnie przywołując tekst św. Pawła oSynu Bożym: "Albowiem zNiego iprzez Niego idla Niego jest wszystko" (Rz 11, 36).

- Ojcze nasz

"Wezwani zbawiennym nakazem ioświeceni pouczeniem Bożym ośmielamy się mówić". Nakaz, ojakim tu mowa, pochodzi zBiblii: "Wy zatem tak się módlcie: «Ojcze nasz»" (Mt 6, 8-9). Adlaczego "ośmielamy się mówić"? Gdyż wezwani jesteśmy do"nabywania śmiałości" wnaszym Panu. "W Nim mamy śmiały przystęp doOjca" ( Ef 3, 12); "Jego [Chrystusa] domem my jesteśmy, jeśli ufność zachowamy" (Hbr 3, 6); "Przybliżmy się zufnością dotronu łaski" (Hbr 4, 16); "Mamy bracia pewność, żewejdziemy doMiejsca Świętego przez Krew Jezusa" (Hbr 10, 19); "Trwajcie wNim, abyśmy - gdy się zjawi - mieli wNim ufność" (1 J 2, 28). Ztaką właśnie ufnością wsercu wołamy dodobrego Ojca wniebie.

- Znak pokoju

Przez ten znak wchodzimy watmosferę Ewangelii według św. Mateusza. Wtekście Ewangelii tuż obok modlitwy "Ojcze nasz" (Mt 6, 8-14) znajduje się przypomnienie, żeOjciec jest dobry dla wszystkich: "On sprawia, żesłońce Jego wschodzi nad złymi idobrymi, iOn zsyła deszcz na sprawiedliwych iniesprawiedliwych" (Mt 5, 45). Wtym samym rozdziale Ewangelii czytamy: "Pogódź się ze swym przeciwnikiem, dopóki jesteś znim wdrodze, [...] aby cię nie wtrącono dowięzienia" (Mt 5, 25).

Dlatego wtym momencie Eucharystii wołamy: "nie zważaj na grzechy nasze, lecz na wiarę swojego Kościoła idoprowadź [go] dopełnej jedności". Jesteśmy przecież wdrodze dojedności. Dopiero po takim przygotowaniu słyszymy: "Pokój Pański niech zawsze będzie zwami". Jest topokój pochodzący od Pana. On przecież powiedział: "Pokój wam" (J 20, 19). Taki pokój mamy sobie nawzajem przekazać: "Przekażcie sobie znak pokoju!" Dlaczego jednak wtym miejscu Mszy św.? Gdyż "jeśli przyniesiesz dar swój przed ołtarz, itam wspomnisz, żebrat twój ma coś przeciw tobie [...] najpierw idź ipojednaj się zbratem swoim" (Mt 5, 23-24). Eucharystyczna wspólnota braterska nie jest jeszcze niebem; jest miejscem, gdzie często miewamy coś przeciw sobie.

- Komunia

Tuż przed przyjęciem Komunii znów sięgamy wpamięci po cytat biblijny: "Panie nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, alepowiedz tylko słowo..." (Mt 8, 8). Oczywiście, żejako człowiek grzeszny sam zsiebie nigdy nie będę godny przyjęcia Pana pod mój dach. AlePan, jeśli zechce, może mnie zapomocą jednego swojego słowa uczynić godnym. Awszystko toprzygotowuje nas donajpiękniejszej chwili dnia, dowłaściwego celu Wieczerzy Pańskiej: "Oto stoję udrzwi ikołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos idrzwi otworzy, wejdę doniego ibędę znim wieczerzał, aon ze mną" (Ap 3, 20).

* * * * *

To tylko skromny szkic niewielkiego fragmentu ogromnego bogactwa czekającego na nas wniedzielę wkościele. Po resztę trzeba przyjść samemu tam, gdzie rozdają Słowo Życia zadarmo: na coniedzielną Eucharystię. Niezależnie od moich emocji inastrojów, jest tam Ktoś, kto rozpala się chęcią spotkania ze mną. Ktoś, kto dziś mówi tosamo, co powiedział dwadzieścia wieków temu: "Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę zwami" (Łk 22, 15).

Przypomnijmy teraz nasz punkt wyjścia. Było nim wyznanie pewnego krytyka Kościoła katolickiego: "Wziąłem Pismo święte irozpocząłem poszukiwania: «Gdzie jest mowa omszy? Gdzie towszystko?»" Cóż, szukał chyba nie wtym miejscu, co trzeba. Aleteraz już nie musi się sam fatygować. Dość sporo przykładów zostało tu nagromadzonych, zpewnością owiele więcej dałoby się jeszcze przytoczyć.

Na końcu można ze spokojnym sercem rozpisać konkurs na najbardziej biblijny sposób przeżycia niedzielnego przedpołudnia. Iprzyznać nagrodę tej osobie, która odpowie: by najdoskonalej przeżyć niedzielny poranek zgodnie zdrobiazgowymi zaleceniami Pisma św., najlepiej pójść na Mszę świętą dokościoła.


V. Jeszcze nieco obiblijnej modlitwie
„:Na skale czy na piasku?” – KS. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI

 

Czy nasza modlitwa jest biblijna?

Aby przebywało wwas Słowo Chrystusa

Pozostał nam kolejny bardzo ważny problem: oprócz wynikających wprost zPisma św. sakramentów, jest jeszcze wiele innych zwyczajów modlitewnych, często powstałych wpóźniejszych wiekach. Siłą rzeczy te sposoby trwania wobecności Bożej nie są dokładnie opisane wtekście Pisma św., choć jak myślą katolicy ztekstu tego wynikają bardziej pośrednio. Wiele ztych modlitw budzi spore emocje przeciwników Kościoła katolickiego iczęsto bywają przytaczane jako przykłady niewierności Biblii. Ważne więc, by wiedzieć, jak mam sprawić czytając Pismo św., aby moja modlitwa stawała się rzeczywiście zgodna zwymogami Słowa Bożego.

a. Jak napełniać się Duchem Świętym na modlitwie?

Kto chce, by "przebywało wnas Słowo Chrystusa" orazpragnie "napełniać się [nieustannie] Duchem" ma wyraźną receptę biblijną na to, jak może się todziać. Recepta ta jest podana wPiśmie św. wdwóch częściach. Pierwsza jej część mówi: "Napełniajcie się Duchem przemawiając do siebie wzajemnie wpsalmach ihymnach, ipieśniach pełnych ducha" (Ef 5, 18-19), adruga: "Słowo Chrystusa niech wwas przebywa zcałym swym bogactwem: zwszelką mądrością nauczajcie inapominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha" (Kol 3, 16). Whistorii chrześcijaństwa ułatwiono ten sposób modlitwy wszystkim, którzy pragnęli zniego korzystać. Ponieważ trudno jest codziennie wielokrotnie wertować Biblię wposzukiwaniu odpowiednich psalmów, biblijnych pieśni ihymnów orazzmieniających się wersetów znajróżniejszych ksiąg Starego iNowego Testamentu, dlatego powybierano je iułożono wantologię modlitewnych fragmentów Pisma św. Antologia ta nazywa się "brewiarzem", albojeszcze inaczej: "Liturgią Godzin". Towłaśnie ta książka, którą tak często widzimy wrękach księży lubosób zakonnych.

Najlepiej można spełnić biblijne polecenie modlitwy napełniającej Duchem Świętym, wcałej dosłowności, jeśli modlitwa brewiarzowa odbywa się wspólnie. Czytamy przecież: niech "przemawiają do siebie wzajemnie". Towłaśnie dlatego modlący się wzgromadzeniach zakonnych są podzieleni na dwa chóry modlące się na zmianę. Mają "przemawiać do siebie wpsalmach" (brewiarz składa się wznakomitej większości zbiblijnej Księgi Psalmów), "w hymnach" (każda "godzina brewiarzowa zaczyna się hymnem) "i wpieśniach pełnych ducha" (w brewiarzu są topieśni zaczerpnięte zksiąg Starego Testamentu lubzpism Nowego Testamentu).

Nie jest tooczywiście jedyny sposób napełniania się Duchem Świętym na modlitwie inie jedyny, dzięki któremu Słowo Chrystusa przebywa wnas zcałym swym bogactwem. Natomiast ten właśnie sposób dokładnie idość dosłownie został na kartach Biblii opisany.

b. Mamy dokoła siebie chmurę świadków!

Chrześcijanin znający Biblię wie, żenigdy nie modli się sam. Ile razy skieruje myśli isłowa do Boga, tyle razy przypomina sobie, żemamy prawdziwego Orędownika iRzecznika Ludu Bożego, Jezusa Chrystusa. OJego nieustannej modlitwie wstawienniczej za nas mówi na wielu miejscach Nowy Testament. Jezus nie przestał wstawiać się wmodlitwie za swoich wiernych na ziemi, dlatego nazwany jest jedynym Pośrednikiem iOrędownikiem Ludu Bożego (1 Tm 2, 5). "Mamy Rzecznika wobec Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego" (1 J 2, 1). Rzecznik, totyle samo co orędownik alboprzywołany do boku pomocnik. Autorzy biblijni byli pewni od samego początku, że"Jezus żyje zawsze, aby się wstawiać za nami" (Hbr 7, 25). Tak uczyli swoich uczniów: Jezus "zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga iprzyczynia się za nami" (Rz 8, 34). Od tamtej pory wszyscy chrześcijanie wierzą niezłomnie, że"Chrystus wszedł do samego nieba, aby teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga" (Hbr 9, 24). Jezus jest jedynym Pośrednikiem iOrędownikiem dla chrześcijan.

A co z ludźmi ufającymi Bogu, którzy przeżyli swoje życie w wierności Jego obietnicom i odeszli do Pana? Gdzie są oni teraz, czym się zajmują i czy możemy liczyć na ich modlitewne wsparcie?

List do Hebrajczyków mówi nam, żeg dy przyjęliśmy wiarę objawioną nam przez Boga, wtedy "przystąpiliśmy do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego" (Hbr 12, 22). Jest toprzenośnia, pod którą ukrywa się niebo. Któż jest mieszkańcem tego miasta? Oczywiście "Bóg żyjący", oczywiście też "Pośrednik Nowego Testamentu Jezus", aletakże "niezliczona liczba aniołów" oraztonas wtym miejscu szczególnie interesuje "duchy sprawiedliwych, którzy już doszli do celu" (por. Hbr 12, 22-23). Tak, mieszkańcy nieba totakże dusze (czy duchy) ludzi sprawiedliwych, którzy już doszli do celu swego życia, do Boga. Do nich też "przystępujemy", chociaż wzupełnie innym sensie niż do Boga.

Jakkolwiek nasze wiadomości orodzaju życia, które wiodą wniebie oczekujący na zmartwychwstanie święci, są raczej skąpe ifragmentaryczne, tojednak Pismo św. kilka razy pozwala nam zajrzeć przez uchylone na chwilę okienko wprost do nieba. Dowiadujemy się więc przede wszystkim, żeświęci żyją, żesą we wspólnocie zBogiem imiędzy sobą, żewjakiś sposób interesują się tym, co dzieje się na ziemi. Na przykład Łazarz po śmierci został przez aniołów zaniesiony "na łono Abrahama" (Łk 16, 22) itrwał przed Bogiem we wspólnocie ztym starotestamentowym patriarchą: "Bogacz [...] ujrzał zdaleka Abrahama iŁazarza na jego łonie" (Łk 16, 23). Abraham okazuje zainteresowanie stanem rzeczy na ziemi: "mają Mojżesza iProroków, niechże ich słuchają" (Łk 16, 29). Podobne informacje ożyciu świętych daje nam scena przemienienia Jezusa na Górze Tabor: "A oto ukazali im się Mojżesz iEliasz, którzy rozmawiali zNim" (Mt 17, 3).

Jest nauka biblijną, żeświęci wniebie przed ostatecznym powrotem Chrystusa ukresu czasów cieszą się danym im przez Boga odpoczynkiem ("Dano każdemu znich białą szatę ipowiedziano im, aby jeszcze krótki czas odpoczęli, aż pełną liczbę osiągną ich współsłudzy ibracia" Ap 6, 11). Zdrugiej jednak strony święci mogą też zwracać się wniebie do Boga zmodlitewną prośbą ointerwencję wróżnych ziemskich sprawach: "Ujrzałem [...] dusze zabitych dla Słowa Bożego. Igłosem donośnym tak zawołały: «Dokądże, Władco święty iprawdziwy, nie będziesz sądził iwymierzał za krew naszą kary tym, co mieszkają na ziemi?»" (Ap 6, 10).

Chrześcijański zwyczaj przyzywania modlitewnej pomocy świętych nasuwa jednak jeszcze jedno pytanie: skąd mogą oni wiedzieć oróżnych naszych problemach iokierowanych do nich prośbach? Święci, jeśli znają nasze modlitwy, totylko przez objawienie udzielone im przez Boga. Dlatego wrzeczywistości nie jest prawdą, jak tosię często uważa, żeświęci ujawniają Bogu nasze modlitwy. Niektórzy nawet głoszą, żezwykle modlą się wdrobnych sprawach raczej do świętych, "aby nie zawracać Bogu głowy drobiazgami". Tojakieś nieporozumienie! Toprzecież wszechwiedzący iwszechobecny Bóg, który wie, oco ludzie modlą się na ziemi, może te modlitwy ujawnić świętym, aby mogli Go prosić owysłuchanie.

Wynika tozresztą wyraźnie zkształtu liturgii katolickiej. Wszelkie "modlitwy do świętych" (z bardzo nielicznymi wyjątkami) są wliturgii kierowane do Boga, anie do samych świętych. Na przykład: "Wszechmogący Boże, spraw, [...] abyśmy za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny zostali doprowadzeni do chwały zmartwychwstania" (jest tomodlitwa ze wspomnienia Najświętszej Maryi Panny Różańcowej). Albo: "Święty Boże, Ty powierzyłeś młodość naszego Zbawiciela straży świętego Józefa, spraw za Jego wstawiennictwem, aby Twój Kościół nieustannie się troszczył ozbawienie świata" (modlitwa zUroczystości św. Józefa). Modlitwa liturgiczna kieruje się zawsze do Boga ("Wszechmogący Boże!"), awstawiennictwo świętych jest wniej wspomniane, jako coś, oczym się Bogu "przypomina ("spraw za Jego wstawiennictwem...")

Nie ma natomiast zwyczaju, aby wliturgii kierować słowa modlitwy wprost do Maryi lubinnych świętych (jednym zwyjątków jest używana wczasie chrztu Litania do Wszystkich Świętych). Wynika ztego, żedo aniołów iświętych modlimy się tylko owspomożenie wwyproszeniu łaski, anie oto, aby Bóg nasze modlitwy poznał. Modlimy się więc nie tyle "do świętych", co "o wstawiennictwo świętych", całkiem podobnie, jak prosimy przyjaciół ze wspólnoty omodlitwę wstawienniczą.

Chrześcijanin toczłowiek, którego życie może być porównane do uczestniczenia wtrudnych zawodach. Wtych zmaganiach duchowego sportu "kibicują mu duchy ludzi sprawiedliwych, którzy już są zbawieni. Podobnie jak na stadionie są trybuny, na których zasiada otaczające stadion grono życzliwych idopingujących kibiców, podobnie imy "mamy dokoła siebie takie mnóstwo świadków [i] winniśmy wytrwale biec wwyznaczonych nam zawodach" (Hbr 12, 1). Dosłownie List do Hebrajczyków mówi o"chmurze świadków", czyniąc może kto wie? aluzję do zapełnionych kibicami trybun piętrzących się nad zawodnikami, którzy dają zsiebie wszystko na płycie stadionu. Oczywiście, wszystkie takie modlitewne pośrednictwa iorędownictwa, czyliduchowe kibicowanie idopingowanie, mają sens otyle, oile są włączone worędownictwo Jezusa Zmartwychwstałego. Święci pomagają nam "patrzeć na Jezusa, który nam wwierze przewodzi", natomiast nigdy nie powinni zajmować Jego miejsca wnaszej pobożności (por. Hbr 12, 1-2).

c. Niech się każdy trzyma swego przekonania!

A co mamy zrobić, jeśli czegoś wzwyczajach modlitewnych jakiejś grupy ludzi wnaszym Kościele nie rozumiemy, jeśli nam się coś nie do końca podoba, albonawet po prostu nie zgadzamy się ztym? Czyma tobyć powodem do napięć we wspólnocie lubdo utraty poczucia jedności? Otóż chrześcijanin ukształtowany przez Biblię umie modlić się wKościele jak wpewnego rodzaju dużej rodzinie, gdzie rodzice umieją uszanować odrębne nieco przekonania dzieci, adzieci starodawne wich oczach zwyczaje dziadków. Takiej postawy wobec różnorodnych zwyczajów modlitewnych uczy Pismo św.: "Tego, który jest słaby wwierze, przygarniajcie życzliwie, bez spierania się opoglądy [...] ten, kto jada wszystko, niech nie pogardza tym, który nie wszystko jada, aten, który nie jada, niech nie potępia tego, który jada [...] Jeden czyni różnicę między poszczególnymi dniami, drugi uważa wszystkie dni za równe: niech się każdy trzyma swego przekonania [...] Dlaczego gardzisz bratem swoim? Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga" (Rz 14, 1-10).

Dlatego chrześcijańska pobożność biblijna odróżnia to, co dla wierzącego jest wmodlitwie obowiązkowe, od tego, co dowolne. Obowiązkowe jest tylko to, co wyraźnie Jezus Chrystus iJego Apostołowie zawarli wPiśmie św., awięc te obietnice, które nazywają się sakramentami. Dlatego też, kto chce okazać Bogu swoją ufność wJego Słowo, ten koniecznie musi być ochrzczony, brać udział wEucharystii, jeśli zdarzy mu się nieszczęście grzechu śmiertelnego powinien wyznać go zgodnie zzaleceniem Biblii wspowiedzi.

Ale jest wiele rodzajów modlitwy, co do których Pismo św. się po prostu nie wypowiada: nowenny środowe, nabożeństwa październikowe, gorzkie żale, pielgrzymki do sanktuariów, różańce iprocesje, droga krzyżowa... Towszystko możemy zmieścić wbiblijnej kategorii: "Niech się każdy trzyma swego przekonania". Bardzo wielu ludzi korzysta ztakich form modlitwy, inni uważają, żenie odpowiada toich wewnętrznemu nastawieniu. Formy te zmieniają się zresztą wciągu wieków: jedne powstają, inne zanikają. Itak na przykład zwyczaj poszczenia przez wszystkie dni Wielkiego Postu ostatnio zanikł; zwyczaj modlitwy twarzą na wschód niegdyś absolutnie przestrzegany dziś jest praktycznie wogóle zapomniany. Natomiast rodzą się formy nowe: od XII wieku coraz szerzej znany jest różaniec, od całkiem niedawna zwyczaj obchodzenia dziewięciu pierwszych piątków.

Biblijnie nastawiony chrześcijanin korzysta ztych różnych form modlitewnej pomocy, alenie uważa tych form za obowiązkowe dla wszystkich, gdyż jednym odpowiadają takie, ainnym inne. "Niech więc nikt owas nie wydaje sądu co do jedzenia ipicia, bądźwsprawie święta czynowiu, czyszabatu. Są totylko cienie spraw przyszłych, arzeczywistość należy do Chrystusa. Niechaj was nikt nie odsądza od nagrody, zamiłowany wuniżaniu siebie iprzesadnej czci aniołów" (Kol 2, 16-18). Wszystkie tego rodzaju zwyczaje modlitewne obejmuje nazwa: "religijność ludowa". Tak mówi otym Katechizm Kościoła Katolickiego, streszczając wniewielu słowach biblijną naukę na ten temat:

"Zmysł religijny ludu chrześcijańskiego zawsze znajdował wyraz wróżnorodnych formach pobożności, które otaczały życie sakramentalne Kościoła. Są to: cześć oddawana relikwiom, nawiedzenia sanktuariów, pielgrzymki, procesje, droga krzyżowa, tańce religijne, różaniec, medaliki itp. Te formy pobożności są kontynuacją życia liturgicznego Kościoła [...] należy je tak uporządkować, aby zgadzały się zliturgią [...] ponieważ ona ze swej natury znacznie je przewyższa" (KKK 1674-1676).

Do Boga czyraczej do Maryi? Błogosławić Mnie będą odtąd wszystkie pokolenia

a. Niepokalana iWniebowzięta Matka Kościoła

"I prawosławie, ikatolicyzm nauczają wiary wtaką samą niebiblijną, wiecznie dziewiczą iwszechmogącą «Maryję»". Tak grzmiał niedawno wjednym ze swoich licznych wystąpień publicznych zacięty krytyk katolickich praktyk pobożnościowych. Jak więc jest naprawdę? Jaki jest związek Maryi, Matki Jezusa zNazaretu znaszą modlitwą do Boga iznaszym chrześcijańskim kroczeniem przez życie?

Zdanie zamieszczone wŁukaszowej Ewangelii (Łk 1, 48) tojedno znajbardziej zadziwiających proroctw biblijnych. Odnosi się bowiem do tej samej osoby, która je wypowiada. Maryja, po tym jak usłyszała od anioła, żestać się ma matką Zbawiciela, usłyszała od Elżbiety "Błogosławiona jesteś między niewiastami" (Łk 1, 31 i42). Wtedy Matka Jezusa znatchnienia Ducha Świętego ogłosiła, żetaki sam sposób odnoszenia się do niej, jakim powitała ją Elżbieta, będzie już na zawsze trwać wKościele Bożym. Nie wystarczy, żebłogosławi ją Elżbieta, gdyż jak ogłasza Maryja "Odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia" (Łk 1, 48). Dlatego chyba nikogo nie dziwi, jeśli tobiblijne proroctwo spełnia się przez usta wiernych chrześcijan, którzy mają zwyczaj powtarzać: "Zdrowaś, Maryjo, łaski pełna, Pan zTobą, błogosławionaś Ty między niewiastami..." Należało prawdę mówiąc tego oczekiwać, skoro Duch Święty przez Maryję sam toprzepowiedział iwBiblii tozapisano: żemianowicie wszystkie pokolenia będą ją błogosławić.

Nie znaczy to, żeniemożliwe są wtej kwestii przejaskrawienia iprzesada. Sam Jan Paweł IIprzypomniał niedawno (3 stycznia 1996 r.): "Jezus wskazał swoim współczesnym, aby oddając cześć Jego Matce nie ulegali tylko emocjom, lecz aby uznali przede wszystkim wMaryi Tę, która jest błogosławioną [...] należy zawsze unikać pozycji krańcowych, kierując się wiernością prawdzie objawionej".

Jedna skrajność polega na takich formach modlitwy, pobożności, zwracania się do Maryi, które zacierają różnice między Bogiem aczłowiekiem: między Bogiem wcielonym wJezusie zNazaretu aczłowiekiem Maryją. Konieczne jest zaś jak mówi Jan Paweł II"aby [...] zachować zawsze nieskończoną różnicę, która istnieje między osobą ludzką Maryi aOsobą Boską Jezusa". Różnica między Maryją aJezusem nie jest po prostu "duża"; ona jest nieskończona.

Niedobrze więc byłoby, gdyby stawiano wmodlitwie ipobożności Jezusa iMaryję na równi, aczasem nawet preferowałoby się Maryję jako "bardziej przystępną imiłosierną" niż Syn Boży lubBóg Ojciec. Niektórym ludziom Jezus wydaje się bardziej daleki, bo przecież łączy wsobie obok miłosierdzia pewne "niebezpieczne" cechy (jest przecież też Sędzią por.Mt 25, 32). Maryję traktują natomiast jako czyste miłosierdzie ("Matka miłosierdzia") iwtakim zestawieniu wychodzi na to, żegrzesznikowi lepiej będzie zwrócić się do Niej. Jest tooczywiście nie do przyjęcia, gdyż zaprzecza najbardziej podstawowym prawdom chrześcijańskiej wiary. Jeśli bowiem jakieś stworzenie, jak na przykład Maryja, jest miłosierne, toprzecież mogło swoje miłosierdzie otrzymać tylko wdarze od Stworzyciela!

Spróbujmy sobie przypomnieć, co Pismo św. wyraźnie nam mówi: na początku była tylko jedna osoba, która wierzyła wto, żeJezus jest Zbawicielem. Była toMaryja (Łk 1, 45). Wtedy nie będzie nas dziwić, żedo tego początkowego, "jednoosobowego Kościoła" odnoszą się wszystkie obietnice dotyczące późniejszego Kościoła, który ma dojść do zbawienia.

Jeden zprzykładów odnosi się do tytułu, jakim często obdarzamy Maryję: "Niepokalanie Poczęta". Wpolskim tłumaczeniu Biblii nie jest tojuż tak wyraźne, alena przykład łaciński tekst Pisma św. kilkakrotnie odnosi tytuł "Niepokalana" (łac. Immaculata) do wszystkich chrześcijan lubdo całego Kościoła wprzyszłej chwale. Czytamy na przykład, żeChrystus pragnie, aby "osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czyzmarszczki, czyczegoś podobnego, lecz aby był święty inieskalany" (po łacinie: Ecclesia Immaculata, czyli"Kościół Niepokalany" - Ef 5, 27). Maryja jest więc pierwowzorem Kościoła uświęconego przez Krew Jezusa, który ma się stawać podobny do Maryi wotrzymanej od Boga świętości. Matka Jezusa jest wolna od grzechu nie tak jak Jezus, który nie potrzebował zbawienia, alewłaśnie wskutek zbawienia przez Chrystusa. Woła przecież: "Raduje się duch mój wBogu, moim Zbawcy" (Łk 1, 47). Źródło jej wolności od grzechu jest więc tym samym źródłem, zktórego czerpią uwalniani od grzechu wszyscy pozostali chrześcijanie: Krzyż Jezusa ijego powstanie zmartwych.

Drugim przykładem może być tytuł "Wniebowzięta". Niektórzy odnoszą wrażenie, jakby tytuł ten podkreślał podobieństwo Maryi do Chrystusa wtaki sposób, żeoznaczałby skrajną odrębność jej losu od losu "normalnych chrześcijan". Tymczasem jednak cały Kościół oczekuje swojego wniebowzięcia: "zmarli wChrystusie powstaną pierwsi, potem my, żywi ipozostawieni, wraz znimi będziemy porwani wpowietrze, na obłoki naprzeciw Pana" (1 Tes 4, 16-17). Otym, żeWniebowzięcie Maryi jest zapowiedzią dla całego Kościoła oczekującego na swoje wzięcie do nieba, świadczy też tekst zEwangelii św. Mateusza, gdzie czytamy, żepo zwycięstwie Chrystusa "groby się otworzyły iwiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało; iwyszedłszy zgrobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego iukazali się wielu" (Mt 27, 52-53). Przecież chyba nie powrócili do swoich grobów po krótkim urlopie, aletrafili do nieba! Ważny jest wtym względzie los Eliasza, który "wśród wichru wstąpił do niebios" (2 Krl 2, 11). Ogłoszony przez Kościół dogmat Wniebowzięcia nie mówi koniecznie owyłączności Maryi wtym względzie. Nawet św. Tomasz, wielki teolog Kościoła mówiąc "o tym, co już jest wskrzeszone" wymienia wnajwiększym swoim dziele, wSumie Teologicznej "Chrystus sam iNajświętsza Panna, atakże ewentualnie inni święci, którzy są wchwale wraz ze swoim ciałem".

Kolejny przykład totytuł "Matka Kościoła". Maryja słusznie może być tak nazwana. Nie może tojednak sprawiać wrażenia, żezachodzi tu analogia do Boga, który jest Ojcem. Jeśli szukać podobieństw, toraczej jej tytuł "Matki" staje się analogiczny do tytułu, jakim Biblia obdarza Abrahama tego patriarchę Starego Testamentu nazywa "ojcem". Abraham jest "ojcem wszystkich tych, którzy wierzą" (por. Rz 4, 12). Nawiasem mówiąc, określenie "matka wierzących" też nie jest obce duchowi Nowego Testamentu: Apostoł Piotr wspominając żonę Abrahama, Sarę, mówi swoim uczennicom: "Stałyście się jej dziećmi, gdyż dobrze czynicie" (1 P 3, 6). Wypada nam dzisiaj zapytać: czyMaryja nie jest jednak ważniejsza od Sary? Iczytym bardziej nie można powiedzieć: "staliście się dziećmi Maryi"? Zwłaszcza, żeJezus "rzekł do ucznia: "Oto Matka twoja" (J 19, 27).

U początku historii Starego Testamentu stoi więc, wroli ojca, Abraham. Apostoł Paweł, który należał zarówno do Starego, jak ido Nowego Testamentu, rozumiał swoją wiarę wsposób następujący: "ci, którzy polegają na wierze, są synami Abrahama" (Ga 3, 7). Widzimy, żeApostoł Paweł, wzorem Żydów swoich czasów, również nazywał Abrahama "ojcem". Sama Maryja widzi siebie jako wkraczającą wślady Abrahama. Woła radośnie, żeBóg okazał się "pomny na miłosierdzie swoje, jak przyobiecał naszym ojcom na rzecz Abrahama ijego potomstwa" (Łk 1, 45-55). Abraham "uwierzył iPan poczytał mu toza zasługę" (Rdz 15, 6), aMaryja doczekała się pochwały "błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła" (Łk 1,45). Abraham usłyszał od Boga "będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą" (Rdz 12, 3), aMaryja sama wyznała: "oto błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia" (Łk 1, 48). Stosując tosamo rozumowanie co Izraelici wobec Abrahama, chrześcijanie zaczęli nazywać Maryję "Matką wszystkich wierzących", awięc "Matką Kościoła". Dlatego chrześcijanie wczasie pogrzebu śpiewają "niech na twe spotkanie wyjdzie litościwa Matka", słusznie uważając, żejeśli Lud Starego Testamentu spodziewał się spotkania wniebie zAbrahamem (por. Łk 16, 22), toLud Nowego Testamentu może spodziewać się spotkania także zMaryją (z Abrahamem oczywiście również! nie zapominajmy, żepełna wersja katolickiej Litanii do Wszystkich Świętych zawiera uswego początku wezwanie "Święty Abrahamie, módl się za nami"). Ta biblijna logika wpobożności maryjnej stała się zresztą częścią oficjalnego nauczania wKościele: "wiara Abrahama stanowi początek Starego Przymierza; wiara Maryi daje początek Przymierzu Nowemu" (są todosłowne sformułowania Jana Pawła IIzjego maryjnej encykliki Redemptoris Mater).

Maryja jest wzorem wiary ipobożności dla różnego typu powołań. Po pierwsze, dla powołania do życia kontemlacyjnego, ponieważ "zachowywała wszystkie te wspomnienia wswoim sercu" (Łk 2, 51). Po drugie, dla powołania do życia wśród zajęć tego świata, jako osoba, która miała męża idziecko. Wszyscy mogą się od niej uczyć, jak "uwielbiać Pana" za to, że"wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny" (Łk 1, 46 i49). Dla naszych czasów być może najważniejszym aspektem naszego naśladowania Maryi jest jej wiara. Wiara wsłowo Boże jest dla Maryi tytułem do błogosławieństwa Bożego: "błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, żespełnią ci się słowa powiedziane ci od Pana" (Łk 1, 45).

b. Różaniec

Nie sposób mówić opobożności bez poruszenia tematu różańca. Różaniec tobez wątpienia najpopularniejsza forma modlitwy maryjnej wcałym Kościele katolickim czasów współczesnych. Jednym zbardziej kuriozalnych zarzutów, zjakim zdarzyło mi się spotkać ze strony pewnych osób nielubiących katolicyzmu było to, żejest to"katolicka mantra". Podobieństwo do mantry miało wynikać ztego, że50 razy powtarza się wróżańcu te same słowa. Ciekawe, co powiedzieliby tacy krytycy, gdyby przeczytali kiedyś Psalm 136. Powtarza się wnim wkażdym wersecie (dokładnie: 26 razy) tosamo wezwanie: "bo Jego łaska na wieki". Czyżby więc nawet Biblia ukrywała mantry? Może trzeba ją wobec tego oczyścić zobcych wpływów? Pozostawiając na boku takie curiosa, warto spojrzeć teraz poważniej na tę chyba najpopularniejszą modlitwę medytacyjną wKościele katolickim.

Czy można nazwać różaniec "biblijną pomocą do biblijnej modlitwy"? Spróbujmy odpowiedzieć na topytanie najpierw zastanawiając się, kto jako pierwszy whistorii modlił się wsposób takimi oto słowami opisany:

"Recytowane są słowa modlitwy «Zdrowaś, Mario, łaski pełna, Pan zTobą...» Połączone ztym są rozważania według przygotowanych ipodsuniętych wodpowiedniej chwili punktów. Punkty te obejmują kolejno najważniejsze tajemnice narodzenia iżycia Jezusa Chrystusa, dokonanego przez Niego zbawienia, Jego zwycięstwa wtych, którzy Mu uwierzyli."

Otóż nawet jeśli dziś kojarzy nam się ten opis zróżańcem, toprzede wszystkim jest torelacja zpewnej modlitwy-rozważania, jaką znajdujemy na kartach Biblii! Akonkretniej, wEwangelii św. Łukasza (Łk 1, 28-37). Znajduje się tam tekst przedstawiający nam Maryję zaskoczoną nagłą "wizytą" anioła. Anioł wypowiada słowa używane tyle razy wkażdej różańcowej modlitwie, słowa które obecnie znamy jako pierwszą część modlitwy "Zdrowaś, Maryjo", czyli"Pozdrowienia Anielskiego". Maryja przystępuje do "rozważania, co miałoby znaczyć topozdrowienie" (Łk 1, 29). Nie jest wtym zdana tylko na własne siły. Wzrozumieniu pomaga jej Anioł Gabriel, przedstawiający wskrócie najważniejsze punkty z(mającej się stać dopiero wprzyszłości) historii zbawienia. "Poczniesz iporodzisz Syna" tak Anioł objawia tajemnicę pojawienia się Syna Bożego na ziemi; "Nadasz Mu imię Jezus" oto objawienie celu Jego misji, gdyż imię "Jezus" oznacza "Jahwe zbawia"; "Będzie On nazwany Synem Najwyższego" tak objawiona zostaje tajemnica tożsamości Jezusa Chrystusa, Syna Bożego; "Będzie panował nad domem Jakuba na wieki" słowa te zawierają zapowiedź zwycięstwa na śmiercią; iwreszcie "A Jego panowaniu nie będzie końca" przez co Anioł objawia tajemnicę nieskończonego władania Jezusa, które nie będzie miało granic (por. Łk 1, 30-33). Maryja słucha słów "Pozdrowienia Anielskiego" i"rozważając, co miałoby ono znaczyć", przebiega myślami wszystkie te punkty historii życia swojego Syna, przedstawione jest przez Anioła. Tyle oMaryi ijej rozważaniu opisanym wPiśmie św. Zauważmy jednak, żedokładnie tosamo czyni chrześcijanin modlący się na różańcu.

Po pierwsze, powtarza wiele razy pod rząd słowa "Pozdrowienia Anielskiego", słowa "Zdrowaś, Maryjo". Różaniec torecytowanie "Pozdrowienia Anielskiego", gdyż tak uczynił opisany wBiblii Anioł (Łk 1, 28).

Po drugie, chrześcijanin "rozważa, co miałoby znaczyć topozdrowienie". Różaniec torozważanie fundamentów wiary, torozważanie treści pozdrowienia Anioła, bo tak uczyniła jak uczy Biblia Maryja (Łk 1, 29).

Po trzecie, chrześcijanin swoje rozważanie prowadzi według pewnych punktów, zwanych "tajemnicami różańcowymi". Tajemnice te tona przykład "Narodzenie Jezusa Chrystusa" albo"Śmierć na krzyżu", lub"Zmartwychwstanie". Różaniec jest torozważanie wzorowane na punktach podanych Maryi przez Gabriela (Łk 1, 31-37), zawierających tajemnice historii zbawienia (narodzenie, ofiara izwycięstwo Chrystusa). Różaniec zawiera też tajemnice dotyczące zwycięstwa Ludu Bożego, gdyż "panowaniu Jezusa nie będzie końca", będzie On zwycięsko panował wtych, którzy Mu zawierzyli. Stąd biorą się tajemnice dotyczące najwspanialszej przedstawicielki Bożego Ludu Maryi, itotajemnice dotyczące właśnie panowania mocy Jezusa wniej: Wniebowzięcie iUkoronowanie chwałą.

Po czwarte, różaniec jest tomodlitwa "z Maryją, Matką Jego". Tak było na początku, żeKościół obejmujący Apostołów, niewiasty ibraci Pańskich modlił się razem "z Maryją, Matką Jego" (Dz 1, 14). Tyle tylko, żedziś ta jedność wmodlitwie nie jest realizowana fizycznie, aledokonuje się duchowo, gdyż Maryja przebywa wraz zinnymi zbawionymi wniebie.

Czy więc można nazwać różaniec "biblijną pomocą do biblijnej modlitwy"? Wświetle pierwszego rozdziału Łukaszowej Ewangelii trudno go chyba nazwać inaczej.

 

Może ktoś zapytać: aczyróżaniec jest konieczny? Przecież dawniej rozmyślano otajemnicach podanych przez Anioła Gabriela na inne sposoby. Dopiero od średniowiecza rozmyślanie tonajczęściej przebiega za pomocą metody zwanej różańcem, awięc do dziedzictwa wiary wsensie ścisłym nie należy. Owszem, jest toprawda, aleróżaniec należy do pięknych zwyczajów ubogacających życie wiary wszystkich tych chrześcijan, którzy odczuwają pragnienie modlenia się za jego pomocą. Zjednej strony więc, różaniec nie jest "katolicką mantrą", alezdrugiej strony nie jest absolutnym sprawdzianem katolickiej wiary. Ztego, żejest on modlitewnym wnioskiem zlektury stosownego fragmentu Biblii (1 Łk) wynika wielki pożytek zjego odmawiania, choć oczywiście nie obowiązek. Nazwano go kiedyś wanalogii do zwyczajów prawosławnych "Jezusową modlitwą Zachodu". Różaniec jest pięknym ludowym zwyczajem modlitewnym chrześcijańskiego ludu itakim niech pozostanie.

Obrazy religijne:

Nie będziesz czynił żadnej rzeźby aniżadnego obrazu...

Ulubionym tematem krytyków Kościoła katolickiego jest przytaczanie jednego zDziesięciu przykazań: "Nie będziesz czynił żadnej rzeźby" (Wj 20, 4). Na tej podstawie gwałtownie krytykują wszelki użytek czyniony zobrazów irzeźb, czytodo ozdabiania kościołów, czytojako pomocy wmodlitwie.

Oczywiście, są możliwe nadużycia wtak zwanym kulcie obrazów. Zdawano sobie ztego sprawę wpierwotnym Kościele, gdzie wobec powszechnego wspołeczeństwie bałwochwalstwa stosowano się do zasady wyrażanej słowami: "nie powinno się umieszczać obrazów wkościołach". Znany wstarożytności Synod wElwirze ok. 300 r. nakazywał, żewkościołach nie powinno być żadnych wizerunków. Niebezpieczeństwo przesady wużytkowaniu obrazów zauważano także później. Wielki Doktor Kościoła św. Jan od Krzyża pisał wswojej Drodze na Górę Karmel, że"niektórzy posługują się obrazami świętych, jakby figurkami bożków [...] isą do nich tak przywiązani, jak był Michas lubLaban przywiązany do swych bałwanów".

a. Ile przykazań zDekalogu chcemy zachowywać?

Pozostawiwszy możliwe nadużycia na boku, powróćmy do sedna sprawy. Człowiek troszczący się ozachowywanie Dziesięciu przykazań na pewno nie chce zachować tylko jednego znich. Zpewnością będzie pragnął pozostać wierny także ipozostałym dziewięciu. Wkońcu Biblia wNowym Testamencie mówi bardzo wyraźnie: "choćby ktoś przestrzegał całego Prawa, aprzestąpiłby jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie" (Jk 2, 10). Gdyby więc zarzut o"cześć obrazów" rzeczywiście wynikał ze szczerego przejęcia się Słowem Bożym, musiałby koniecznie doprowadzić do zauważenia jeszcze jednej ważnej "luki" wpostępowaniu: "Pamiętaj odniu szabatu, aby go uświęcić [...] nie możesz wdniu tym wykonywać żadnej pracy [...] pobłogosławił Jahwe dzień szabatu iuznał go za święty" (Wj 20, 8-11).

Ciekawe jest jednak, żerzadko kiedy krytycy wyciągają wniosek, który musi się narzucić zcałą oczywistością, jeśli nie wyrywa się jednego przykazania zkontekstu pozostałych. Kto chce dosłownie zachować drugie przykazanie (o czci oddawanej religijnym podobiznom) według jego judaistycznego rozumienia, musi również wten sam sposób zachować pozostałe przykazania. Awśród nich znajduje się również bezwzględny nakaz zachowywania szabatu. Jakoś jednak nie słychać, by ci, którzy gwałtownie krytykują wszelki użytek czyniony zwizerunków świętych, zrówną pasją wzywali do niepracowania wsoboty, do liczenia, czynie zrobi się wszabat więcej kroków, niż godzi się touczynić wdzień odpoczynku...

 

Wśród krytyków Kościoła katolickiego tyle konsekwencji wmyśleniu zachowali tylko Adwentyści Dnia Siódmego, święcący sobotę. Inne wyjście wybrali Świadkowie Jehowy: wich katechizmie wyczytać można, żeDziesięć przykazań Starego Testamentu nie obowiązuje chrześcijanina wogóle, gdyż zostały zastąpione przez prawo Nowego Testamentu.

Natomiast pozostali zwolennicy rozumienia Dziesięciu przykazań woderwaniu od Tradycji Kościoła wybrali sobie jedno przykazanie ("nie będziesz czynił żadnej rzeźby...") do dosłownego zachowania, ainne ("pamiętaj odniu szabatu...") zachowywać chcą wsensie jedynie metaforycznym. Myślą przewodnią ich rozumowania nie jest więc wierność tekstowi Biblii, aleniechęć do pewnych katolickich (i prawosławnych) zwyczajów modlitewnych iwyrwanie wtym celu jednego przykazania zkontekstu pozostałych.

A co stanie się zpopularnym znakiem "chrześcijańskiej ryby" przyklejanym na samochodach również przez braci protestantów? Przecież przykazanie mówi dosłownie "nie będziesz czynił żadnego obrazu", również "tego, co jest wwodach pod ziemią" (Wj 20, 4). Czyod jutra ogłosimy akcję odrywania zsamochodowych bagażników naklejek zpodobizną ryby?

b. Apostoł Paweł oprzykazaniach

A jak do Dziesięciu przykazań odnosił się św. Paweł? "Niech nikt owas nie wydaje sądu co do jedzenia ipicia, bądźwsprawie święta czynowiu, czyszabatu; są totylko cienie spraw przyszłych, arzeczywistość należy do Chrystusa" (Kol 2, 16-17). Jasne jest, żedosłowne, wsensie judaistycznym rozumienie przykazania (w tym przypadku oszabacie) wydawało się Apostołowi nieistotne; ważne było zachowanie ducha przykazań. Wyraźnie zresztą napisał otym na innym miejscu: "kto miłuje bliźniego, wypełnił Prawo [...] miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa" (Rz 13, 8 i10).

Dlatego katolicy wchodząc wbiblijny styl myślenia św. Pawła, rozróżniają wDekalogu dwa rodzaje przykazań. Są tam przykazania dotyczące codziennego postępowania moralnego (nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij) ite obowiązują niezmiennie, dziś tak samo jak przed tysiącami lat. Natomiast przykazania kultowe (dotyczące szabatu, imienia Bożego Jahwe, wizerunków religijnych) obowiązują wsensie duchowym. Podobnie jak św. Paweł nie zobowiązywał nikogo do święcenia szabatu, tak samo nie ma powodu, by odczuwać zgrozę na widok wizerunku jakiejś świętej postaci.

c. Bóg poleca wizerunki jako wystrój miejsca modlitwy

Często jednak zarzut związany zpierwszym przykazaniem idzie dalej: "Dobrze", mówi się, "gdyby wszystko było ograniczone do obecności ozdób artystycznych wkościołach wcharakterze dekoracji, tojeszcze nie byłoby tak źle; aleprzecież katolicy oddają obrazom cześć uwielbienia". Jest prawdą, jak wynika zprzytoczonego wyżej tekstu św. Jana od Krzyża, żeczasem może się zdarzyć taka grzeszna przesada wczci wizerunków religijnych. Alewtedy, jak jasno pisze ten hiszpański święty ijak głosi nauczanie Kościoła, mamy do czynienia zbłądzącymi katolikami. Ważne jest natomiast, jak być powinno, jaki jest autentycznie katolicki stosunek do obrazów religijnych.

Otóż Biblia naucza, żeBóg potępił wprawdzie adorację figur, alenie tylko żenie potępił używania figur przy modlitwie, tojeszcze czasem osobiście polecał ich zastosowanie. Ta sama księga biblijna, która zawiera Dekalog (czyli Księga Wyjścia), zawiera też Boże polecenie uczynienia figur orazco więcej umieszczenia ich wświętym przybytku! "Dwa cheruby wykujesz ze złota [...] Cheruby będą miały rozpostarte skrzydła ku górze [...] iku przebłagalni będą zwrócone twarze cherubów" (Wj 25, 18-20). Wygląda na to, żeniektórzy znawcy Biblii lepiej od Pana Boga wiedzą, jak przestrzegać Dziesięciu przykazań.

Podobnie Dawid przekazał plany świątyni Salomonowi, łącznie zmodelem czywzorem wozu "z cherubami złotymi, rozciągającymi skrzydła ipokrywającymi Arkę Przymierza". Idodał jeszcze: "O tym wszystkim pouczony zostałem na piśmie przez Jahwe" (1 Krn 28, 18-19). Podobnie kiedy Ezechiel miał "Boże widzenie kraju Izraela" iświątyni jerozolimskiej (Ez 40, 2), aanioł pokazał mu szczegóły świątyni, okazało się, że"na ścianach wokoło, wewnątrz ina zewnątrz, były wyobrażenia cherubów ipalm [...] każdy cherub miał dwie twarze, jedną twarz ludzką itwarz lwa" (Ez 41, 18). Ciekawe, czygorliwy krytyk Kościoła katolickiego umiałby się dziś modlić wtakiej scenerii: świątynia pełna figur ipłaskorzeźb aniołów. Czyczasem ztakiej scenerii, której projekt wykonawczy jest zawarty wSłowie Bożym, nie uciekłby zprzerażeniem wimię swojego rozumienia wierności Bożemu Słowu?

d. Bóg poleca wizerunek jako pomoc modlitewną

Podczas plagi węży na pustyni "Jahwe rzekł do Mojżesza "Sporządź węża iumieść go na wysokim palu, wtedy każdy ukąszony, jeśli spojrzy na niego, zostanie przy życiu"" (Lb 21, 8). Mamy tu do czynienie nie tylko zdekoracją miejsca modlitwy, alezfaktyczną pomocą wmodlitwie wpostaci wizerunku religijnego.

Tak samo należy podejść do problemu relikwii. Są toalboprzedmioty związane zjakąś świętą postacią zprzeszłości, alboczasem nawet fragmenty jej doczesnego ciała. Wwielu kościołach przechowuje się takie przedmioty iuważa się je za szczególnie cenne. Dawniej często wiązano znimi wiarę wmoc Bożą, na przykład uzdrowieńczą. Opierwszych relikwiach czytamy już wNowym Testamencie: "Bóg czynił niezwykłe cuda przez ręce Pawła, tak żenawet chusty iprzepaski zjego ciała kładziono na chorych, achoroby ustępowały znich iwychodziły złe duchy" (Dz 19, 11-12).

Odrzucając fundamentalistyczną krytykę wszelkich wizerunków religijnych jako pomocy modlitewnych warto jednocześnie pamiętać, żerzeczywiście może kryć się tutaj problem grzechu człowieka. Fakt, żektoś błędnie interpretuje jedno zprzykazań Dekalogu nie oznacza, żeprzykazanie towogóle nie istnieje. Można przywiązywać do religijnych wizerunków iinnych tego typu przedmiotów tak wielką wagę, żezacznie toprowadzić do błędu. Św. Augustyn pisał wVwieku wdziele Ozgodności Ewangelistów: "Słusznie zasłużyli na błąd ci, którzy nie szukają Chrystusa iJego Apostołów wświętych księgach, alena malowanych ścianach. Nic też dziwnego, żezwiodły ich pomysły malarzy".

Również Słowo Boże przestrzega przed możliwością wynaturzenia czci nawet takich wizerunków, które polecone zostały przez Boga. Dowiadujemy się, żewęża uczynionego na pustyni przechowywano wIzraelu jeszcze bardzo długo, aż wkońcu Ezechiasz "czyniąc to, co jest słuszne woczach Jahwe [...] potłukł węża miedzianego, którego sporządził Mojżesz, ponieważ aż do tego czasu Izraelici składali mu ofiary kadzielne nazywając go Nechusztan" (2 Krl 18, 4). Bóg polecając ten wizerunek jako pomoc wmodlitwie nie dał jednocześnie wolnej ręki, aby zamieniać taką statuę wbożka. Podobnie niech figury, obrazy iinne przedmioty przypominają osobę, którą przedstawiają, aleniech nigdy nie zajmują jej miejsca!

Cuda:

Czynić większe cuda niż Jezus?

Zdarzają się krytycy Kościoła katolickiego, którzy pokrzykują buńczucznie:

"Katolicy nie wierzą wmoc Bożą idlatego chorują! Gdybyś, bracie, naprawdę uwierzył wEwangelię, tonie musiałbyś nigdy chorować! Wypędziłbyś choroby ztwojej rodziny ijuż nigdy by nie wróciły. Byłbyś zawsze zdrowy izadowolony, awdodatku nie miałbyś kłopotów finansowych, gdyż Bóg zawsze błogosławiłby cię zamożnością. Tak uczy Biblia! Zostałem odkupiony zwszystkich chorób isłabości. ZWSZYSTKICH!!!"

Czy toprawda? Czyrzeczywiście mamy dostęp już tu na ziemi do świata bez chorób, bez zasadzek szatana, bez przykrych dla nas praw przyrody? Wkońcu wMarkowej Ewangelii czytamy: "Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: wimię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą, węże brać będą do rąk, ijeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, ici odzyskają zdrowie" (Mk 16, 17-18).

a. Obietnica biblijna mocy Bożej wżyciu chrześcijanina

Pojawiło się wostatnich czasach rozumienie tego fragmentu Biblii na sposób dość przedziwny. Rozumie się mianowicie czasem ten werset tak: każdy chrześcijanin, który uwierzy, będzie mówić nowymi językami; każdy jeśli tylko położy ręce na chorych na pewno ich uzdrowi; każdy będzie miał dowolną władzę nad złymi duchami, na przykład "związywania irozwiązywania". Skrajni interpretatorzy idą dalej: czyż ten werset nie zawiera polecenia brania węży do rąk? czyż nie poleca picia trucizn? Amerykańska wspólnota onazwie Kościół Świętości Bożej wSercu Jezusa wimię wierności Ewangelii każe swoim członkom brać do ręki grzechotniki itańczyć znimi. Wkońcu czytamy przecież polecenie: "węże brać będą do rąk". Orytualnym piciu trucizny połączonym zbudzeniem wiary, żeBóg nas zachowa od wszelkiej szkody, jeszcze nie słychać. Na razie?

W tak wypaczonym rozumieniu wersety te oznaczałyby, żechrześcijanin będzie żyć wzupełnie innym świecie niż pozostali ludzie: nie będą go dotykać żadne choroby, nie będzie narażony na żaden atak złego ducha, będzie ponad prawami przyrody, które mówią, żejad węży jest szkodliwy, atrucizny śmiertelne. Wtakim sensie oznaczałoby to, żedecyzja uwierzenia już za życia, wdoczesności, przenosi nas do świata zupełnie innego niż ten, wktórym żyliśmy dotychczas.

b. Fundamentalistyczne rozumienie władzy chrześcijanina: iluzja mocy

Jeśli stosuje się ciasną, pseudobiblijną logikę, wydaje się, żerzeczywiście chrześcijanin ma do tego wszystkiego prawo. Wkońcu Pan Jezus, jak czytamy wEwangelii, skutecznie uzdrawiał zchorób. Miał władzę nad demonami. Panował nad prawami przyrody zamienił wodę wwino, rozmnożył chleby, uciszał burze, chodził po wodzie. Do tego dał jeszcze uczniom taką oto oszałamiającą obietnicę: "Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem iwiększe od tych uczyni [...] ocokolwiek prosić będziecie wimię moje, touczynię [...] ocokolwiek prosić Mnie będziecie wimię moje, Ja tospełnię" (J 14, 12-14).

Pan Jezus polecił też uczniom czynić te same rzeczy, które iOn czynił: "uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy" (Mt 10, 8). Apostołowie rzeczywiście doświadczyli mocy Jezusa wpełnieniu tych dzieł: Piotr wskrzesił zmarłą Tabitę (Dz 9, 40); znoszono chorych idręczonych przez duchy nieczyste, awszyscy doznawali uzdrowienia (Dz 5, 16); Apostołów nie mogły powstrzymać mury aniłańcuchy więzienne, abramy więzienia same się przed nimi otwierały (Dz 12, 7-10); Paweł miał moc rozkazywania złemu duchowi, aby wyszedł zniewolnicy, aten był mu posłuszny (Dz 16, 18); nawet ukąszenie żmii nie zaszkodziło Pawłowi, ku zadziwieniu jego towarzyszy (Dz 28, 3-6).

Mamy więc wBiblii opis dzieł Jezusa, mamy polecenie dane uczniom, aby czynili tosamo, mamy cały szereg opisów biblijnych mówiących, żeuczniowie rzeczywiście żyli wświecie pełnym cudów iznaków. Czyżby więc rzeczywiście człowiek wierzący nie musiał już chorować, czyżby nie musiał być narażony na ataki złego ducha, czyżby prawa przyrody miały być mu posłuszne? Wygląda na pierwszy rzut oka, żerzeczywiście tomają znaczyć słowa: "te znaki towarzyszyć im będą". Tak też często brzmią słowa nauczań rozmaitych entuzjastycznych nauczycieli: nie musisz chorować, złego ducha zawsze możesz związać, prawa przyrody będą ci posłuszne. Anawet możesz brać do ręki grzechotniki...

c. Biblijne realia życia Apostołów: doświadczenie słabości

Tymczasem jednak towrażenie powstaje zczytania Pisma św. wpostaci powyrywanych zkontekstu wersetów. Jest toskutek ciasnego fundamentalizmu. Wkońcu zdeserowego keksu też można powybierać same rodzynki itwierdzić, żewgruncie rzeczy poza rodzynkami nic innego wcieście nie ma. Postawa taka jest, nawiasem mówiąc, charakterystyczna dla małych dzieci.

Nawet pobieżna znajomość Biblii pokazuje nam, żeApostołowie nie żyli zawsze iwszędzie wświecie, wktórym zmieniły się prawa przyrody, wświecie bez chorób, bez śmierci, bez więzień ibez szatana.

choroba

W Piśmie św. czytamy otym, żechoroby czasem nękały chrześcijan, skądinąd napełnionych Duchem Świętym ipełnych darów duchowych. Chorował św. Paweł iczystało się topowodem do wątpienia wmoc Jezusa? Stało się wręcz przeciwnie! Bóg wykorzystał jego chorobę jako okazję do ogłoszenia zbawienia wJezusie Chrystusie:

"Pierwszy raz głosiłem wam Ewangelię zatrzymany chorobą imimo próby, na jaką moje niedomaganie cielesne was wystawiło, nie wzgardziliście mną aninie odtrąciliście, alemnie przyjęliście jak anioła Bożego, jak samego Jezusa Chrystusa" (Ga 4, 13-14).

Chorował "współpracownik iwspółbojownik" Pawła, Epafras, "wierny sługa Chrystusa, zastępujący Pawła". Paweł nie tylko żenie ukrywał tego faktu, alepisał ochorobie jako oczymś, co normalnie rzecz biorąc czasem zdarza się wżyciu chrześcijańskim. Według Pawła, Epafras "tęsknił za wami wszystkimi idręczył się tym, żeusłyszeliście ojego chorobie; rzeczywiście bowiem zachorował, tak iż był bliski śmierci; aleBóg się nad nim zmiłował" (Flp 2, 25n).

Zdarzyło się, żechorował działający wraz zPawłem Trofim (2 Tm 4, 20). Musiała tobyć ciężka choroba, skoro zmusiła Trofima do przerwania podróży ipozostania wMilecie. Chorował też isam Tymoteusz, któremu św. Paweł zalecał całkiem naturalne sposoby łagodzenia skutków choroby: "Samej wody już nie pij, używaj natomiast po trosze wina ze względu na żołądek iczęste twe słabości" (1 Tm 5, 23). Jak widać, niekoniecznie oczekiwał, żechorobę uda się zpewnością wygnać cudownym sposobem.

więzienie

Pomimo żeniekiedy Bóg cudownie uwalniał uczniów zwięzienia, tojednak nie działo się tak zawsze. Ten sam Paweł, który uwięziony wFilippi oglądał na własne oczy cud ("natychmiast otwarły się wszystkie drzwi ize wszystkich opadły kajdany" - Dz 16, 26) musiał później znosić więzienie. Czybyła toklęska Boga iJego mocy? Nie, Bóg wykorzystał jego więzienie do głoszenia Ewangelii. Gdy Apostoł został zatrzymany wtwierdzy, zamiast uwolnienia usłyszał od Pana: "Odwagi! trzeba bowiem, żebyś iwRzymie świadczył oMnie, jak dawałeś oMnie świadectwo wJerozolimie" (Dz 23, 11).

śmierć

Jakkolwiek iPaweł, iPiotr doznali mocy wskrzeszania umarłych, tojednak ioni sami, iwszyscy im współcześni poumierali. Do naszych czasów jakoś nikt znich nie dożył. Nawet Łazarz wskrzeszony przez Jezusa. Czywięc mieli wrażenie, żeumierając są świadkami klęski mocy Bożej? Paweł nie traktował śmierci jako nieszczęścia: "dla mnie bowiem żyć toChrystus, aumrzeć - tozysk [...] pragnę odejść, abyć zChrystusem" (Flp 1, 21).

szatan

Pomimo mocy wypędzania złych duchów, którą posiadał Paweł, on sam musiał przeżyć również chwile swojej słabości wobec działania złego ducha. Iznowu doświadczenie przeciwnych mu zakusów szatana okazuje się okazją do Bożego zwycięstwa. "Aby nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, został mi dany oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz Pan mi powiedział: "wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem wsłabości się doskonali" (2 Kor 12, 7-9). Nawet wobliczu szatana Apostoł musiał doświadczyć słabości, anie tylko mocy.

W Apokalipsie czytamy: "Oto diabeł ma niektórych spośród was wtrącić do więzienia, abyście próbie zostali poddani, aznosić będziecie ucisk przez dziesięć dni" (Ap 2, 10). Natomiast całkowite związanie szatana jest obiecane dopiero na czasy ostateczne (Ap 20, 2).

d. Katolickie rozumienie Biblii: moc wsłabości się doskonali

Jeżeli więc Apostołowie żyli wtakim samym świecie, wjaki żyli wszyscy inni ludzie, poddani byli chorobom, śmierci, więzieniom, anawet niektórym rodzajom ataków szatana tojak zrozumieć tekst Mk 16, 17-18?

Jeżeli czytamy ten tekst bez fanatycznych okularów, dostrzeżemy wnim łatwo słowo "znaki". Cudowne moce uzdrawiania chorych iniepodlegania prawom przyrody nie są nazwane "normą życia", ale"znakami" [semeia]. Biblijne słowo "znak" oznacza cud, który jest wyjątkiem, odbiegającym od normy. Na przykład oprzemianie wody wwino czytamy: "taki topoczątek znaków uczynił Jezus wKanie Galilejskiej" (J 2, 11). Nie oznacza to, żeod tej pory normalnym sposobem przygotowania posiłków wgronie Jezusa iJego uczniów było cudowne przemienianie półproduktów wgotowe dania obiadowe. Był to"znak", który od codziennej normy właśnie odbiegał.

Jakkolwiek Jezus potrafił uczynić "znak" rozmnożenia chleba (np. J 6, 11), tojednak wpowszednim, normalnym życiu posyłał uczniów, aby kupowali żywność (np. J 4, 8).

Chociaż św. Paweł mówił odarze uzdrawiania (1 Kor 12, 9), tojednak kiedy Tymoteusz podupadł na zdrowiu, Paweł poradził mu według najzwyklejszej ludzkiej roztropności: "samej wody już nie pij, używaj natomiast po trosze wina ze względu na żołądek iczęste twe słabości" (1 Tm 5, 23).

Znaki towarzyszące Kościołowi przez dwadzieścia wieków jego historii są bardzo wyraźne: wimię Jezusa wyrzucano iwyrzuca się złe duchy, Duch Święty wzbudzał iwzbudza dar mówienia nowymi językami, zdarzało się jak zPawłem żewęże itrucizny okazywały się nieszkodliwe; zawsze wierzono - adziś ta wiara na szczęście jeszcze bardziej się wzmacnia żeBóg ma moc, aby chorzy cudownie odzyskali zdrowie. Wten sposób sprawdza się zapowiedź Jezusa: "Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których ja dokonuję, owszem iwiększe od nich uczyni" (J 14, 12).

Słowa te nie odnoszą się jednak do indywidualnego chrześcijanina, który (gdyby tylko wierzył odpowiednio mocno), czyniłby większe cuda niż nasz Zbawiciel. Są wprawdzie tacy, którzy wnaszych czasach chełpliwie towłaśnie głoszą: cóż, możemy ich spytać, kiedy ostatni raz chodzili po jeziorze Śniardwy lubjak często zamieniają dzban wody wwino, możemy też zapytać oadresy wskrzeszonych przez nich zmarłych. Aco zgorącym posiłkiem dla pięciu tysięcy? Bezdomni czekają! Zapowiedź Jezusa realizuje się oczywiście przez cały Kościół: ilość cudów iznaków spełnionych mocą Bożą whistorii dwudziestu wieków rzeczywiście jest owiele większa niż ta, ojakiej czytamy wEwangeliach. Są tojednak tylko "znaki". Obok nich istniały iistnieją powszednie realia życia. Jak uzbrojeni mocą Jezusa Apostołowie, tak idziś ludzie chorują iumierają; jak Apostołowie podlegają nękającemu działaniu szatana; jak Apostołowie bywają bezsilni wobec kajdan iwięziennych murów.

Moc znaków isłabość ciała: jedno idrugie współistniało od czasów biblijnych ze sobą ido dziś współistnieje. Nigdy nie będzie inaczej. Moc bowiem wsłabości się doskonali. Azbawieni jesteśmy dopiero wnadziei. Nie oglądamy więc zawsze iwszędzie zwycięstwa nad chorobą, śmiercią iszatanem. Czasem tak, jako znak mocy Bożej. Czasem nie, jako przypomnienie naszej słabości. "W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni. Nadzieja zaś, której spełnienie już się ogląda, nie jest nadzieją, bo jak można się jeszcze spodziewać czegoś, co już się ogląda? Jeśli jednak, nie oglądając, spodziewamy się czegoś, tozwytrwałością tego oczekujemy" (Rz 8, 24-25).

Jeśli czytać będziemy fragment Mk 16, 17-18 przez fanatyczne okulary, toowocem będzie najpierw ślepota na rzeczywistość ("nie choruję! toniemożliwe! Bóg mnie uzdrowił!"), potem frustracja ("jeśli tonieprawda, togdzie jest Bóg iJego obietnice?"), awreszcie wypalone zgliszcza oszukanego serca ("chyba cała Ewangelia też tyle samo jest warta...")

Jeśli natomiast czytamy Pismo św. zgodnie zTradycją Kościoła, toobietnica Jezusa o"znakach, które towarzyszyć nam będą", będzie nas napełniać radością. Pełna pokoju radość płynie ztego, żeBóg jest pomiędzy nami, żedziała pośród swego ludu, żepozwala nam oglądać cudowne znaki swojej mocy. Będziemy cieszyć się tym, żeJezus żyje, uzdrawia izwycięża moc szatana. Będzie todla nas pokrzepieniem nawet wtedy, gdy jak Paweł, Tymoteusz czyTrofim będziemy musieli się zmagać zchorobą, azamiast uzdrowienia, towarzyszyć będzie nam cierpienie. Jezus okaże się Emanuelem, Bogiem-z-nami, zarówno wzwycięstwie iuzdrowieniu, jak iwcierpieniu, chorobie iśmierci.

Nawet "zatrzymani chorobą" będziemy umieli "głosić Ewangelię" i"mimo próby, na jaką niedomaganie cielesne nas wystawia" będziemy widzieć działanie Jezusa Chrystusa (por. Ga 4, 13-14). Nawet cierpiąc więzienie usłyszymy słowa: "Odwagi! trzeba bowiem, żebyś iwRzymie świadczył oMnie, jak dawałeś oMnie świadectwo wJerozolimie" (Dz 23, 11). Nawet bez wskrzeszenia osoby zmarłej będziemy umieli zrozumieć, że"żyć toChrystus, aumrzeć tozysk", iże"odejść, tobyć zChrystusem" (Flp 1, 21).

Chociaż choroba iśmierć weszły na świat przez zawiść diabła, tojednak wobecnym stanie rzeczy cierpienie nie musi być niezgodne zwolą Boga: "ci, którzy cierpią zgodnie zwolą Bożą, niech dobrze czyniąc, wiernemu Stwórcy oddają swoje dusze" (1 P 4, 19); "Bóg, który was powołał, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni iugruntuje" (1 P 5, 10). Nawet tak ciężkie doświadczenia jak pojawienie się "ościenia dla ciała, wysłannika szatana, aby policzkował", nawet trzykrotne proszenia Pana pozornie bez odpowiedzi może stanie się okazją do usłyszenia Jego głosu: "wystarczy ci mojej łaski; moc bowiem wsłabości się doskonali" (2 Kor 12, 7-9).

e. Błogosławieństwo finansowe

Z pewnością powyższe myśli są dla większości roztropnych chrześcijan oczywiste. Nie są jednak taką oczywistością dla pewnego rodzaju ludzi niepałających zbytnią sympatią do Kościoła katolickiego. Aponieważ bywa, żewydumanymi przez siebie rewelacjami niepokoją katolików stąd jest potrzebna solidna, ugruntowana na Biblii odpowiedź. Jeden ztakich badaczy Pisma św. wyczytał na przykład, że"błogosławieństwo Pańskie wzbogaca" (Prz 10, 22) ipo wsparciu tego kilkoma innymi cytatami biblijnymi głosi zprzekonaniem, żeszczera wiara wmoc Słowa Bożego zawsze sowicie opłaci się także finansowo. Wierzący, jeśli tylko jego wiara jest odpowiednio mocna, miałby mianowicie cieszyć się nieodmiennie "błogosławieństwem finansowym" imieć ztytułu swojego zawierzenia obietnicom biblijnym większe dochody niż wtedy, gdy tak mocno nie wierzył.

A oto próbka takiego myślenia, zaczerpnięta zcałkiem niedawnej publikacji, rozpowszechnianej przez ludzi krytykujących przy okazji Kościół katolicki. Zachęcając do ofiarności wczasie zbierania składki na nabożeństwach, pisano:

"Dajesz pieniądze, otrzymujesz pieniądze. Dajesz koce, otrzymujesz koce. Apostoł Paweł pisze: "co człowiek sieje, toiżąć będzie" (Ga 6, 7). Zasiej 200 złotych, apowinieneś otrzymać od 6.000 do 20.000 złotych. Dlaczego? Paweł pisze: "Kto sieje skąpo, skąpo też żąć będzie, akto sieje obficie, obficie też żąć będzie" (2 Kor 9, 6). Zasiej swoje ziarno wdobry grunt. Jezus wprzypowieści oziarnie powiedział: "Jeszcze inne padły na dobrą ziemię iwydały owoc, jedne stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, ainne trzydziestokrotny" (Mt 13, 8)".

Dla niewtajemniczonych krótkie wyjaśnienie: autor tych rewelacji otrzymał wysokość zysku spodziewanego od Boga (od 6.000 do 20.000 zł) mnożąc początkowy wkład (200 zł) przez cyfry podane przez Pana Jezusa wprzypowieści osiewcy (od 30 do 100). Wiem, żetrudno wtouwierzyć, alezaręczam, żeniestety naprawdę takie rzeczy publikuje się uprogu XXI wieku wgronach uważających się za chrześcijańskie iza żyjące Słowem Bożym. Inaprawdę wierzą wtoniektórzy zuczestniczących wtym byłych katolików.

Oczywiście, każdy wierzący człowiek przyzna, żejest całkiem możliwe, aby Bóg udzielił błogosławieństwa finansowego całkiem podobnie, jak udziela zdrowia, pokoju idobrych plonów. Aleod tego do twierdzenia, żechrześcijanin ma prawo stanowczego wyznawania swojego prawa do pozyskiwania finansowych Bożych datków orazżeistnieje przemyślna technika pozyskiwania od Boga tych pieniędzy za pomocą wiary, droga daleka. Tak daleka, żeoddala się znacznie, aletoznacznie od Pisma św.

Owszem, wiemy żeBoży ludzie opisani wBiblii niekiedy cieszyli się takimi sukcesami, jakie obiecuje nie przymierzając firma AmWay. Czasem dane im było osiągnąć wiele: pieniądze, sukces, szczęście osobiste. Doznawali życia przyjemnego ibogatego, którego wielu mogło im zazdrościć. Tak wyglądała część życia Abrahama lubkróla Dawida. Czasem. Alenie było toregułą. Jaka więc była reguła? Ocena stopnia sukcesu życiowego wiernych sług Bożych Starego Testamentu została wBiblii streszczona tak:

"Jedni ponieśli katusze, nie przyjąwszy uwolnienia, aby otrzymać lepsze zmartwychwstanie. Inni zaś doznali zelżywości ibiczowania, anadto kajdan iwięzienia. Kamienowano ich, przerzynano piłą, kuszono, przebijano mieczem; tułali się wskórach owczych, kozich, wnędzy, utrapieniu, wucisku świat nie był ich wart ibłąkali się po pustyniach igórach, po jaskiniach irozpadlinach ziemi. Aci wszyscy, choć ze względu na swą wiarę stali się godni pochwały, nie otrzymali przyrzeczonej obietnicy" (Hbr 11, 35-39).

To akurat nie są jakieś tendencyjnie wybrane przykłady. Jest topodsumowanie wNowym Testamencie losów Bożych wybrańców zcałego Starego Testamentu, czylijakby "podwójne" Słowo Boże.

Również Apostołom dane było czasem osiągnąć wiele korzyści doczesnych: pieniądze, sukces, osobiste zadowolenie. Także życia pełnego wartkich wydarzeń, którego wielu mogło im zazdrościć. Dopowiedzmy znowu: niekiedy. Alejak wyglądała reguła osiągania tak rozumianego sukcesu? Znowu: szukajmy wBiblii jakiegoś całościowego podsumowania.

"[Jestem sługą Chrystusa] bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez częste niebezpieczeństwa śmierci [...] Często wpodróżach, wniebezpieczeństwach na rzekach, [...] wniebezpieczeństwach od fałszywych braci, wpracy iumęczeniu, często na czuwaniu wgłodzie ipragnieniu, wlicznych postach, wzimnie inagości, nie mówiąc już omojej codziennej udręce płynącej ztroski owszystkie Kościoły. Któż odczuwa słabość, bym ija nie czuł się słabym?" (2 Kor 11, 23-29).

Jak dalecy od nowoczesnej pseudoewangelii dobrobytu, sukcesu inieustannego zdrowia (koniecznie wraz zdobrym humorem!) byli Apostołowie Jezusa Chrystusa, odkryjemy łatwo, kiedy zaczniemy czytać ich listy. Jeden znich napisał: "Za pełną radość poczytujcie tosobie, bracia, ilekroć spadają na was różne doświadczenia, wiedząc, żeto, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość" (Jk 1, 2). Inny zkolei głosił: "Raduję się wcierpieniach za was iwmoim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół" (Kol 1, 24).

Następny zaś nauczał: "Cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli iradowali przy objawieniu się Jego chwały" (1 P 4, 13). Chrześcijanom, którzy utracili majątek wczasie prześladowań, pisano: "Z radością przyjęliście rabunek waszego mienia" (Hbr 10, 34).

Dlatego Biblia zcała surowością osądza takich, którzy mniemają, żeich relacja zBogiem finansowo się opłaci.

"Ludzie owypaczonym umyśle uważają, żepobożność jest źródłem zysku; wielkim zaś zyskiem jest pobożność wraz zpoprzestawaniem na tym, co wystarczy [...] Mając żywność iodzienie, idach nad głową, bądźmy ztego zadowoleni. Aniektórzy, chcąc się bogacić, wpadają wpokusę iwzasadzkę orazwliczne nierozumne iszkodliwe pożądania. One topogrążają ludzi wzgubę izatracenie. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi touganiając się, niektórzy zabłąkali się zdala od wiary" (1 Tm 6, 5-10).

Zdaje się, żewiększe wyczucie biblijne od skrajnych miłośników "błogosławieństwa finansowego" miewają małe dzieci. Całkiem niedawno zespół muzykujących maluchów śpiewał wpiosence nagranej na świetnie sprzedającej się płycie: "Najlepszą modlitwę na świecie znam: cieszyć się ztego, co mam". Czyżby dzieci podsłuchały świętego Pawła: "Wielkim zyskiem jest pobożność wraz zpoprzestawaniem na tym, co wystarczy" (1 Tm 6, 5)? Amoże podsłuchiwanym był Jan Apostoł: "Nie znam większej radości nad tę, kiedy słyszę, żedzieci moje postępują zgodnie zprawdą" (3 J 4)?

 


 
               NA TERAPIĘ ZAPRASZAM TAKŻE DO KATOWICKIEGO INSTYTUTU PSYCHOTERAPII